Ja i mój mąż byliśmy w szoku! wspominała Zofia, mająca już pięćdziesiąt lat. To, co on zrobił… Ten młody człowiek cały czas obciążał ją, więc nie jest to bajka do opowiadania, brak słów, żeby to nazwać… Wysłał ją na aborcję, z wynajmowanego mieszkania ją wyrzucił. Wołał wszędzie, że to nie jego dziecko że zaszła w ciążę, tak mówił. Wszystkie moje nerwy wykończył, naprawdę! Rozumiem… Przed samym końcem, trzy tygodnie przed porodem, jakby się uspokoił, słyszałam, że dzwonił do Alicji, rozmawiał normalnie, bez żadnego problemu, pytał, jak się czuje, jak dziecko, kto to będzie, kiedy. Ale przez cały czas, gdy była u nas, nie przyszedł ani razu, nie kupił nawet czapeczki dla dziecka, nie przyniósł jabłka…
W czwartek pojawił się na świecie mój wnuk! Jutro ich wypisują. Moja córka i mąż powiedzieli mi, że Robert ma przyjść po nich do szpitala. Byliśmy zdumieni! Po tym wszystkim…
Może człowiek się opamiętał? Może warto dać mu szansę? Nie wiem, gdzie się podział, ale ja i ojciec jesteśmy całkowicie przeciwni. Mówię ci, nie było żadnego wsparcia z jego strony przez całą ciążę. Gdzie on zabierze ją i dziecko? Alicja mówi, że wynajął kawalerkę Co za głupota, z noworodkiem w jakimś pensjonacie, nawet nie w Warszawie, tylko w jakimś nieznanym miejscu! Ojciec Alicji powiedział jeśli ten niegodziwiec pojawi się w sprawie, wracamy i wychodzimy, a ty możesz dalej żyć, jak chcesz…
Alicja, córka Zofii i jej męża, miała dwadzieścia sześć lat. Miła dziewczyna, ukochana córka, jedyne dziecko w rodzinie. Półtora roku temu Alicja zaczęła spotykać się z Robertem, którego rodzice nie darzyli zbytnio sympatią.
Nie posiada wykształcenia. Uczył się w szkole, ale jak twierdzi po prostu nie zdecydował się zdawać matury. Zofia podejrzewa, że nie ukończył nawet gimnazjum, ale nie mówi o tym głośno, żeby nie robić mu przykrości.
Robert pracuje jako tragarz w firmie meblowej, licząc na dobre zarobki. Jak na kogoś bez żadnych kwalifikacji całkiem nieźle. Oficjalnie jego pensja jest śmieszna, lecz większość zarabia z dodatkowych zleceń i napiwków. Zdarza się, że klient zamawia nowe meble, przywożą je chłopcy, a stare trzeba rozmontować i wynieść. Czasem te stare są całkiem przyzwoite, można je sprzedać dalej, a właściciel nie ma nic przeciwko zabierz i rób co chcesz.
Ogólnie, kręci się, kombinują coś i jakoś daje radę.
Alicja ma dyplom wyższej uczelni, jest specjalistką od marketingu, pracowała w agencji reklamowej przed urlopem macierzyńskim, nosiła kostiumy, chodziła na obcasach, spotykała się z mężczyznami na podobnym poziomie. Ale nagle pojawił się w jej życiu ten Robert. Przyniósł do jej biura jakieś meble czy coś w tym rodzaju. I tak się poznali.
Zaczęli razem mieszkać, wbrew wszystkim przewidywaniom! opowiadała Zofia. Cała jej paczka była w szoku, nikt nie rozumiał, co się dzieje.
A potem, zupełnie niespodziewanie, Alicja zaszła w ciążę. Robert za nic nie chciał się żenić i przez prawie dziewięć miesięcy zamęczał nerwy całej rodziny. Alicja wróciła do rodziców, szykowali się na dziecko. Wyremontowali jej dawny pokój, kupili wyprawkę dla niemowlaka, zapłacili za poród w porządnej klinice.
I teraz, kiedy przyszedł, zrobił gest wszystko, co robiliśmy, nie znaczy nic! prawie płakała Zofia. Ona jest gotowa nas zostawić i pójść do niego, nie wiadomo do jakiego mieszkania z dzieckiem. Co mają robić porządni rodzice w takiej sytuacji? Pozwolić jej odejść i życzyć szczęścia? Czekać, aż znowu przyjdzie z płaczem, bosymi stopami i w kapciach? To się przecież stanie, wcześniej czy później!
Czy myślicie, że to w porządku dać córce ultimatum: Jak on przyjdzie, my wychodzimy? Czy to właściwe wspierać dziecko w jej wyborach? Ona postanowiła wybaczyć i dać swojemu mężowi drugą szansę, więc tak to wygląda?
A może rodzice powinni być rozumiani?



