Nie swój

Zaczęłaś, to dokończ! głos Grzegorza zadudnił nad stołem. A jak nie wiesz, to nie gadaj byle czego
Wiem, uśmiechnęła się z przekąsem Małgorzata, wbijając w niego wzrok. Między nami z Anią nigdy nie było tajemnic

Grzegorz i Aniela poznali się w sposób zupełnie zwyczajny. Była zima, wieczór ośnieżony i śliski jak lustrzane jezioro pod światłem latarni. Aniela poślizgnęła się na oblodzonym chodniku niedaleko dworca, gdy szła do pracy. Upadła boleśnie, aż kolano jej zapulsowało złym snem. Grzegorz pomógł jej wstać, czułym gestem ocieplając tą chłodną, kruchą chwilę, a potem odprowadził do przychodni.

Ręka rentgena pokazała, że nie ma złamania. Aniela dostała receptę: odpoczynek i elastyczny bandaż, jakby opakowała się mgłą, i już mogła wracać w swoje ścieżki. Cały czas Grzegorz trwał przy niej, nawet zadzwonił do pracy, tłumacząc się swojemu szefowi, że musi opuścić biuro na pół dnia. Uspokoił się dopiero, gdy posadził Anielę do taksówki. Poprosił, by zatelefonowała, gdy dotrze bezpiecznie.

Ten opiekuńczy młody człowiek od razu przypadł jej do gustu. Takiego jeszcze nie spotkała, była pod wrażeniem niczym ktoś przebudzony we śnie, który jest piękniejszy od rzeczywistości. Zaczęło się od najbardziej romantycznych dni ich znajomości: telefony, wiadomości, rozmowy bez końca. Grzegorza ciekawiło i martwiło absolutnie wszystko, co dotyczy Anieli. Rano życzył jej miłego dnia, wieczorem dobrej nocy, a po południu martwił się, czy zjadła obiad, ubrała się ciepło, jak się czuje.

Dla Grzegorza to była naturalna troska. Taki miał dom. Mieszkał już w odziedziczonym po babci mieszkaniu w Warszawie, a rodzice pani Lucyna i pan Zbigniew żyli tuż obok, w Pruszkowie. Dawniej mieszkali wszyscy razem, a babcine mieszkanie wynajmowali. Dom bez kłótni, wśród bliskości i szczerego zaufania. Po śmierci babci, gdy Grzegorz dorósł, postanowił zamieszkać sam, choć niedaleko rodziców.

Z dziewczynami nie miał szczęścia. Był raczej nieśmiały, nie chodził na imprezy ani koncerty z przyjaciółmi, bo i takich zbyt wielu nie miał. Z Anielą wydarzyło się to jakby samo z siebie los upuścił ją mu na śliskim chodniku. Grzegorz zadecydował potem, że musiało to być przeznaczenie.

Dwa miesiące później byli już po ślubie. Wyszedł z tego lekki żart: Grzegorz rzucił mimochodem: Może powinnaś wyjść za mnie? a ona, z błyskiem w oku, odpowiedziała:
Chodźmy zaraz, złóżmy papiery!

Załapali się tuż przed zamknięciem urzędu stanu cywilnego. Ślub wyznaczono na najbliższy termin. Rodzice Grzegorza byli odrobinę zaniepokojeni pośpiechem, lecz ucieszyli się, bo Aniela bardzo przypadła im do serca.

Mama Anieli mieszkała w Grodzisku Mazowieckim. Dowiedziała się przez telefon. Przyjechać nie mogła, bo babcia Anieli ciężko zachorowała i nie można jej było zostawić.

Rodzina stworzyli piękną. Żyli w harmonii, nie kłócili się. Uczucie kwitło, miłość rosła po ślubie jeszcze mocniej. Urodził się syn, Staś, który przyniósł jeszcze więcej szczęścia i zmartwień. Pewnego wieczoru podczas rocznicy ślubu, bliska przyjaciółka Anieli, Małgorzata, nieco przesadziła z winem i musiały zamówić dla niej taksówkę, by dotarła bezpiecznie do domu.

Rocznicę świętowali w warszawskiej kawiarni. Byli tam rodzice Grzegorza: Lucyna i Zbigniew, pięcioletni Staś, który siedział przy stole jak dorosły, co chwilę wznosił szklankę soku za szczęście rodziców. Aniela zaprosiła też Małgorzatę były razem niczym siostry, jeszcze bliższe. Przyjaźń od klasówek i podwórka. Małgorzacie nie powiodło się w życiu prywatnym, była tęższa, nieforemna, z małą twarzą jakby niedomalowaną przez roztrzepanego malarza, a przy tym niska i szara. Zawsze od liceum bardziej interesowano się Anielą, a nie nią. Jednak przyjaźń z Anielą dawała jej wejście do świata, do którego sama nie mogła dotrzeć.

Matka Anieli nie puszczała córki sama na wieczorne wypady, a z Małgorzatą zawsze. W efekcie nieraz ktoś i do Małgorzaty się przyczepił, choć nigdy na poważnie. Anielę natomiast chłopcy prosili o rękę już w trzeciej klasie liceum. Ona szukała długo, wybierała, aż w końcu trafiła na Grzegorza i wszystko rozkręciło się samo.

Małgorzata schodziła ociężale po schodach kawiarni, trzy razy niemal legła na ziemi, by Grzegorz nie podtrzymał jej pod ramię. Na górze czekali żona, Staś i rodzice, na dole zaś czekała zamówiona taksówka. Kobieta z ledwością trzymała się na nogach. Grzegorz nigdy jej takiej nie widział zaproponował odprowadzenie.

Szczęścia wam! Małgorzata wykrzyknęła donośnym głosem, aż wszyscy obejrzeli się przy drzwiach, Jednym szczęście, drugim pech! Anieli zawsze się w życiu udawało Chłopaków miała na pęczki, a wy, faceci, głupi wierzycie! Trzeba mieć rozum, a nie No wiadomo, Aniela piękna, to rozum wam się gotuje!

Wyszli z kawiarni, zostało parę kroków do taksówki. Nagle Małgorzata wyrwała się z jego ramienia, zupełnie trzeźwym głosem powiedziała głośno:
A ty wiesz, czyjego syna wychowujesz? Przecież Staś nie jest twój!

Co ty bredzisz! Grzegorz ledwie się powstrzymał, by nie spoliczkować kobiety. Latarnie tańczyły przed oczami, ulica wirowała jak karuzela we śnie. Chciał potrząsnąć Małgorzatą za ramiona, krzyknąć: Przestań!, ale ona szła dalej bezlitośnie:
Widzisz, jaki blady! Sam nie zgadłeś? Staś urodził się za wcześnie! Ślub był w pośpiechu, nie dlatego, że Aniela cię tak kochała. A synek wcale niepodobny do ciebie! Przecież miała jeszcze jednego narzeczonego! Myślałeś, że się nie dowiem? Tamten zostawił ją dla innej! Dobrze jej tak!

Grzegorz wścieklony wsadził Małgorzatę do taksówki i trzaskając drzwiami, uciekł, ale kobieta zameldowała się znowu teraz przez telefon, już zza zakrętu:
Zapytaj swojej żoneczki! Ha! Niech teraz ją przypiecze! Jak ryba na patelni! Niech się wykręca! chichotała dziko.

Śmiech Małgorzaty rozbrzmiewał w uszach cały wieczór. Grzegorz próbował wyrzucić jej słowa z głowy jak brudny sen, lecz one powracały. Staś faktycznie urodził się za wcześnie, ale przecież bywa, dzieci są wcześniakami. Nigdy jednak nie analizował koloru włosów, drobnej budowy ciała syna on, wysoki brunet, żona również wysoka Staś za to jasny, drobny. Mama Grzegorza powtarzała: Jeszcze mu się włosy zmienią, nie raz! Ale skąd to ciało takie filigranowe? I oczy nie te. Grzegorz oszalał od tych myśli. Milczał cały tydzień, aż w końcu nie mógł dłużej.

Zapytał Anielę.

Spojrzała na niego dziwnie, potem powiedziała:
Wiedziałam, że kiedyś mnie o to zapytasz. Jeśli się domyśliłeś, czemu pięć lat czekałeś, żeby to powiedzieć? zakpiła. Gdybyś powiedział od razu, pewnie byśmy się rozwiedli. Tego chcesz? Przecież cię oszukałam! Strasznie się ze mną obszedłeś! No krzycz, dlaczego milczysz?!

Grzegorz cofnął się jakby przed oparzeniem. Czy ona mówi to na poważnie? Przecież kocha ją ponad wszystko. Gdyby wiedział od początku, pewnie i tak by się z nią ożenił. Dziś ona jest spokojna, jakby czekała właśnie na ten wybuch przez te wszystkie lata. Rozwód? Odejście? Nie, Grzegorz nawet nie zamierzał. Staś ukochany syn Kochał go od pierwszego spojrzenia i nikt tego nie zmieni.

A rodzice? Jak im to powiedzieć? Czy będzie jak dawniej? Czy nadal będą kochać wnuka i Anielę?

Tyle że Aniela najwyraźniej wątpiła w jego uczucia. Pokłócili się ostro. Grzegorz, zabrał swoje rzeczy, wrócił do pustego mieszkania po babci. Zawsze je wynajmował, lecz akurat teraz stało puste. Spędził tam dwa tygodnie pełne tęsknoty za synem, za żoną. W końcu zdecydował: nie pozwoli Małgorzacie odebrać im szczęścia. Nigdy!

Wrócił.

Przepraszam! Zraniłam cię słowami, których nie zasłużyłeś szlochała Aniela. Bałam się, że przestaniesz mnie kochać, naprawdę się bałam! Myślałam, że lepiej, gdy sama wszystko powiem pierwszy, cały czas czekałam na ten dzień z lękiem!

Ach, Aniela przytulił ją Grzegorz delikatnie. Żyliśmy razem pięć lat, a ty jeszcze mnie nie znasz. Przecież bym was nie zostawił! Kocham was i nic tego nie zmieni. Rozumiem cię, nie mam pretensji. Bałaś się wtedy, zrozumiałe Mamy prawdziwą miłość. Małgorzata już nam nie zaszkodzi, uwierz mi.

Wiesz, Grzesiu Aniela wytarła oczy, wtuliła się i szepnęła Nigdy jej już nie chcę widzieć!
A jak powiemy to moim rodzicom? padło pytanie, które najbardziej gryzie Grzegorza. Tak pokochali naszego syna Jak im wyznać?

Opowiedzieli wszystko rodzicom. Po półtora miesiąca. Ale nie o tym, co Małgorzata naopowiadała. Powiedzieli, że Aniela spodziewa się kolejnego dziecka, więc wnuków w rodzinie zaraz będzie dwóch.

Rate article
Fajna Tajna
Nie swój