28 maja 2023, Warszawa
Dziś znów rozmawialiśmy z Michałem o remoncie u jego mamy. Kiedy rano piliśmy kawę, powiedział: Zamówimy fioletową tapetę. Zmarszczyłam brwi. Ale przecież ona kompletnie nie pasuje do podłogi! Może lepiej wziąć beżową… Moja mama nie znosi beżu, dobrze o tym wiesz. No, za to twoja mama bardzo lubi darmowe remonty rzuciłam, nie kryjąc irytacji.
Jego mama już kiedyś delikatnie zasugerowała, że przydałoby się odświeżyć jej mieszkanie. Wtedy nie wtrącałam się, uznałam, że to sprawa Michała, skoro to jego mama. On był zachwycony, bo kocha swoją mamę, a ja nie miałam siły się sprzeciwiać. Czułam, że i tak nie mam głosu w tej sprawie.
Zresztą co mi do tego pomyślałam niech robi, skoro uważa, że tak trzeba. Potem wszystko to potoczyło się szybko. Teściowa nie kryła, że zależy jej tylko na efekcie żadnego dziękuję, za to cała lista wymogów jak w markecie budowlanym. To nie żadna łaska, Sara zapewniał mnie Michał To remont od syna dla mamy. Jasne.
Jasne jak słońce. Teściowa kocha wszystko, co za darmo. O tym powtarzał mi nie raz Michał. Jeśli coś jej nie pasuje można robić jeszcze raz. I tak właśnie było. Remont w końcu skończyliśmy, teściowa wróciła i zaczęło się narzekanie:
To nie wygląda najlepiej. Tapeta nie taka, jak sobie wyobrażałam. Kuchnia fatalna. Co to za szafki? Wszystko zrobione tak, że aż brak słów. Najchętniej wytoczyłabym wam sprawę sądową. Tak? Komu? Własnemu synowi, który wszystko zrobił za własne pieniądze? odparłam. Daj spokój, Sara. Żartowałam przecież burknęła.
Nie miałam wątpliwości, że jej humor był na minusie teściowa oczekiwała luksusowego remontu, a dostała standardowy. Wszystko nowe, schludne, ładne ale nie na pokaz, nie za ładnych kilka tysięcy złotych. To nie mogło jej zadowolić. Z Michałem nie zarabiamy kokosów, zrobiliśmy co mogliśmy. Nawet nie podziękowała.
Sara, myślę, że mamie nie podoba się ten remont zwierzył mi się wieczorem Michał. A czy twojej mamie kiedykolwiek coś pasuje? odparłam zirytowana. Chciała lepszy standard… Ale my po prostu nie mamy na to pieniędzy! Może powinniście wziąć kredyt? wtrąciła teściowa.
Poczułam, jak wszystko we mnie się buntuje. Dla mamy mogłabym się zadłużyć? Oddałaby przecież ze dwa złote, najwyżej dorzuciłaby resztę z portmonetki. To by było już przesadą. Michał zachował rozsądek: Mamo, ale jaki kredyt? Wiesz przecież, że nie zamierzamy pożyczać na takie rzeczy. Remont jest zrobiony solidnie, schludnie, po naszemu. Czego jeszcze chcesz?
Chociaż kuchnię byście poprawili! fuknęła i wyszła z pokoju. Michał, twoja mama straciła już chyba resztki wstydu westchnęłam. Wiesz, że zawsze była uparta odpowiedział, wzruszając ramionami.
Tymczasem w Castoramie był taki tłok, że ledwo można się było przecisnąć między półkami. Ja wybierałam nowy obrus, Michał trzymał w ręku jakąś armaturę. Wydawało się, że nie bierzemy dużo, a w kasie znowu wyszła okrągła sumka. Cały czas miałam świadomość, ile już wydaliśmy dla jego mamy.
Nagle zatrzymałam się. Przecież mówiliśmy, że skończyły nam się pieniądze na remont. Masz rację, musieliśmy trochę pożyczyć. Mam już tego dosyć! rzuciłam, odkładając obrus na półkę. Kto chce, niech go sobie kupi. My jej już wystarczająco pomogliśmy. Pożyczki dla twojej mamy? To już za dużo. Nawet nie próbuj się ze mną spierać!
Wyszłam z marketu z niepewnością, czy w ogóle powinnam pozwolić, by rodzinna lojalność sięgała aż tak daleko. Michał wybiegł za mną. Może to i matka, ale ile można…



