Dlaczego przygotowania do narodzin dziecka są tak ważne? Historia trzydziestoletniej Reni: niezapomn…

Trzeba było wszystko ogarnąć wcześniej przed pojawieniem się maluszka!

Moje wyjście ze szpitala długo zostanie mi w pamięci. Mój mąż Paweł pracował w Warszawie i przyjechał po mnie prosto z pracy. Prosiłam go, żeby wziął urlop albo chociaż kilka godzin wolnego, ale kierownik nie pozwolił. Tyle razy mówiłam, żeby przygotował mieszkanie na narodziny naszego synka, ciągle mnie zapewniał, że da radę wszystko załatwić. Gdyby zrobił to, co obiecał, to już dawno upralibyśmy rzeczy, kupili wszystko i w końcu mieszkanie wyglądałoby jak należy. A tak… 30-letnia Dobrosława wzdycha ze złością.

Nie dotrzymał słowa?

Do szpitala jechałam kompletnie nieprzygotowana. Wróciłam do domu, a tam totalny bałagan. Wstydziłam się przed rodziną, która przyszła nas przywitać. Kurz taki, że można było palcem po meblach rysować. Wózka dziecięcego brak, nie było ani komody, ani nawet ubranek dla malucha nawet nie ruszył się, żeby kupić choć kilka rzeczy. Dobrze, że koleżanki podarowały mi zapas pieluch kontynuuje swoją historię Dobrosława.

Dobrosława i Paweł są małżeństwem od sześciu lat. Długo odkładali decyzję o dziecku, chcieli najpierw stanąć finansowo na nogi. Gdy w końcu się powiodło, Dobrosława postanowiła, że nadszedł odpowiedni moment.

Powiedziałam szefowej, że jestem w ciąży, i od razu mnie zwolniła. Inne kobiety pewnie poszłyby do sądu, ale ja uznałam, że to znak, by skupić się na rodzinie. Przygotowywałam się spokojnie do macierzyństwa, haftowałam, cieszyłam się wolnym czasem. Pieniędzy nam nie brakowało, bo Paweł właśnie dostał podwyżkę w złotówkach tłumaczy Dobrosława.

Ciąża przebiegała książkowo. Przyszła mama spacerowała po Saskiej Kępie, czytała książki, z radością oglądała w sklepach rzeczy dla niemowląt.

Paweł powtarzał mi, że kupowanie rzeczy dla dziecka przed porodem przynosi pecha, więc miałam czekać. Siostra Jolanta obiecała, że odda nam komodę i łóżeczko po swojej córeczce, odkładała też inne przydatne rzeczy. Prosiła tylko, żebym je wcześniej zabrała i porządnie wymyła. Ale spakowałam tylko torbę do szpitala na więcej nie pozwolono mi się przygotować westchnęła Dobrosława.

Gdy zaczęła się akcja porodowa, Paweł nagle zrozumiał, jak dużo wydatków i obowiązków będzie miał. Dobrosława na porodówce rozmyślała, że nie zdążyła nawet wyjąć rzeczy z pralki. Ubrania leżały przemoczone, aż wróciła do domu.

Na szczęście koleżanki znów mi pomogły, podrzuciły bodziaki i pieluchy, więc miałam w co ubrać synka. Paweł biegał po Warszawie i próbował kupić cokolwiek dla dziecka. Ale wszystko, co znalazł, było brudne albo poplamione po innych dzieciach. Musiałam to wszystko jeszcze prać i czekać, aż wyschnie. Byłam tak zła, że miałam ochotę uciec od wszystkich bliskich i poważnie myślałam o rozwodzie niemal się rozpłakała.

Przez kilka dni Dobrosława musiała sprzątać całe mieszkanie. Minęły już dwa miesiące od narodzin małego Stasia, a ona wciąż nie ma ochoty nikogo zapraszać w odwiedziny.

Krewni uważają, że już czas na wizyty, więc oczekują wielkiego niedzielnego obiadu… Tak, jasne! Już właściwie zaplanowali mi całe popołudnie mówiła z ironią w głosie.

Mama Dobrosławy nie rozumie, czemu córka jest taka nieusatysfakcjonowana. Widać było, że nie przygotowali mieszkania na czas. Powinna sama o tym pomyśleć! Przecież miała dziewięć miesięcy, mogła poprosić Pawła, by wniósł meble i pomógł w porządkach. Może i dałoby się go przekonać, żeby wcześniej kupić wyprawkę. W końcu, o wszystko trzeba dbać samemu. Na kogo jak nie na siebie można liczyć?

Jak myślicie, czy Dobrosława powinna mieć żal do rodziny, czy może to jej wina? Czy rzeczywiście powinna była sama zadbać o przygotowanie na dziecko? Życie pokazuje, że planowanie i wspólne działanie są kluczem do rodzinnego szczęścia. Kiedy czekamy, że ktoś wyręczy nas w najważniejszych sprawach, często przychodzi rozczarowanie. Warto zatem brać sprawy w swoje ręce i rozmawiać otwarcie o oczekiwaniach, zanim pojawią się naprawdę poważne zmiany.

Rate article
Fajna Tajna
Dlaczego przygotowania do narodzin dziecka są tak ważne? Historia trzydziestoletniej Reni: niezapomn…