Słuchaj, wyobraź sobie, wczoraj siedziałam na ławce z moją sąsiadką, Grażyną, i ona płakała. Mówiła, że straszny wstyd i żal iść do domu opieki. Mówiła, że jak to tak poddać się za własnym życiu? Wszystko przez słowa jej córki.
Grażyna wychowywała córkę sama, bez męża została wdową bardzo wcześnie i wszystko musiała zrobić sama, na własnych barkach. Jej córka, Justyna, wyrosła trochę kapryśna i rozpieszczona.
Od dziecka była przyzwyczajona, że mama wszystko załatwi. Grażyna oddawała jej ostatni grosz, kupowała, czego tylko Justynka zapragnęła. Ubierała ją zawsze jak lalkę. Żeby mieć kasę na te wszystkie zachcianki i jeszcze jakoś przeżyć, pracowała dzień i noc i często brała podwójne zmiany w fabryce. Dobrze chociaż, że wtedy o mieszkanie nie musiała się martwić zakład pracy dał jej przydział na mieszkanie. Teraz już innych czasów doczekaliśmy: nikt nie daje mieszkań, wszystko trzeba samemu odkładać i kombinować na własny kąt.
Justyna urosła, poszła na studia, wzięła ślub.
Rodzice jej męża mają wielki dom pod Warszawą, ale młodzi nie chcieli tam mieszkać.
Grażyna też ma swoje mieszkanie, ale z zięciem się nie dogadują. No i szczerze? Tak po ludzku młodzi nie chcą mieszkać z rodzicami. Oni chcą żyć na własnych warunkach, a starsi mają swoje przyzwyczajenia i rytuały. Po co się wzajemnie męczyć?
Teraz można wziąć kredyt hipoteczny. Trzeba tylko uzbierać wkład własny i potem powoli spłacać. Tak jest lepiej, niż tułać się po cudzych mieszkaniach.
Dawniej przydzielano mieszkania, dziś to już nie wróci. Teraz wszystko trzeba samemu wypracować, nawet jeśli to okropnie trudne.
Justyna z mężem pracują, zarabiają całkiem nieźle. Ich znajomi już dorobili się mieszkań w ten sposób.
Ale gdzie tam, oni nie potrafią oszczędzać. Najpierw jedna ciąża, później druga. Kasa idzie na pieluchy, mleko modyfikowane Teraz młodzi nie chcą się męczyć z praniem pieluch i gotowaniem kaszek.
Wolą wrzucić gotową kaszkę z torebki, zalać wodą i gotowe. Pielucha jednorazowa, zużyta do kosza, nowa, czysto, wygodnie, żadnych kłopotów z praniem. Taka to wygoda.
Ale po co się spieszyli z dziećmi? Mogli przecież najpierw stanąć na nogi, kupić sobie mieszkanie, a później spokojnie pomyśleć o rodzinie. Ale nie, musiały być dzieci jedno po drugim.
Justyna chce mieć więcej dzieci ona i jej mąż są jedynakami.
Może faktycznie ma rację? Z rodzeństwem dzieci nie będą takie rozpieszczone i łatwiej się wspierać później. I może potem też rodziców wspomogą.
Dzieci to radość, jasne. Tyle że często ludzie, którzy mają dzieci, sami potem nie mogą na nie patrzeć. Ale to przecież nie ich wybór!
Ale nie rozumiem, jak to nie ich wybór? Jeśli nie ma się swojego mieszkania, to trzeba zacisnąć pasa, chodzić kilka sezonów w jednej kurtce i odkładać każdy grosz na mieszkanie. My tak robiliśmy. Ale teraz młodzi mają inaczej. Chcą wszystko mieć od razu i nie są nauczeni odkładać na marzenia.
Poza tym są przyzwyczajeni do jedzenia na mieście. Kupują dzieciakom mnóstwo słodyczy, a przecież to tylko wyrzucanie pieniędzy w błoto. Dom też cały zawalony zabawkami. Kiedyś to wystarczyła jedna ciężarówka i dwie lalki. Teraz co tydzień nowe kolekcje, nowe serie i rodzice biegną i kupują.
No i Justyna taka już jest! Uwielbia dobre kosmetyki, markowe ubrania, ciągle coś nowego kupuje. Nawet nie zdąży tego ponosić, a już przestaje być modne więc oddaje albo wyrzuca. Ile kasy idzie w błoto!
Co roku jeżdżą na wakacje do Egiptu albo Turcji. Dzieci przecież muszą odpocząć nad morzem, a oni sami też muszą odsapnąć.
Super, urlop to rzecz fajna, ale czemu nie pojechać gdzieś w Bieszczady albo Mazury i nie odłożyć trochę pieniędzy? Za te wszystkie wyjazdy mogliby już spokojnie kupić kawalerkę. Może i małą, ale własną. A tak to się tylko motają z miejsca na miejsce i ciągle są na cudzym.
I tak, Grażyna się popłakała.
Justyna znów przyszła do niej pogadać o mieszkaniu. No i padło: Nie musimy kupować mieszkania, świetnie nam się żyje na wynajmowanym. Pracujemy, odpoczywamy, jemy na mieście, ubieramy się dobrze. Zresztą i tak mieszkanie po tobie dostaniemy. My i mąż jesteśmy jedynakami, nie mamy z kim dzielić.
Grażyna się poczuła dotknięta. Powiedziała wprost, że to wygląda, jakby tylko czekali, aż ona umrze. Justyna potem przeprosiła, że się źle wyraziła, ale wie, że i tak dom im przypadnie.
Może i ma rację, ale wyszło bardzo nieprzyjemnie. Teraz kiedy córka dzwoni i pyta: Mamo, jak się czujesz? Grażyna zaraz myśli, że pewnie tylko czeka, żeby przeprowadzić się do DPS-u albo… No, sama już wiesz.



