Nie jesteś żoną, jesteś służącą. Nie masz dzieci!
Mamo, Zofia się tu wprowadzi. Remontujemy mieszkanie, nie da rady tam mieszkać. Ten pokój stoi pusty, po co ma siedzieć w syfie? powiedział mąż Zofii, Marek.
Wyglądało na to, że Mareka w ogóle nie krępował cały pomysł, całkiem inaczej niż jego żonę i matkę. Teściowa nie przepadała za swoją synową.
Muszę pracować, nie mogę tu ciągle być szepnęła Zofia.
Zofia pracowała zdalnie, więc zależało jej na ciszy. Marek całe dnie spędzał w pracy, więc niełatwo znosiło się wspólne życie z teściową. W dodatku Zofia przyzwyczajona była do spokoju we własnych czterech kątach.
Patrzyłem na moją teściową i z każdym spojrzeniem było mi coraz trudniej cokolwiek powiedzieć. Teściowa ewidentnie nie chciała Zofii pod swoim dachem, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Usiadłem z rodziną do kolacji.
Zofio, podaj proszę swoją pyszną sałatkę poprosiłem.
Marku, nie jedz tego świństwa, zrobiłam ci inną, zdrowszą westchnęła teściowa.
Zofia gwałtownie spoważniała. Przecież Marek miał alergię na pomidory jak matka mogła o tym zapomnieć? Gdy był mały, nie przejmowała się tym wcale. Wmawiała mu, że nie ma co latać po lekarzach, wystarczy tabletka i będzie dobrze.
On ma uczulenie. Czemu wrzuciłaś pomidory do tej sałatki? zirytowała się Zofia.
Przestań wymyślać, jeden pomidor, nic mu nie będzie! odparła teściowa.
Zaraz będzie chory.
Zofio, uspokój się, nie przesadzaj. Nie ma żadnej alergii. Własna matka zna swoje dziecko najlepiej.
Jestem jego żoną, dbam o niego.
Ty nie jesteś żadną żoną, tylko służącą. Dzieci nie masz! Jak będziesz miała dzieci, to możesz pouczać.
Zofia natychmiast zerwała się od stołu i uciekła do sypialni. Teściowa zawsze potrafiła wbić szpilę tam, gdzie bolało najbardziej. Poszedłem za żoną, żeby ją pocieszyć.
Marku, przepraszam cię. Lepiej pójdę do rodziców albo do biura. Nie chcę mieszkać z twoją matką.
Pozwól mi z nią pogadać. Skończy z tym, zobaczysz!
Nie, przerabialiśmy to już setki razy. Nie da się dogadać pod jednym dachem.
Zdecydowaliśmy na jakiś czas wynająć mieszkanie, żeby nie wybuchła kolejna rodzinna awantura. Teściowa oczywiście była niepocieszona, ale nie miała nic do gadania. A Zofia cieszyła się, że może na mnie liczyć i że mam dla niej tyle zrozumienia.



