Niechciana mama

NIEPOTRZEBNA MAMA

24 października

Dziś wieczorem, tuż po kolacji, znowu usłyszałam ten nieznoszący sprzeciwu ton Oksany. Bartek, musimy poważnie porozmawiać, usiądź proszę powiedziała i rozłożyła ręce na stole. Jej wzrok był stanowczy, policzki wilgotne od łez.

Bartek bez słowa usiadł naprzeciwko. Żona nerwowo ściskała w dłoni chusteczkę.

Nie wiem, co zrobić z mamą zaczęła Oksana, wyraźnie zrezygnowana. Ledwo już się porusza. W zimie na pewno nie da rady sama zostać w tym starym domku On się za chwilę całkiem rozpadnie.

I co proponujesz?
Sama nie wiem cicho odpowiedziała.

Bartek spojrzał na nią uważnie.

Oksana, jak zwykle liczysz na to, że ja coś wymyślę, ale to przecież twoja mama.

Bartek, nie możemy jej zabrać do siebie. Przecież tutaj mamy tylko dwa pokoje i dwóch dorastających synów. Gdzie ją położymy? wydawało się, że Oksana już dawno podjęła decyzję, a teraz szukała sposobu, by mąż ją przyjął. W naszym mieście jest dom spokojnej starości, płatny

Oksana, chcesz oddać mamę do domu opieki? przerwał jej z niedowierzaniem Bartek.

Nie mamy innego wyjścia. Mówią, że tam jest całkiem dobrze.

Ale przecież to kosztuje! Bartek próbował zachować spokój. Ile to będzie?

Dwieście złotych za dobę. Jeśli od razu za miesiąc, to cztery tysiące. Tam będzie miała opiekę, lekarza, wszystko. Cztery tysiące to dla nas duża kwota, ale jakoś damy radę.

Oksana, to chyba nie w porządku. Twoja mama tyle dla nas robiła Przynosiła konfitury, ogórki z działki, chłopcom upominki, wszystko z serca. A my ją teraz wysyłamy do domu starców?

Myślisz, że mnie serce nie boli? Ale naprawdę nie ma innej możliwości

Bartek westchnął ciężko.

Nie można inaczej?
Myślałam, żeby sprzedać jej dom. I tak mi go zapisała Ale kto go teraz kupi? Zima za pasem, a i tak to ruina.

Rozmawiałaś już z mamą?
Nie. W sobotę jedziemy, posprzątamy w ogrodzie i porozmawiamy.

Ogród sprzątnę z chłopakami pokiwał głową Bartek. O domu opieki rozmawiaj z matką sama.

Na razie spróbujemy do wiosny. Jak się jej nie spodoba, coś wymyślimy.

Boję się Oksana, że jak ją tam oddamy, to już na zawsze tam zostanie To takie niefajne.

***

Minął tydzień od kiedy mama Oksany, pani Lidia Kowalczyk, zamieszkała w domu spokojnej starości. Czułam ten dziwny spokój w jej twarzy, i chyba zgadzała się z tym, że córka nie miała już wyboru sama nie dawała rady, nawet przejść przez próg. Ósma dekada życia daje się we znaki.

Ale przecież takiej starości sobie nie wyobrażała Marzyła, by ostatnie lata spędzić z bliskimi. Teraz, chora, komu jest potrzebna?

Do pokoju weszła pielęgniarka:

Pani Lidio, przyszli wnukowie!

Twarz babci rozjaśnił ogromny uśmiech, gdy Stanisław i Maciek weszli. Nawet młodszy Staszek był już od niej wyższy, a Maciek przewyższał ją o głowę.

Cześć babciu! Jak ci się tu podoba?

Jest dobrze, dobrze. Dobrze karmią. Pielęgniarki opiekują się nami. Siadajcie, siadajcie!

Nie możemy zostać długo. Przywieźliśmy ci jedzenie i ciepłe rzeczy.

Dziękuję, kochani! Jak tam w szkole?

Dobrze odpowiedzieli prawie jednocześnie.

Uczcie się pilnie! Maciek, ostatni rok przed tobą. Wiesz już, gdzie pójdziesz dalej?

Chyba pójdę na Politechnikę.

A gdzie rodzice? Was przysłali, a sami nie przyjechali?

Tata pojechał do twojego domu.

Oj, muszę mu przypomnieć, żeby zebrał całą marchewkę, bo już zimno. I kapustę też niech zetnie, główki są duże.

Zaraz zadzwonię!

Staszek wyciągnął telefon i zadzwonił:

Tata, babcia mówi, że masz wyrwać marchewkę i zebrać kapustę.

Dobrze odpowiedział Bartek.

Daj! babcia przejęła telefon i zaczęła swoimi zwyczajami instruować zięcia. Bartek, marchew nie chowaj do piwnicy od razu, niech przeschnie trzy dni. Potem schowasz. Kapustę i z głąbami przynieś, od razu do piwnicy. Do jednej komory włóż kapustę główkami w dół, a marchew tylko tę większą. Drobniejszą sobie weź!

Jasne, mamo. Nie martw się!

Bartek, znajdź moją Pusię i nakarm! Ona tam biedna została sama.

Znajdę, nie martw się.

Oddała telefon wnukowi.

Babciu, my już musimy odezwał się starszy.

Czekajcie! wyjęła portfel i wręczyła każdemu po tysiąc złotych. Kupcie sobie coś.

Babciu
Bierzcie! Tu pieniądze mi się do niczego nie przydadzą.

Dziękujemy, babciu!

Gdy wyszli, Lidia podeszła do okna i długo patrzyła za nimi.

***

Bartek zostawił swoją starą Skodę przed blokiem, akurat stał tam sąsiad Piotr z żoną, a obok ich nowiutki Volkswagen. Widząc u Bartka torby pełne warzyw zapytał:

Z działki?

W zasadzie od teściowej.

Też się z żoną zastanawiamy, żeby kupić coś za miastem, dzieci dorosły, wyprowadziły się

Piotrek zamyślił się Bartek. Ty masz cztery pokoje, nie?

Tak, na drugim piętrze.

Może zamienisz się na moją dwójkę też drugie piętro. Dorzucę domek z ogrodem po teściowej. Ona już nie da rady się tym zajmować.

No proszę! sąsiad podrapał się w głowę To jest pomysł Muszę pogadać z żoną.

Porozmawiajcie i wpadnijcie wieczorem do nas.

Dam znać!

***

Bartek wziął prysznic, zjadł i położył się na chwilę odpocząć. Oksana w kuchni krzątała się z obiadem, bo zaraz obaj synowie wrócą. Młodszy z treningu, starszy cóż, zakochany.

No dobrze, siedemnaście lat, najwyższa pora. Byle tylko głupstw nie narobili. Młodszy też na podwórku cały dzień

Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Oksana, wycierając w fartuch ręce, poszła otworzyć sąsiedzi ze skraju klatki:

Oksana, przyszliśmy z wizytą!

Zapraszam! Vika, coś się stało?

Twój Bartek nic nie powiedział?

Nie Oksana była wyraźnie zaskoczona.

Nasi mężowie chcą się zamienić mieszkaniami.

Vika, żartujesz? zerwała się. Wchodźcie, wchodźcie!

Wbiegła do pokoju i szybko obudziła śpiącego na kanapie Bartka:

Bartek, wstawaj! Mamy gości!

Bartek przetarł oczy i poleciał do łazienki.

Goście usiedli, a sąsiadka zaczęła bacznie przyglądać się każdemu kątowi.

Kto mi wytłumaczy, o co tu chodzi?

Oksana, nasi faceci chcą zamienić się mieszkaniami: waszą dwójkę i domek waszej mamy za naszą czwórkę jeszcze raz rozejrzała się z uznaniem Macie bardzo ładne mieszkanie.

Bartek wrócił z łazienki, a Oksana od razu do niego:

Co ty na to?

Jeśli się dogadamy, przeprowadzimy się do ich mieszkania i weźmiemy mamę do siebie.

Oksana zamyśliła się. Uśmiech pojawił się na jej twarzy.

To co? Zaparzę herbaty, a potem pójdziemy oglądać wasze mieszkanie.

Lida, jaka herbata! zaśmiał się Piotr Przy takiej okazji coś mocniejszego trzeba postawić.

***

Tej nocy długo rozmawialiśmy z Bartkiem w łóżku, snując plany na nowe cztery kąty. Więcej mówiłam ja, aż mąż zaczął przysypiać.

Już śpisz? szturchnęłam go.
Oksana, na razie nic mamie nie mów, żeby się nie denerwowała. Najpierw wszystko zorganizujemy, potem ją zabierzemy.

***

Poranek. Leje deszcz, ponura jesień. Mama patrzy przez okno domu spokojnej starości, smutna jak cała ta pogoda.

Już trzy tygodnie tu jestem. Dzieci jakby zapomniały o mnie. Niepotrzebna matka. Wnuki raz przyjechały, córka dwa razy dzwoniła. Za pierwszym razem powiedziała, że dom sprzedała czy zamieniła chyba dobrze, starczy na płacenie za mnie. Cztery tysiące miesięcznie, to jednak sporo. Wrócić nie mam gdzie.

Za drugim razem narzekała, że mają mnóstwo spraw, wpadną, jak tylko się odrobią. Młodzi zawsze mają masę obowiązków. Dziś sobota może przyjadą. Szkoda, że nie mam telefonu i tak nie bardzo umiem obsługiwać.

Siedziała tak zamyślona dobre dwie godziny. Nagle podjechał samochód, znajomy zjazd Bartka.

Jadą, nie zapomnieli! Ale czemu Bartek sam i bez toreb? Czyby coś się stało?

Lidia nie odrywała wzroku od drzwi. W końcu się otworzyły.

Bartek wszedł z szerokim uśmiechem:

Dzień dobry, mamo!

Dzień dobry Co się stało?

Zbieraj się, jedziemy do domu.

Jak to, do domu? Na weekend?

Nie, na zawsze. Pakuj rzeczy!

O co chodzi? Czemu tak zagadkowo?

Wnuki prosiły, żeby nie mówić. Będzie niespodzianka!

Lidia poczuła, że los się do niej uśmiechnął. Sąsiadka z łóżka obok, pani Wanda, właśnie wróciła z zabiegów.

Lidka, gdzie idziesz?

Wanda, zięć zabiera mnie do siebie, mówi że na zawsze! powiedziała szczęśliwa.

Ach, szczęściara! Mnie chyba już tu na zawsze zostawią

Wanda, może i po ciebie ktoś wróci. Dzieciom ciężko z nami, starymi

***

Lida patrzyła przez okno na znajome ulice Torunia, trochę się martwiąc.

Po co Bartek mnie zabiera. Mają tylko dwa pokoje, gdzie mnie położą? Będę przeszkadzać i znowu mnie odwiozą

Bartek zaparkował jak zwykle. Pomógł wyjść teściowej, wziął jej rzeczy i zaprowadził do innego klatki schodowej. Spojrzała zaskoczona.

Wejdź, wejdź!

Wjechali na drugie piętro pod nowy numer. Drzwi otworzyły się i wypadli jej wnukowie:

Babciu, wchodź! To teraz nasze mieszkanie! krzyknął Staszek.

Oksana rzuciła jej się na szyję:

Mamo, będziesz teraz z nami. Chodź, pokażę ci twój pokój.

Pokój był malutki, ale przytulny, z nowym łóżkiem i szafą. Dopiero teraz Lidia uwierzyła, że będzie mieszkać z rodziną, blisko córki, zięcia i ukochanych wnuków.

Wtedy coś cicho zamiauczało i otarło się o jej nogę.

Pusia! Lidia rozpromieniła się i rozszlochała z radości.

Rate article
Fajna Tajna
Niechciana mama