Nie chciała, ale zrobiła to
Palenia Zofia nie umiała, ale była przekonana, że pomaga jej to uspokoić nerwy. Stała na podwórku swojego domu w podkarpackiej wiosce i patrzyła na cichą, wieczorną ulicę. Myśli miała ciężkie i niespokojne, bo ostatnio życie obarczyło ją poważnymi troskami.
Zofia mieszkała sama w domu po zmarłej babci, rodzice mieli gospodarstwo w sąsiedniej wsi, siedem kilometrów dalej. Chciała być niezależna, była już dorosła dwadzieścia trzy lata. Pracowała na poczcie.
Nie dokończyła papierosa, zgasiła go w popielniczce i wyrzuciła do kosza.
Nie podoba mi się to palenie, jak Ola z pracy tylko jedno za drugim myślała. Namówiła mnie, mówiła, że pomaga się uspokoić. Ale jakoś wątpię
W tym momencie obok jej domu przejeżdżał nowy dzielnicowy Marcin, świeżo przeniesiony z powiatu. O tym dowiedziała się od koleżanek. Zofia spojrzała za jego samochodem, wróciła do domu, bo zaczynało zapadać zmrok, a ona miała dziś ważną i niebezpieczną sprawę
Dzień wcześniej na poczcie mimo że nie było tłumów, od czasu do czasu zachodzili tu sąsiedzi.
Jutro tu się zrobi tłok mówiła pani Stanisława, pracująca na poczcie od młodości. Dziś cisza przed wypłatą emerytur.
Trzydzieści lat już tu jestem, wszyscy mnie znają, nie wiem, gdzie bym indziej mogła pracować lubiła powtarzać.
Oj, ciociu Staśko śmiała się młodziutka Ola moja mama mówi, że bez ciebie poczta by nie działała, wszystko tu na tobie się trzyma.
No, już nie przesadzaj, na każdego miejsce się znajdzie. Zastępstwo zawsze można zrobić. Jak przejdę na emeryturę
Weszła Teresa, kobieta w sile wieku, czterdzieści dwa lata.
Ale dziś ciepło! westchnęła. Przyszłam, bo sąsiadka babcia Jadwiga chce prenumeratę gazety przedłużyć. My za dwa dni jedziemy na wakacje, nad Bałtyk, więc poprosiła, żeby nie zapomnieć. Ona czyta na okrągło i jej się kończy prenumerata. Chyba jej się nudzi, bo nogi ją bolą, więc gazety pomagają jej przetrwać dzień.
O, Teresa, to się najeździsz, tak daleko i autem zagaiła pani Stanisława. Nad morze dobrze jechać, na słońcu się wygrzejecie. Mówiła tak, jakby sama wróciła znad morza.
Nie boję się, fotki od razu wrzucę na Facebooka. Kupiłam nowy strój kąpielowy, będzie co pokazać pochwaliła się Teresa, po czym wyszła.
Ile to trzeba mieć pieniędzy, żeby całą rodziną nad Bałtyk pojechać mruknęła Ola.
Mają się z czego utrzymać, jej mąż prowadzi gospodarstwo zauważyła pani Stanisława.
Zofia tylko siedziała cicho, wpatrzona w ekran komputera, słuchała uważnie. Myślała
Po chwili wszedł dzielnicowy Marcin, pogodnie się przywitał:
Dzień dobry. Zawiadomienie jakieś miało do mnie przyjść powiedział do Oli, ale rozejrzał się i zamarzył na widok Zofii.
Nie wiedziałem, że tu takie piękne dziewczyny pracują Ale smutna bardzo
Pani Stanisława spojrzała na niego znacząco.
Zofia przeżywa żałobę. Narzeczonego niedawno pochowała.
Rozumiem odparł Marcin, a Ola poinformowała, że nie ma dla niego jeszcze żadnej przesyłki.
Trzy tygodnie wcześniej narzeczony Zofii Tomek zginął tragicznie. Znaleziono go zabitego na pustym terenie w mieście powiatowym; ponoć czasem grywał nielegalnie w kasynie. Zofia o tym nie wiedziała. Policja nikogo nie schwytała, lecz pewnej nocy, późno, przyjechali do niej dwaj młodzi mężczyźni z miasta. Kiedyś widziała Tomka w ich towarzystwie.
Twój narzeczony był nam winien sporą sumę.
Ale on nie żyje zadrżała Zofia.
Długi nie umierają. Musisz je za niego spłacić odparł jeden z nich, Sławek i podał kwotę, czterdzieści tysięcy złotych.
Skąd ja wezmę tyle pieniędzy?
To twój problem, pomyśl, kto we wsi dobrze zarabia. Na poczcie pracujesz, więc wiesz.
Ja nie wiem, kto jest bogaty
Nie kłam, widzisz wszystkie przelewy. Damy ci dwa tygodnie, a jeśli pójdziesz na policję źle się to dla ciebie skończy. Proszę, tu masz wytrychy. Każdy zamek nimi otworzysz rzucił jej brutalnie Sławek.
Gdy tylko wyszli, zatrzasnęła drzwi i długo nie mogła się uspokoić. Przez całą noc rozmyślała, co zrobić. Po dniu zdecydowała się nocą zakradnie się do domu Teresy, wiedziała, że wyjechali, a psa nie mają. Tylko brama zamknięta. Przeskoczyła przez płot.
Nie wiedziała, czy się uda dostać do środka, ale wytrych zadziałał. Serce jej biło jak oszalałe. Wiedziała, że łamie prawo przez groźby tych bandytów weszła na ich drogę.
Długo szukała pieniędzy w pokoju jasno, bo latarnia świeciła przez okno.
Boże, co ja robię? Chcę żyć, ale przez Tomka mam teraz takie kłopoty, a muszę za niego płacićPoszedł, a ja zostałam z tym wszystkim
Wiedziała, że mogłaby zawiadomić policję, ale strach przed Sławkiem był silniejszy. Znalazła tylko piętnaście tysięcy złotych, w komodzie złoty pierścionek Teresy i bransoletkę. Na stoliku laptop, szybko schowała go do torby.
Wróciła tak samo cicho jak weszła, obejrzała się wokół cisza, w oknach ciemno, tylko gdzieś szczekały psy. Nikogo nie było, więc nikt jej nie widział. Cała drżała.
W domu schowała torbę do starej, babcinej skrzyni w komórce. W nocy nie spała, zmęczona, omotana strachem. Rano szła do pracy z bólem głowy. Po południu wyskoczyła z poczty, poszła do baru, gdzie czasem jadła obiad.
Cześć, pojawił się nagle dzielnicowy Marcin, a ona aż się wzdrygnęła. Jednak uśmiechnął się nie bój się, idziemy w jednym kierunku, ja też tu na obiad.
Dzień dobry, odpowiedziała cicho, gorączkowo myśląc, czy już wie o jej czynach. Czekał pan na mnie?
Właśnie na ciebie zażartował Marcin.
Spojrzała mu w jasne oczy i się uspokoiła. Zrozumiała, że tylko żartuje. Od tego dnia zaczęli razem jadać, a wieczorami odprowadzał ją do domu, czasami zostawał u niej.
Wieści szybko rozeszły się po wsi:
Sprytna ta Zosia, dzielnicowego sobie złapała narzekała Alina Marcin podoba się mojej córce, tylko została uprzedzona przez tę
Przecież widać, że on Zosię wybrał zakochał się i już.
Miłość między Zofią i Marcinem była odwzajemniona, chociaż niektórzy wiejscy ludzie ją krytykowali.
Niedawno jeszcze płakała po narzeczonym, a już nowego ma.
A co, ma do końca życia cierpieć? mówili inni.
Zofia była pełna niepokoju zbliżał się ten dzień, kiedy mieli zjawić się tamci po pieniądze. Bała się, zwłaszcza że czasami bywał u niej Marcin. Chciała mu powiedzieć, co zrobiła, ale brakowało jej odwagi. W końcu, na dwa dni przed spotkaniem, postanowiła:
Marcin, muszę ci się do czegoś przyznać zaczęła, a on tylko roześmiał się.
Ja też mam ci się do czegoś przyznać kocham cię
Nie o to chodzi przerywała, a on już słuchał poważnie.
Nie mógł uwierzyć, ale rozumiał przecież była zastraszona.
Zosiu, będziesz musiała za to odpowiedzieć powiedział. A gdzie są te rzeczy? Czemu nie zgłosiłaś się od razu do mnie
Wyjęła torbę z kryjówki, oddała mu wszystko. Uspokajał ją, mówił, że znajdą rozwiązanie.
Po dwóch dniach wieczorem znów ktoś zastukał. Z strachem otworzyła drzwi Sławek i jego kompan żądali pieniędzy.
Nie znalazłam tyle, może dam wam coś w przyszłości, proszę, poczekajcie
Sławek złapał ją za ramię, ścisnął boleśnie.
Czas się skończył, albo pieniądze, albo warknął i szarpnął jej bluzkę. Wtedy nagle jego kolega upadł na podłogę, za chwilę Sławek obok niego. Marcin już zakładał im kajdanki, drugi policjant wprowadzał drugiego bandytę.
Wszystko zrobione powiedział cicho Marcin. Poniosą karę. Przyjdź rano do komisariatu, wszystko wyjaśnimy.
Zofię przesłuchano, przyznała się śledczym do wszystkiego. Teresa wróciła z rodziną z wakacji, rzeczy zwrócono, a Marcin prosił, by nie rozgłaszać, że Zofia była zamieszana. Tak wszystko się ułożyło. Nikt nie mógł uwierzyć, że spokojna, cicha Zofia mogła coś takiego zrobić. Wszyscy uznali, że Sławek z kompanem za wszystko odpowiadają, zresztą to oni zabili Tomka. Trafili na długo do więzienia.
Marcin oświadczył się Zofii, była piękna, cicha uroczystość. Miłość Marcina zmyła grzechy i uleczyła rany Zofii. Dziś wychowują córeczkę Julkę.
Nie da się ukryć, że czasem życie popycha nas do decyzji, których się nie spodziewaliśmy. Jednak prawda i odwaga, nawet jeśli kosztują nas wiele, dają szansę na nowy początek. Lepiej zmierzyć się z trudnościami niż pozwolić, by strach odbierał nam człowieczeństwo.



