Mój mąż wyjechał kiedyś na miesiąc w delegację służbową. Miał niedługo wrócić do domu.
Pamiętam dobrze ten czas, bo gdy był nieobecny, w kuchni nagle popsuł się kran. Zosia, moja sąsiadka, przyszła wtedy do mnie z prośbą o pomoc. Nigdy nie radziłam sobie z takimi sprawami, więc dałam jej numer do polecanego hydraulika.
Umówiły się na konkretną godzinę i fachowiec zjawił się punktualnie. Zosia przygotowała już wcześniej uzgodnioną kwotę w złotówkach. Gdy skończył naprawę, podała mu gotówkę.
Brakuje tu 1200 złotych. Ale jak to, przecież uzgodniliśmy inną sumę. Mam świadka, mogę zawołać sąsiadkę powiedziała Zosia. Nie obchodzi mnie twój świadek. Od ciebie chcę 2200 złotych. Jeśli nie zapłacisz, rozwalę kran i zakręcę rury. Ale nie mam tylu pieniędzy, resztę mogę zapłacić, gdy wróci mój mąż.
A kiedy wraca? Za pięć dni… Nie, nie, płacisz dzisiaj, czekam tu.
Nie mam już żadnych pieniędzy! W takim razie musimy się dogadać inaczej. Musisz zapłacić za zrobienie kranu!
Po tych słowach zaczął grzebać po jej szafkach.
Co pan sobie wyobraża, w moim mieszkaniu?! Zaraz dzwonię na policję! Tak, dawaj, a ja powiem, że odmawiasz płatności.
Po tych słowach hydraulik zaczął się do niej dobierać, a ona krzyknęła głośno. Byłam w swoim domu, ale gdy usłyszałam krzyk, natychmiast wybiegłam do sąsiadki. Zastałam go, jak przyciskał Zosię do ściany i nie pozwalał się ruszyć.
Odsuń się od niej! krzyknęłam na niego. Ona mi wisi pieniądze! Zosia to porządna dziewczyna, masz tu 950 złotych, co jeszcze chcesz?
A poza tym, pamiętaj, odpowiadasz za swoje czyny. Jeśli dowie się o tym jej mąż ten bokser nie ręczę za niego.
Na te słowa hydraulik błyskawicznie wybiegł z mieszkania, a ja przeprosiłam Zosię w końcu to ja dałam jej ten numer telefonu. Dogadałyśmy się, żeby lepiej nie mówić o tym jej mężowi, żeby się nie zamartwiał. Teraz znowu szukamy porządnego hydraulika mój kran przecieka…



