Marek zaprosił ją tydzień temu, aby została na kempingu.

Dziś obudziłam się o wpół do piątej nad ranem. Potrzebuję się spakować i wynieść stąd nim wszystko zacznie się na dobre. Nigdy w życiu nie byłam tak zawstydzona. Dlaczego to się wszystko wydarzyło? Jaka byłam naiwna!

Odkąd moja córka, Wiktoria, wyprowadziła się do wynajmowanego mieszkania, przestałam gotować w domu. Codziennie jadłam obiad w małej kawiarni tuż obok naszego biura. Pewnego dnia, kiedy siedziałam i jadłam rosół, do stolika przysiadł się Marek. Tak zaczęła się nasza znajomość, która dość szybko przerodziła się w romans. Marek był kilka lat młodszy ode mnie, ale jego szpakowate włosy nadawały mu nie tylko szlachetności, lecz także poważniejszego wyglądu.

Marek zalecał się bardzo elegancko. Zapraszał mnie do restauracji, przywoził kwiaty, spacerowaliśmy po Parku Saskim, oświetleni blaskiem księżyca. Wkrótce zupełnie straciłam dla niego głowę. Czekałam na każdy telefon, zawsze przed spotkaniem odwiedzałam ulubiony salon piękności. Byłam po uszy zakochana i marzyłam o tym, jak rozwija się nasza relacja.

W wyobraźni już planowałam nasz ślub, a nawet podróż poślubną nad polskie morze, do Sopotu.

Ponad tydzień temu, Marek zaprosił mnie na wspólny weekend w Mazurach, do ośrodka turystycznego. Mieliśmy wyruszyć w piątek wieczorem, wrócić w niedzielę. Tak bardzo czekałam na ten romantyczny wyjazd, snując wizje, że oświadczy mi się na brzegu malowniczego jeziora.

W piątek po południu Marek zadzwonił: Musiałem się trochę napić, więc pojedziemy twoim autem. Dobrze odpowiedziałam.

Spotkaliśmy się po pracy; od razu zauważyłam, że Marek jest całkiem pijany. Myślałam, że do czasu dotarcia do ośrodka już wytrzeźwieje. Po godzinie byliśmy na miejscu i zameldowaliśmy się w domku, który Marek wcześniej zarezerwował. Otwierał drzwi z takim gestem, jakby zapraszał mnie do nowego życia. Czułam się jak królowa.

Po przyjeździe poszliśmy do kawiarni. Grała cicha muzyka. Złożyliśmy zamówienie Marek zamówił koniak. Może też się napijesz? Zdecydowaliśmy, odpoczniemy. Będzie dobrze powiedział.

Mój pierwszy mąż zmarł przez alkoholizm, więc mam absolutną niechęć do alkoholu. Marek o tym wiedział. Po godzinie Marek był już kompletnie pijany. Zaczął mnie ciągnąć na parkiet, ale odmówiłam. Poszedł więc tańczyć sam, gdzie dołączyła do niego jakaś dziewczyna. Początkowo tańczyli zwyczajnie, potem zaczęli zachowywać się niestosownie. Po chwili podszedł ochroniarz i poprosił ich o opuszczenie lokalu.

Marek z dziewczyną wrócili do naszego stolika, wypili błyskawicznie całą butelkę, po czym Marek powiedział: Kochana, nie czekaj dziś na mnie. Jesteś przy nim jak stara baba rzuciła dziewczyna, wychodząc razem z Markiem.

Oczy mi pociemniały z żalu; nie potrafiłam nawet odpowiedzieć. Płonęłam ze wstydu. Z zamyślenia wyrwał mnie kelner, który przyniósł mi lody: To od szefa!

Łzy ciurkiem płynęły mi po policzkach, podczas gdy jadłam lody. Najpierw chciałam od razu wracać do domu, ale postanowiłam zostać aż do rana. Kiedy w końcu dotarłam do domu, natychmiast wyprałam wszystko, by nawet zapach Marka nie przypominał mi o nim. Otwarłam torbę i znalazłam koszulę splamioną krwią Marka. Nie wiedziałam, co robić jeśli został zabity, mogę być pierwszą podejrzaną, bo miałabym motyw.

Postanowiłam zadzwonić do mojej sąsiadki Grażyny, która pracuje w sekretariacie policji. Diana, czy ty oszalałaś? Jest szósta rano!

Szlochając do słuchawki, nie byłam w stanie nic wyjaśnić. Przyjdę, otwórz drzwi powiedziała Grażyna.

Po wysłuchaniu mojego chaotycznego opisu zadzwoniła gdzieś: Dzień dobry! Kto dziś pełni dyżur jako ekspert? Będę za pół godziny. Do Diany zwróciła się do mnie. Boję się, że mnie aresztują. Możesz się bać, ale oddaj koszulę i numer telefonu Marka.

Godzinę później Grażyna zadzwoniła: Nie martw się, na koszuli jest krew wieprzowa, a twój Marek to oszust. Opowiem ci wszystko, gdy wrócę.

Nie mogłam pojąć, o jakiego oszusta chodzi. Gdy Grażyna wpadła do mieszkania, pierwsze co zapytała: Sprzedałaś dom rodziców, gdzie są pieniądze? Na karcie? Czy karta jest podpięta do telefonu? Karta jest w szafie, telefon nie jest podpięty. Marek zna kod, prawda? Tak, rozmawialiśmy o roku na karcie. Musisz zablokować kartę natychmiast.

Zobaczyłam, że moją kartą właśnie zapłacono za obiad kilka minut temu. Podłożyli ci krew na koszuli, żebyś była zajęta i nie zorientowała się, gdy będą opróżniać konto. Chodź, trzeba zgłosić sprawę zanim zorientują się, że zablokowałaś kartę…

Rate article
Fajna Tajna
Marek zaprosił ją tydzień temu, aby została na kempingu.