Okradasz mojego syna, a on nawet żarówki nie może sobie kupić – rodzinne starcie o pieniądze, prezen…

Dziennik, niedziela rano.

Leżałem dziś pod ciepłym kocem na kanapie, popijając kawę. Moja żona, Jadwiga, pojechała do swojej matki do Płocka pod pretekstem wymiany przepalonych żarówek, choć wiadomo było, że powód był zupełnie inny. Zanim wyszła, słyszałem w przedpokoju jej matkę, panią Zofię, przypominającą przez telefon:
Jadziunia, pamiętasz, że dziś są urodziny Bartosza?

Muszę przyznać moja żona jest istnym utracjuszem. Jej pensja ledwie starcza na kilka dni. Dobrze, że chociaż odkłada na opłaty i zakupy spożywcze, resztę wydaje na nowe planszówki, różne dodatki czy elektronikę. Nie wtrącam się w to, bo uważam, że lepiej, żeby miała jakieś hobby niż spędzała wieczory w zadymionych pubach. Zresztą kiedyś czytałem, że pierwsze czterdzieści lat dzieciństwa to dla każdego najcięższy okres w życiu.

Piszę to nie po to, żeby ktoś mnie żałował, ale żeby wyjaśnić, dlaczego Jadwiga nieustannie narzeka, że już nie ma pieniędzy. Ja takich kłopotów nie mam: udaje mi się odkładać i nieraz pożyczam jej, kiedy sytuacja tego wymaga. Ale kiedy potrzebuje gotówki na potrzeby swojej matki, siostrzeńców czy siostry, zawsze odmawiam.

Przypomniałem sobie dziś naprawdę są urodziny Bartka. Tydzień temu kupiłem już prezent, więc zanim żona pojechała do teściowej, wręczyłem jej starannie zapakowaną zabawkę i usiadłem obejrzeć film. Nie pojechałem z nią z rodziną żony łączy mnie raczej rezerwa niż serdeczność.

Teściowa uważa, że jestem wyrachowany, bo nie pozwalam Jadwidze wydawać pieniędzy na jej rodzinę i nie zgadzam się siedzieć z jej siostrzeńcami. Raz dałem się uprosić na opiekę nad dziećmi szwagierki, miałem być godzinę, a oddali je po czterech. Przez to spóźniłem się do pracy wyraziłem swoje niezadowolenie, a wtedy teściowa i szwagierka wyzwały mnie od bezwstydnych chamów. Odtąd konsekwentnie odmawiam zajmowania się ich dziećmi. Nie mam jednak nic przeciwko temu, że Jadwiga bawi się z nimi, jeśli ma na to ochotę.

Ledwo żona wyszła, po jakimś czasie pojawiła się pod naszym blokiem cała jej rodzina wraz z dzieciakami. Matka żony, bez skrępowania, weszła w kurtce i z progu rzuciła:

Postanowiliśmy, że Bartkowi damy tablet, który sobie upatrzył, kosztował dwa tysiące złotych. Jesteś nam winien tysiąc za ten prezent. Proszę, oddaj.

Szczerze może i bym kupił dziecku tablet, ale na pewno nie za taką kwotę.

Wyjaśniłem, że nie dam żadnych pieniędzy. W tej chwili sama Jadwiga zarzuciła mi skąpstwo. Odpaliłem komputer i zawołałem Bartka. W pięć minut wspólnie wybraliśmy mu coś, co naprawdę chciał i kupiłem prezent.

Chłopak pobiegł pokazać nowy sprzęt matce, która z siostrą Jadwigi stała na korytarzu. Szwagierka zawsze miała zbyt szybkie ręce co się dało, to podkradła. Teściowa oczywiście mojej inicjatywy nie doceniła, tylko się oburzyła:

Nikt cię nie prosił o kupowanie! Miała być gotówka. Przez ciebie mój zięć wiecznie jak dziad, nawet na żarówkę nie ma. Dawaj od razu te tysiąc złotych, dobrze wiesz, że to pieniądze mojej córki!

I w tym momencie zanurkowała w mojej torbie, która leżała na półce w przedpokoju. Spojrzałem na Jadwigę i powiedziałem przez zaciśnięte zęby:
Masz trzy minuty, żeby ich wyprosić!

Na szczęście moja żona zareagowała jak trzeba i w trzy minuty pozbyła się ich z mieszkania.

Teraz już wiem, że lepiej, żeby Jadwiga trwoniła pieniądze na swoje gry i hobby. Przynajmniej wydaje je na coś, co sprawia jej radość, niż oddaje wszystko mamusi. Lepiej już taki wydatek, niż by miała ją całkiem ograbiać rodzinka.

Czasem myślę, że los sieroty byłby łatwiejszy. Dzisiaj jednak wiem, by zawsze stać twardo przy swoim i nie pozwolić, by inni próbowali się dorobić moim kosztem i kosztem najbliższych. Dbanie o swój dom i zdrowe granice to podstawa!

Rate article
Fajna Tajna
Okradasz mojego syna, a on nawet żarówki nie może sobie kupić – rodzinne starcie o pieniądze, prezen…