Nie jestem gotowa na małżeństwo. Jestem zbyt odpowiedzialna – nie potrafię wziąć losu drugiego człowieka we własne ręce…

Po ukończeniu studiów, Zofia zaczęła pracę w firmie w Warszawie, gdzie panowała świetna atmosfera wszyscy byli serdeczni i dobrze się rozumieli. Jej pojawienie się jeszcze bardziej wzmocniło ducha zespołu. Zofia była wyjątkowo sympatyczną dziewczyną, umiała sprawić, że każdy czuł się swobodnie w jej towarzystwie. Rozmowa z nią budziła zaufanie miałem wrażenie, że można powierzyć jej największe sekrety.

Mieszkała niedaleko biura, w nowoczesnym bloku na Woli. Ja Paweł od razu się nią zafascynowałem, a gdy dowiedziałem się, że ma własne, choć skromne, kawalerka, pomyślałem, że trafiło jej się w życiu. Sam, mając prawie trzydzieści lat, nie miałem nic nawet mieszkałem jeszcze na wsi i codziennie dojeżdżałem do pracy. Uwielbiałem odgrywać rolę życiowego pechowca. Często użalałem się nad sobą: jak to ciężko, jak smutno jest po pracy wracać do pustego domu, choć prawdę mówiąc, koleżanki z pracy nieraz zabierały mnie do siebie na kolację czy film.

Zofia wydawała się idealna beza skaz, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Była perfekcyjna pod każdym względem. Przez trzy lata niemal nie odstępowałem jej na krok. Zofia często podróżowała służbowo zarabiała naprawdę nieźle a ja ciągle narzekałem na zdrowie i brak pieniędzy byłem jeszcze studentem zaocznym, ciągle coś mi dolegało, więc razem lataliśmy do lekarzy. Potomstwa mieć nie mogliśmy.

Nigdy nie rozmawialiśmy poważnie o ślubie. Czasem nasz szef, pan Wacław, wspominał o swoim wnuku, który tuż przed ślubem dowiedział się, że ukochana ma raka w zaawansowanym stadium. Wzięli ślub mimo choroby a on, pełen energii młody mąż, opiekował się nią z wielkim oddaniem. Minęły trzy lata. Zofia zaczęła myśleć: “On mieszka u mnie, wszystko opłacam, a on ani słowa o ślubie.” Zgłosiła Pawłowi swoje zastrzeżenia, wtedy przyniósłem jej pierścionek zaręczynowy i ogłosiliśmy zaręczyny.

Po kolejnej delegacji Zofia wróciła do domu, a ja jej oznajmiłem: “Nie jestem gotów na ślub. Jestem zbyt odpowiedzialny, nie potrafię wziąć na siebie losu innej osoby… Zostaw sobie pierścionek, na pamiątkę naszej pięknej miłości…” Zofia bardzo się wtedy zmieniła. Nie spodziewała się takiego “prezentu” od osoby, którą traktowała jak najbliższą.

Szef wysłał Zofię na kolejną delegację. Dał jej bilet do teatru i zażartował, że jeśli nie pójdzie, to ją zwolni. W teatrze spotkała wdowca wnuka szefa. Przypadli sobie do gustu i całą delegację spędzali razem każdą wolną chwilę. Zofia zaszła w ciążę, obydwoje bardzo się cieszyli. Szybko zorganizowali ślub, chcieli, żeby Zofia poczuła się jak księżniczka. Od wtedy minęło już 10 lat. Mają dwóch synów i rozważają trzecie dziecko. Płeć nie ma dla nich znaczenia ważne, żeby dziecko było zdrowe! Tworzą silną, zgraną rodzinę!

A ja? Wciąż nie mogę zdecydować, czego chcę od życia. Wydawało mi się, że rodzina to zbyt duży wysiłek i odpowiedzialność, więc nigdy nie odważyłem się wziąć odpowiedzialności za drugą osobę. Kiedy spłaciłem kredyt za samochód, kupiłem sobie nowy laptop. Stało się to tematem rozmów wszystkich w pracy. Jak długo będę spłacał tę ratę, nie mam pojęcia…

Dziś wiem, że brak odwagi i branie tylko z życia prowadzi donikąd prawdziwe szczęście to siła i radość budowania wspólnej codzienności.

Rate article
Fajna Tajna
Nie jestem gotowa na małżeństwo. Jestem zbyt odpowiedzialna – nie potrafię wziąć losu drugiego człowieka we własne ręce…