Pokochaj siebie, a wszystko w życiu się ułoży

Pokochaj siebie, a wszystko będzie dobrze

Za oknem szalała śnieżyca, zimno wciskało się w każdą szczelinę i równie ponuro było w duszy Marianny. Siedziała samotnie w ogromnym domu w okolicach Krakowa, gdzie niczego nie brakowało oprócz drugiej osoby. Miała przecież męża, Stefana, ale jak zwykle wieczorem zniknął załatwiać sprawy. Marianna dobrze wiedziała, jakie to sprawy.

Syn i córka od dawna opuścili rodzinne gniazdo. Syn, Tomasz, mieszkał z rodziną na drugim końcu miasta, a córka Antonina wyjechała aż pod Gdańsk. Tam skończyła uniwersytet, wyszła za mąż za miejscowego chłopaka i razem wychowywali już swoją córeczkę.

Dziś Marianna rozmawiała telefonicznie z Antoniną.

Mamusiu, czemu jesteś taka smutna? dopytywała się córka. Stało się coś?

Nie, skarbie mój, wszystko w porządku. Jak tam sobie radzicie? Jak moja ukochana wnuczka?

U nas wszystko świetnie, mamo. Igor cały czas w pracy, wiesz, chirurg ma ręce pełne roboty. Wychodzi zmęczony, ale powtarza, że kocha swój zawód. A Ola zaraz pójdzie do przedszkola, rośniemy i cieszymy się z każdego dnia.

Cieszę się, córeczko. Niech wam się dobrze wiedzie powiedziała Marianna zmęczonym głosem.

A jednak nie podoba mi się twój głos, mamo. Gdzie tata?

Tata? O, chyba w garażu samochód grzeje. Mróz i zawierucha, zaraz przyjdzie skłamała, nie chcąc martwić córki.

Od ponad pół roku Marianna żyła w poczuciu zagubienia i niepokoju. Nie miała komu się zwierzać, a nawet gdyby, to po co? Jedni by ją współczuli, inni może ucieszyliby się z jej nieszczęścia. Pewnego dnia, jeszcze latem, Marianna pracowała w ogródku tuż pod oknem. Okno było otwarte, a ona zamyślona gmerała przy ogórkach. Nagle usłyszała głos Stefana rozmawiał w najlepsze, ciepłym, czułym tonem. Wiedział, że żony nie ma w domu, stał pod otwartym oknem i nie zauważył jej.

Dobrze, kochanie… Ale dziś nie przyjadę. Też za tobą tęsknię. Też cię kocham… Nie smuć się, jutro zajrzę. Znasz mnie jak obiecam, to dotrzymam słowa…

Stefan urwał po chwili, rozmowa się zakończyła. Mariannie zrobiło się słabo, zemdlała z żalu, jakby dostała obuchem w głowę. Jej Stefan, któremu ufała bezgranicznie, okazał się być taki, jak wielu innych mężczyzn. Przypomniały jej się słowa siostry, która opowiadała o zdradzie swojego chłopa. Słuchała tego kiedyś z niedowierzaniem, wydawało jej się to obce, nie do zaakceptowania.

A teraz sama znalazła się w takiej sytuacji. Już wiedziała, jak czuła się siostra. Siedziała na ławce za domem i płakała, nie mogąc się pozbierać.

Jezu, jak mogło mnie to spotkać? Stefan, któremu ślepo wierzyłam, teraz szuka emocji gdzie indziej? Widocznie i jego nie ominął ten chochlik zaklęty w męskich żebrach…

Stefan miał czterdzieści siedem lat. Powodziło mu się. Żona kochająca, dzieci dobrze wychowane, mieszkające osobno. Razem z Marianną prowadzili młyn i fabryczkę pasz w dużej wiosce pod Krakowem, rozwozili zboże i produkty po okolicznych powiatach.

Marianna przez długi czas kryła wszystko w sobie. Po kilku miesiącach powolnie dowiedziała się, kim była ta kobieta. Dzięki sprytowi zdołała przejrzeć telefon Stefana, gdy spał.

Ta kobieta nazywała się Teofila rzadko spotykane stare imię i okazała się dalszą krewną wspólnych znajomych. Bywała u nich na herbatkach. Mieszkała w blokowisku na tak zwanych Kwiatowych, pięciopiętrowych blokach. Przez znajomą, Weronikę, Marianna zdobyła adres.

Z Teofilą różnie bywało zwierzyła się Weronika. Ładna, ale los jej nie oszczędził, nigdy nie wyszła za mąż, lekkie miała życie, różne rzeczy się o niej mówi… Trzydzieści pięć lat, dziecka nie doczekała się, sama czasem powtarza, że nie chce być samotną matką. I chyba wciąż szuka szczęścia…

Marianna milczała, chociaż chciało jej się płakać. Wróciła do domu i dopiero wtedy dała upust łzom.

Boże, jak trudno nosić taki ciężar…

Minęły kolejne tygodnie. Dwa miesiące temu Marianna podjęła decyzję o odwiedzinach u Teofili. Zapukała, drzwi otworzyła ona, pobladła. Dobrze znała żonę Stefana.

Marianna weszła bez zaproszenia i rozsiadła się na krześle.

Dzień dobry rzuciła cicho i omiotła wzrokiem pokój.

Teofila stała zdezorientowana, być może myślała, że Marianna rzuci się na nią z pięściami, jak to bywa w takich sytuacjach. Tymczasem Marianna, łamiącym się ze złości głosem, powiedziała:

Nie wstyd ci układać się z cudzym mężem? Przecież są wolni mężczyźni, mogłabyś znaleźć własne szczęście. Na cudzym nieszczęściu szczęścia się nie zbuduje, wszyscy to wiedzą.

Teofila rozkleiła się i nagle rozpłakała.

Nie wiem, co się ze mną stało. Tak bardzo zakochałam się w Stefanie, nie wyobrażam już sobie życia bez niego…

Marianna nie wytrzymała, zerwała się i dała jej w twarz. Tamta chwyciła się za policzek.

Wybacz mi, Marianno, wybacz, to chyba jakieś opętanie… łkała Teofila.

Marianna też nie wytrzymała, rozpłakały się obie. Gdy się uspokoiły, Marianna powiedziała:

Nie mów Stefanowi, że byłam. Ale jeśli się dowiem, że znów go tu przyjmujesz, nie miej potem do mnie żalu i wyszła z mieszkania rywalki.

Teofila dotrzymała słowa, Stefan się nie dowiedział. Marianna też milczała, trzymając wszystko w sobie. Tak żyli dalej. Nie wiedziała, czy Stefan dalej widuje się z Teofilą, coraz częściej znikał załatwiać sprawy. Siedziała więc wieczorami samotnie, torturowana przez własne myśli.

Nie wiem, co robić. Mąż to dla mnie całe życie. Przez tyle lat staliśmy się jednym organizmem. Co będzie, jeśli trzeba będzie się rozstać? Dzielić dom, majątek? Tego nie chce. Niech zostanie jak jest myślała patrząc w okno, nad którym zalegała już głęboka noc.

Choćby zostawił mi ten wielki dom co ja zrobię w nim sama? Dom wymaga troski, ciągle coś naprawiać trzeba, Stefan to wiecznie coś majstruje… Boję się biedy, przywykłam do takiego życia. A dzieci? Jak im powiedzieć, że ich ojciec znalazł sobie młodszą? Oj, nie wiem, dla nich to byłby szok…

Marianna dusiła wszystko w sobie, wiedziała, że otwarte zwierzenia mogłyby spotkać się z potępieniem powinniśmy przecież szanować siebie, zadbać o siebie, rozwieść się, pokochać siebie, nie rozpamiętywać.

Może to prawda rozmyślała Marianna ale ja kocham swojego męża. Może to tylko chwilowa fascynacja, przejdzie mu. Dla mnie jest taki sam, jak dawniej spokojny, delikatny, nie kłócimy się, wszystko jak kiedyś. A może mają rację ci, co mówią: pokochaj siebie, a będzie dobrze. Trzeba pomyśleć też o sobie…

Było jej bardzo ciężko odkąd poznała prawdę o Teofili. Coraz trudniej było rozmawiać z mężem, udawać, że nic się nie zmieniło. Teofila ciągle siedziała w jej głowie, młoda, ładna. I zanim zdążyła się zorientować, Marianna pogodziła się z myślą, że Stefan nie jest jej wierny.

Gdzie on teraz, mówił, że sprawy służbowe… A ja czuję, gdzie jest naprawdę…

Nagle pojawiła się nowa myśl, która aż ją przeraziła.

A może i ja znajdę sobie innego? Dobrze wyglądam, mężczyźni komplementują… Zaraz się jednak zganiła w duchu. Nie, nie potrafiłabym sobie wyobrazić innego mężczyzny obok. Mój Stefan jest najlepszy. Jak go tylko przywrócić rodzinie? Może bym mu wybaczyła, choć to trudne. Chyba inaczej pojmuje się miłość… A może się mylę? Kto wie, co im w głowie siedzi…

Marianna przypomniała sobie swoją młodość i zaledwie się uśmiechnęła przez łzy.

I kiedy to byliśmy szczęśliwi… Kiedy wynajmowaliśmy stancję, liczyliśmy złotówki od wypłaty do wypłaty, zamiast dobrego obiadu do kina, na bilety… Tak dawno, a jakby wczoraj, jak ten czas przemknął… Teraz niczego nam nie brakuje, a ja się czuję tak strasznie samotna. Nawet nie mam z kim porozmawiać, ani nie chcę się zwierzać

Niespodzianka od męża

Marianna rozmyślała pogrążona w ciemności, gdy zauważyła, jak na podwórko wjeżdża samochód Stefan wrócił. Zgasił silnik i niespiesznie zaparkował w garażu, po czym wszedł do domu.

Maryśka, gdzie się podziewasz? Czemu siedzisz po ciemku? zajrzał do kuchni i zaświecił światło. Dopiero teraz zauważyła, że od dawna było ciemno.

Jestem tutaj odezwała się cicho. Zamyśliłam się, taka pogoda za oknem

Oj, nie mów! Drogi zawalone śniegiem, ledwo dojechałem, bałem się, żeby nie utknąć. Wszędzie biało. Jestem głodny, nakarm mnie rzucił z codzienną nutą w głosie.

Marianna wstała, zaczęła krzątać się po kuchni, a on poszedł umyć ręce. Podczas kolacji zerknął na nią z uśmiechem.

Słuchaj, Maryś, niedługo Nowy Rok, pomyślałem, że zrobię nam niespodziankę.

Marianna zadrżała nie lubiła ostatnio niespodzianek.

Co to za niespodzianka? spytała nieśmiało.

Stefan sięgnął do przedpokoju, wrócił po chwili z uśmiechem.

Popatrz: kupiłem nam dwa bilety nad morze. Pojedziemy do Sopotu, powitamy Nowy Rok nad Bałtykiem, pod palmami w tropikalnym hotelu zażartował tym swoim dawnym, znajomym uśmiechem.

Mariannie spadł z serca ogromny ciężar, aż nie dowierzała.

Jezu, Stefan, ty zawsze potrafisz zaskoczyć… Chętnie, od razu, no przecież taka odmiana zimą pod palmami. Nawet nie wierzę…

Syn mi podpowiedział, ale sam już dawno chciałem gdzieś cię zabrać, żeby zmienić otoczenie. Szykuj się…

Wszystko ułożyło się lepiej. Byli nad morzem, świętowali Nowy Rok, wrócili radośni do domu. Życie toczy się dalej Marianna znów ufała Stefanowi. Widziała, że mąż zaczął bardziej o nią dbać, wracał szybciej do domu, a jeśli się spóźniał, zawsze dzwonił, by jej nie martwić.

Rate article
Fajna Tajna
Pokochaj siebie, a wszystko w życiu się ułoży