Gruszeńka

Był sobie ojciec, miał trzy córki. Dwie przepiękne, że ludzie aż oczy przecierali ze zdumienia: Aniela i Bożena. A trzecia Walerka była drobniutka, chudziutka, lekko przygarbiona, taka, że tylko wielkie, iskierkujące oczy rzucały się w oczy. W polu niewiele z niej pożytku, w domu też nie zawsze za starszymi nadążała, trochę jej było ciężko.

Aniela i Bożena miały tylu zalotników, że aż się w sieni tłoczyli, jedne swaty za drugimi. A Walerki nawet pies z kulawą nogą nie chciał. No i siostry wymyśliły:
Dopóki Walerki nie wydamy za mąż, my też nie wychodzimy!

Czas leciał, a Walerką nikt się nie interesował. Przebierały ją, malowały rumieńce, ale wszystko na marne. Koleżanki z wioski już się podśmiewywały:
Zanim wy tę swoją Walerę wydacie, to i wam kawalerów zabraknie!

Walerka słyszała te docinki, serce jej się ściskało. Nie martwiła się o siebie, tylko o ukochane siostry. Wreszcie postanowiła:
Zjem jeszcze czyjeś życie nie mogę. Lepiej pójdę z domu, niech siostry pójdą za mąż. Pójdę do miasta, może znajdę jakąś robotę.

Poczekała, aż wszyscy zasnęli, spakowała swoje rzeczy w chustę i wymknęła się cicho z domu.

Całą noc szła Walerka. Noc była pogodna, księżyc w pełni, droga jasna. Idzie, nie boi się. Dopiero jak doszła do lasu, trochę się przestraszyła: a jak jakiś wilk się kręci? Ale weszła do lasu, idzie ścieżką.

Już świtało. Walerka była już porządnie zmęczona, a do miasta dalej kawałek. Usiała przy leszczynie na poboczu, chustę podłożyła pod głowę, okryła się chustką i przysnęła. Spała nie wiadomo jak długo, kiedy nagle zbudziło ją stukanie siekiery. Zaraz koło niej suchy pień drzewny z łoskotem padł! Walerka przestraszyła się, zerwała na nogi, myślała, że ucieknie. Ale widzi idzie staruszek: niewysoki, ale sprężysty, broda siwa, a w ręce siekierka.

Walerka przeraziła się jeszcze bardziej, ale staruszek powiedział spokojnie:
Nie lękaj się, wnuczko, złego ci nie zrobię.
Kim jesteś, dziadku? spytała Walerka. Mało co mnie nie zrąbałeś!
Jestem leśniczy, odrzekł. Mieszkam tu niedaleko. Suszki tnę. A ty co tu robisz sama w lesie?

Opowiedziała mu Walerka o swoim zmartwieniu. Staruszek pogładził brodę, zamyślił się i mówi:
Widzę, że jesteś dobra dziewczyna, o innych myślisz. Zostań u mnie w leśniczówce, będziesz dla mnie jak wnuczka. A jak zechcesz, odprowadzę cię nawet do miasta.

Ucieszyła się Walerka, zgodziła się zostać. I tak zaczęli mieszkać razem. Staruszek leśniczy w dzień kręcił się po lesie, Walerka w domu gospodarzyła roboty niewiele, z wszystkim sobie radziła.

Leśniczy był bardzo dobry, pogodny, potrafił opowiedzieć różne historie ze swojego życia tak, że nie sposób się było oderwać. Po trochę pokazywał Walerce różne zioła, korzenie, leśne jagody, tłumaczył, co, kiedy zbierać, jak suszyć i jak robić zdrowotne mikstury. Mnóstwo się od niego nauczyła; nic nie zatrzymał dla siebie.

Przyszła pora, że staruszek poczuł, że zbliża się jego koniec. Walerka się rozpłakała, a on powiedział:
Nie płacz, wnuczko, wszystko ma swój czas. Jak już mnie zabraknie, pochowaj mnie i wracaj do domu. Wszystkiego, co mogłem, cię nauczyłem. Ja żyłem, żeby lasowi pomagać, a ty, kochana, ludziom pomagaj.

Zmarł staruszek, Walerka go godnie pochowała, popłakała i wróciła do domu.

W rodzimej wiosce siostry już były mężatkami Aniela i Bożena poślubiły braci i wspólnie mieszkali w dużym gospodarstwie. Ucieszyły się, że Walerka cała i zdrowa wróciła. Przydzieliły jej jasny pokoik, mieszkały razem i dzieliły się wszystkim. A Walerka pomagała wiedziała jak użyźniać pole, leczyć zwierzynę i ludzi, tępić chwasty wszystkiego nauczył ją leśniczy! Siostry miały zawsze duże zbiory, zwierzęta zdrowe, w domu nikt nie chorował żyli dostatnio i wesoło.

Wkrótce wieść się rozniosła i ludzie zaczęli przychodzić po rady do Walerki. Nikomu nie odmawiała pomocy. O zapłatę nigdy nie prosiła jeden przyniósł jajek, drugi chusteczkę, trzeci nic, bo biedny każdemu pomagała jak mogła.

We wsi mieszkała też stara Kłobukowa, czarownica. Dużo umiała, ale ludzie jej się bali, bo zła była. Gdy Walerka zaczęła ludziom pomagać, wszyscy do niej, a do Kłobukowej nikt nie zaglądał. Rozzłościła się starucha, myśli jakby Walerce zaszkodzić. Wymyśliła w końcu i przyszła:
Dzień dobry, Walerko kochana!
Dzień dobry babciu odparła Walerka.
Przyszłam do ciebie po pomoc jęczy starucha. Ręka mnie boli, ledwie ją czuję.
Usiądź babciu, zobaczę tę rękę.

Usiadła, Walerka obejrzała ją dokładnie.
Na pewno ta ręka boli, babciu? Może się mylisz ze zmęczenia? Daj drugą zobaczę.
Ta, kochana, ta mnie boli stęka babka. Tak boli, że żyć nie daje.
Pokręciła głową Walerka.
Nie widzę, żeby była jakaś choroba.
Jak to nie?! krzyczy babka Zobacz jak mi się palce porobiły!

Walerka dalej swoje, aż babka w końcu machnęła ręką:
No to nie boli, jak nie boli… i nagle poweselała. Pogadałam z tobą i mi lżej, dziękuję ci Walerko. To dla ciebie, patrz, prezent i daje jej lusterko. Młodaś jesteś, niech ci się przyda.
Dziękuję, babciu mówi Walerka. Niech każde twoje dobre słowo się spełni. Bo dobre jest mocniejsze od złego.

Ale babka swoje zaklęcia na lusterko naszeptała, co chciała to zamieszała…

Czas leci, a u Walerki nagle jakby garb się rozprostował. Ludzie patrzą: wyrosła, wyprostowana, już prawie nie utyka. Zagląda w babcine lusterko, uśmiecha się do siebie. A Kłobukowa widzi, że nic z jej czarów, znów przychodzi:
Plecy mnie bolą, nogi sztywne. żali się, choć czuje się coraz gorzej. Rzuciła na siebie samej klątwę!

Walerka dała jej korzonków, ziółek, wyjaśniła jak używać, a Kłobukowa znowu prezent daje kokolny grzebień.
Każda dziewczyna o urodę dbać powinna, a ty taka urodziwa, zasługujesz! mówi.
Walerka przyjęła i grzebień:
Dziękuję, babciu, oby wszystko, co mi dobrze życzysz, wróciło do ciebie po stokroć.

Znów płyną dni, a ludzie mówią Walerka wypiękniała, rozpromieniała, buzia zarumieniona, warkocz gęstszy, cała aż promienieje. A Kłobukowa coraz słabsza ręce suche jak gałęzie, plecy już nie prostuje, nogi nie niosą, tylko leży, stęka i jęczy… Woła Walerkę.

Aniela z Bożeną próbowały Walerkę odwieść:
Nie chodź tam, siostro, to wiedźma przecież! Niedobrze tam się dzieje.
Nie martwcie się mówi Walerka co ma być, to będzie.

Rano wstała, umyła się rosą, założyła najładniejszą sukienkę, do koszyczka włożyła miodu leśnego, jabłek z sadu, bukiet ziołowy.

Gdy siostry zobaczyły Walerkę, aż się w nich coś zaparło:
Tyś inna Walerko, aż trudno uwierzyć! Suknia cię zdobi czy co, czy to cuda jakieś!?

Walerka ruszyła do Kłobukowej chałupy. Sięgnęła po furtkę trzask! i zamknięta na amen, otworzyć się nie da.
Babciu! Otwórz! Nie mogę wejść!

A w chacie Kłobukowej harmider, coś tupało, coś dzwoniło w garnku na piecu, głosy różne:
Nie wpuszczaj jej! Zaklęcia nie działają, choroba od niej ucieka, złe słowo w dobre się obraca!

Walerka czeka, stuka jeszcze raz:
Babciu, żyjesz tam? Przyniosłam ci miodu, jabłek, ziółek…

Przechyliła się przez płot i wstawiła koszyczek na ścieżkę. Gdy tylko to zrobiła, z komina buchnął czarny dym, taki, że podczas pożaru takiego nie widzieli! Z okien wyleciały wrony, chatka spopielała, zrobiła się czarna jak węgiel! Ludzie pędzą, myśląc, że pożar, kto wiadro z wodą, kto płot rozwala!

Nagle zza chmur wyskoczyło słoneczko, jeden promyk dotknął ziemi dym się rozwiał, tylko kupka węgli została, nie było nawet ognia. Wszystko zło Kłobukowej na niej spłonęło!

Walerka jeszcze piękniejsza się zrobiła aż trudno poznać! A wkrótce znalazł się i kawaler, z tej samej wsi. Żyli razem szczęśliwie, nigdy się nie kłócili. Aniela i Bożena były przeszczęśliwe.

A w miejscu chałupy Kłobukowej, tam gdzie zostawiła Walerka swój koszyczek, wykiełkowały maliny wielkie, pachnące, zawsze pełno ich było. Cała wieś zaczęła tam chodzić po jagody, a miejsce przestali się lękać. I od tej pory nazwali swoją wioskę Malinowem.

I powiem ci, że tak było.

Rate article
Fajna Tajna
Gruszeńka