Teściowa jest majętna, już nigdy nie będziemy musieli pracować wyznał z błyskiem w oku mój przyjaciel.
Znam Antoniego od lat. To człowiek, który zawsze marzył o wygodnym życiu i nie miał najmniejszej ochoty brudzić sobie rąk ciężką pracą. Kiedy tylko poznał Martę, dziewczynę z wpływowej, dobrze sytuowanej rodziny z Krakowa, niemal od razu postanowił, że to jego szansa na łatwą przyszłość. Nigdy nie widziałem między nimi prawdziwego uczucia i czułem, że ich związek to raczej układ niż miłość. Ale Antoni był przekonany, że wejście do bogatej rodziny zapewni mu wieczne bezpieczeństwo.
Marta może i mieszkała w pięknej kamienicy nieopodal Rynku, ale to nie ona przynosiła do domu pieniądze. Ich cała egzystencja opierała się na matce pani Danucie, właścicielce kilku największych sklepów z odzieżą w Krakowie.
Widziałem, jak bardzo Antoni liczył na ten układ, więc spróbowałem przemówić mu do rozumu.
Nie sądzisz, że w końcu poproszą cię o coś w zamian? Dobrze mieć własne pieniądze, niezależność powiedziałem mu któregoś wieczoru w pubie przy Piłsudskiego.
Daj spokój, mamy dziecko w drodze, wszyscy w rodzinie mi ufają! powiedział z uśmiechem, jakby już cieszył się zwycięstwem.
Nie mogłem tego pojąć. To nieuczciwe wobec Marty, wobec siebie, wobec całego życia. Mężczyzna powinien być oparciem, a nie pasożytem. I choć wiedziałem, że nie zmieni zdania, trochę bolało patrzeć, jak marnuje szansę na coś prawdziwego.
Minęło kilka tygodni. Byłem ciekaw, czy coś się zmieniło, więc zapytałem go, jak sobie radzą. Okazało się, że ani on, ani Marta nie robią zupełnie nic cały dzień przesiedzą w domu, grają w gry, przeglądają Facebooka, jedzą pierogi z rąk pani Danuty i śpią do południa. Przez moment nawet poczułem ukłucie zazdrości Antoni dopiął swego.
Teściowa jest naprawdę bogata, stary. Po co pracować, skoro mamy wszystko na tacy? chwalił się, śmiejąc się głośno.
Cóż, może by tak było do końca ich dni, gdyby nie nagły kryzys. Sklepy pani Danuty zaczęły przynosić straty, przychody spadły o połowę. Znałem ten rejon miasta coraz mniej ludzi kupowało ubrania w butikach. W końcu teściowa zaproponowała młodym pracę w jednym ze swoich sklepów, chcąc ulżyć sobie finansowo.
Miesiąc później zadzwonił do mnie Antoni. Tym razem jego głos był cichy, niemal wystraszony.
Słuchaj, mógłbyś mi pożyczyć pięć tysięcy złotych? Na dwa tygodnie, najwyżej. Szukam pracy, jak tylko przejdę rozmowę w biurze na Mogilskiej i dostanę zaliczkę, wszystko ci oddam. Jesteśmy totalnie spłukani wyznał ze smutkiem.
Tak skończyła się jego bajka o luksusie. Dziś zarówno Antoni, jak i Marta pracują on w magazynie, ona na kasie. Oddał mi pieniądze, słowa dotrzymał. A ja wiem jedno: nie można polegać na innych, choćby mieli nie wiadomo jak grube portfele. Prawdziwe bezpieczeństwo i szczęście daje tylko własna niezależność.



