Dzisiaj, kiedy patrzę wstecz na moją relację z Piotrem, nie potrafię zapanować nad emocjami. Piotr to był facet jak z dobrego domu z wartościami, starej daty, wierzący w prawdziwą miłość. Zawsze odprowadzał znajomych na przystanek, dokarmiał bezdomne zwierzęta, miał urok osobisty, własne mieszkanie w centrum Krakowa, samochód i dobrą posadę w banku.
Czułam się wtedy wyjątkowa, że wybrał właśnie mnie na swoją narzeczoną. Byłam przekonana, że nie mogłam trafić lepiej chyba każda dziewczyna w moim otoczeniu mi zazdrościła. Koleżanki powtarzały z jednym głosem: Uważaj, nie zepsuj tego, bo taki facet zdarza się raz w życiu.
Starałam się więc nie zawieść jego zaufania, a on trzymał się mnie mocno. I na początku rzeczywiście czułam się szczęśliwa.
Pewnego dnia Piotr wrócił z pracy wyraźnie spięty i unikał mojego wzroku. Pytałam go długo, co się stało, aż w końcu powiedział mi, że spotkał mojego byłego męża, Marcina. Przypadkiem. Warto dodać, że od lat nie miałam z tamtym kontaktu, nawet Piotrowi nie pokazywałam zdjęcia, więc nie miał prawa wiedzieć, jak wygląda. Najwyraźniej więc sam zainicjował spotkanie. Ale na tym się nie skończyło.
Nawet jeśli uznam, że to był przypadek i Piotr rozpoznał go po dokumentach czy w rozmowie niepokoi mnie, że to jednak on sam zagadnął Marcina, wyciągnął papierosy i rozpoczął rozmowę, która prędzej czy później zeszła na mój temat. Przecież Piotrowi wszystko mówiłam, niczego przed nim nie ukrywałam, więc o czym właściwie rozmawiali? Szok to mało powiedziane czułam się zdradzona, upokorzona. Sam potem przyznał, że to była pomyłka, nie powinien tak robić. Okazało się, że wypytywał Marcina o mój charakter, o to, czemu nasze małżeństwo się rozpadło, jaką byłam żoną i tak dalej.
Popłakałam się jak dziecko. Czy to nie jest zdrada? Umawiać się z moim byłym i wypytywać go o takie rzeczy? Przecież mogłeś spytać mnie, jestem obok ciebie! Czy to normalne? Czy to jest fair, Piotrze?
Marcin, mój były, wygadywał przy tym jakieś głupoty na mój temat. A Piotr wrócił do domu i zaczął mnie wypytywać, czy to wszystko prawda. Dlaczego w ogóle muszę się tłumaczyć z rzeczy, które nie miały miejsca? Czyjeś bzdury, a ja mam się z nich rozliczać?
W tej chwili dotarło do mnie, że nie potrafię już tego człowieka szanować. Rozumiem babcie rozgadujące się na ławeczce pod blokiem, krytykujące wszystkich to babcie, ich świat. Ale ty jesteś mężczyzną! Po co szukać za moimi plecami jakiś historii? Wybrałeś mnie, żyjemy razem. Nigdy nie dawałam ci powodu do podejrzliwości. To, co zrobił, było dla mnie podłe i brudne nagle całe uczucie minęło jak ręką odjął. Nie miałam dla tego żadnego usprawiedliwienia. Nie byłam w stanie wybaczyć takiej zdrady.
Zawsze uważałam, że jeśli ktoś mówi źle o partnerce mężczyzny, on w najlepszym przypadku się oburzy, a w najgorszym stanie w jej obronie. Ale żeby celowo szukać byłego, wypytywać go za moimi plecami to przekraczało wszelkie granice.
Tak oto wzorcowy narzeczony Piotr pękł w moich oczach jak bańka mydlana Zrozumiałam wtedy, ile racji miała moja babcia mówiąc, że w związku szacunek jest najważniejszy. Nigdy nie byłam przesadnie zazdrosna, ale plotki i intrygi wśród facetów to dla mnie za dużo. Mężczyzna może mieć chwile słabości, łzy czy gorszy dzień ale zachowywać się jak modliszka, wierzyć w plotki i spiskować za moimi plecami? Nigdy!



