W dawnych czasach, bywało, że w niektórych związkach jeden z partnerów nagle i bez wyraźnej przyczyny tracił wszelkie uczucia do drugiego. Takie właśnie doświadczenie spotkało Marcina. On nigdy wcześniej nie był w żadnej romantycznej relacji aż do siedemnastego roku życia. Mimo że cieszył się popularnością wśród dziewczyn, postanowił skupić się na samodoskonaleniu i nauce, kierując się swoim marzeniem o zostaniu chirurgiem zawodem wymagającym wieloletniej, żmudnej nauki i poświęcenia.
Dopiero gdy rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, za namową matki, Marcin zaczął zwracać większą uwagę na dziewczyny. W końcu spotkał taką, która rzeczywiście przypadła mu do gustu. Zauroczyła go Jolanta, która, jak się okazało, była w tej samej grupie wykładowej co Marcin. Pamiętam dobrze jej zaskoczenie, gdy pierwszy raz się do niej odezwał, bo dotąd raczej stronił od dziewczyn, trzymając się grona swoich bliskich, męskich przyjaciół. Zaczęli rozmawiać coraz częściej, a Marcin zaprosił ją nawet parę razy na kolację do restauracji w centrum Krakowa, na co Jolanta zgadzała się z uśmiechem. Z czasem ich przyjaźń przerodziła się w poważniejszą więź i oboje nie kryli już, że są parą.
Matka Marcina cieszyła się niezmiernie, bo martwiła się, że jej syn może pozostać samotny. Niestety, tuż po ukończeniu studiów, uczucia Jolanty jakby wyparowały, co, choć bolesne, nie było rzadkością. Gdy Marcin dowiedział się o tej nagłej zmianie, przeżył ogromny zawód i długo nie mógł dojść do siebie. Choć był już dorosłym mężczyzną, po raz pierwszy w życiu przyszło mu poznać smak prawdziwego odrzucenia. Teraz, po latach, wspomina to doświadczenie z pewnym dystansem, wiedząc, że takie rzeczy są pisane niejednemu człowiekowi.



