Wybór
A Tomek okazuje się być żonaty po uszy westchnęła Basia, siedząc na ławce w parku i ściskając w kieszeni skierowanie na zabieg.
Koleżanki z akademika zazdrościły jej, gdy widziały ją z przystojnym, dobrze ogolonym brunetem o błękitnych oczach sądziły, że trafił jej się prawdziwy dżentelmen. Na co zazdrościć w rzeczywistości nie było czego.
Basia dreszczem wspomina dziś swoje pierwsze i ostatnie spotkanie z żoną Tomka, która zaczaiła się na nią przy zakładowej portierni, żeby wszystko sobie wyjaśnić.
Cześć, jak rozumiem, Basiu? zaczęła ona.
A pani to kto? Basia skuliła się pod przeszywającym spojrzeniem wysokiej, smukłej kobiety, której włosy były rozjaśnione do popielatego odcienia.
Jestem Olga, żona Tomasza Nowaka.
Słucham?
Tak, jak usłyszałaś!
Kolejna naiwna, powiedziała spokojnie kobieta, ile was jeszcze będzie na świecie łowczynie cudzych mężów i szczęścia.
Proszę pani, co pani sobie wyobraża?!
Posłuchaj, blondynka ujęła Basię ostrożnie pod ramię, to ty, kochanieńka, sobie za dużo wyobrażasz.
Jestem żoną, widziałam cię z moim mężem, a ty jeszcze masz czelność zadzierać nosa zamiast się wstydzić i z przeprosinami zapaść się pod ziemię, ale to by zrobiła przyzwoita osoba, więc chyba nie mówimy o tobie.
On miał już takich jak ty tyle, że palców u rąk i nóg nie wystarczy.
Wdałaś się z żonatym bez wstydu!
On to facet, łowca, rozumiesz?
Jesteś dla niego tylko chwilowym romansem. Odbębni, pożegna się i koniec. Trzymaj się z daleka.
Mamy dwie córki, chcesz zobaczyć zdjęcie rodzinne? Olga wyciągnęła zdjęcie z torebki i podała osłupiałej Basi. O, tu jesteśmy w Sopocie dwa miesiące temu takie właśnie mamy szczęśliwe życie.
No i co, cicho siedzisz?
Czego pani ode mnie chce? Niech pani sobie radzi ze swoim mężem.
Poradzę sobie, nie martw się! Ostatnio zatrudnił się tu w fabryce, dobra pensja, a tu nagle ty wkraczasz nam w życie.
Odstąp od niego, nie wierz w żadne bajki, Tomek nie zamierza brać rozwodu. Szkoda twojego czasu. Ile ty masz lat? Trzydzieści?
Dwadzieścia pięć! obruszyła się Basia.
Tym lepiej. Masz jeszcze czas, żeby wyjść za mąż i urodzić dzieci. A Tomka zostaw w spokoju.
Basia nie słuchała dłużej Olgi, ruszyła na miękkich nogach przed siebie, bo życie, które zaczęła sobie wyobrażać, nagle się rozsypało jak domek z kart.
Zdrajca mamrotała Basia pod nosem, walcząc ze łzami. Nie pozwoli sobie jednak pokazać słabości na ulicy nie chce plotek w zakładzie.
Wieczorem Tomek przyszedł do niej z kwiatami, jakby nigdy nic. Z opuchniętymi od płaczu oczami wyrzuciła go z mieszkania, bez względu na jego przysięgi miłości i zapewnienia, że jest już z żoną dla siebie obcymi ludźmi.
Dwa tygodnie Basia dochodziła do siebie. Tomek więcej się nie pokazał, udawał, że jej nie zna, a na widok jej odwracał wzrok.
A nieszczęścia chodzą parami Poranne mdłości i zawroty głowy Basia zwalała na nerwy, ale potem zrozumiała: ta naiwna, gorąca miłość zostawiła ślad.
Sześć tygodni zabrzmiało jak wyrok.
Bała się zostać samotną matką. Wydawało jej się, że wszyscy już wiedzą i patrzą na nią z potępieniem, bo przecież popełniła błąd, zaufała komuś, kogo kompletnie nie znała.
Tomek zataił przed nią, że jest żonaty. Co mogła zrobić? Poprosić przy pierwszym spotkaniu o dowód? Nie nosił ślubu przecież nie każdy żonaty facet nosi obrączkę.
Dlaczego nie powinna była się domyślić, gdy prosił, żeby utrzymać ich związek w sekrecie w pracy?
Oszukał ją, ale od tego świadomość Basii nie stawała się lżejsza. A na dodatek ludzie w pracy zaczęli szeptać między sobą o wizycie żony Tomka.
Jestem w ciąży. Basia podeszła do Tomka w czasie przerwy na obiad, zdesperowana.
Dam ci pieniądze. Tylko załatw to. burknął do niej beznamiętnie.
A następnego dnia Tomek odszedł z pracy. Zniknął z jej życia na zawsze.
Basia wiedziała, że nie może tego przeciągać. Pomimo rad lekarki, wzięła skierowanie na zabieg.
I teraz siedzi na ławce, kurczowo trzyma karkę, jakby bała się ją zgubić.
Spieszysz się? zagadał chłopak w garniturze z wielkim bukietem bordowych chryzantem, siadając obok Basi.
Co? spojrzała na niego pustym wzrokiem.
Twój zegarek się spieszy wskazał na jej złocony zegarek na nadgarstku.
Ja zawsze nastawiam na dziesięć minut do przodu i tak ciągle się spóźniam. odparła obojętnie Basia, odwracając wzrok.
Piękna dziś pogoda, prawda? Prawdziwa złota jesień. Moja mama mówi, że właśnie takiego ciepłego jesiennego dnia podjęła najważniejszą decyzję w życiu i nigdy nie żałowała.
Wie pani? zagadał nieznajomy, zupełnie nie przejmując się smutkiem Basi. Moja mama jest wspaniała! pokazał kciuk. Jestem jej bardzo wdzięczny.
A tata? Basia spytała bez namysłu.
Mama nigdy nie opowiada o ojcu i ja nie pytam, widzę, że to dla niej trudny temat
A ja właśnie wracam z rozmowy o pracę. Wyobraża sobie pani? Spośród dziesięciu kandydatów tylko mnie wybrali, chociaż nie mam doświadczenia. Sam w to nie wierzę.
Mama dodała mi wiary w siebie.
Już wiem, jak wydam pierwszą wypłatę kupię mamie wycieczkę nad morze. Nigdy nie była nad Bałtykiem.
A pani była?
Nie Basia spojrzała na rozgadane chłopaka. Jej wzrok utkwił na jego bordowym krawacie.
Przystojny chłopak aż promieniował radością.
Prezent od mamy pogładził dumnie krawat, zauważywszy spojrzenie Basi.
Może panią zanudzam, ale tak bardzo chciałem podzielić się szczęściem Wydaje mi się, że potrzebuje pani rozmowy. Zawadziłem?
Basia pokręciła głową. Chłopak wcale jej nie irytował. Udało mu się zatrzymać czarny potok myśli, który nie opuszczał jej od kilku dni. Jego podziw wobec mamy wzbudził jej szacunek.
Co za oddane uczucie! pomyślała z zainteresowaniem. Jaka szczęściara z tej jego mamy Gdybym ja takiego syna miała
To ja już idę, mama czeka i się denerwuje a pani się nie spieszy!
Co takiego?
To ja do pani zegarka rozpromienił się chłopak.
A, rozumiem. uśmiechnęła się lekko w odpowiedzi.
Po chwili chłopak zniknął z pola widzenia. Basia popatrzyła na skierowanie, przez chwilę jeszcze ściskała je w ręce, po czym podarła na drobne kawałki.
Potem długo jeszcze siedziała na ławce, chłonąc ciepły, jesienny powiew słońca.
Na duszy zrobiło jej się lekko i ciepło po tej niespodziewanej rozmowie z kimś, kto wydawał się tak bliski, choć był zupełnie obcy.
Nie jest sama. Tamta kobieta sama wychowała i ułożyła życie swojemu synowi. Żałowała jedynie, że nie zapytała o jego imię ale to już nieistotne
Wybór został dokonany.
***
Dwadzieścia trzy lata później
Mamo, spóźnię się Staszek poprawiał fryzurę przy lustrze, a mama starannie wiązała mu bordowy krawat, kupiony specjalnie na rozmowę o pracę.
Może jednak zostaw ten krawat
To na szczęście, uwierz mi, na pewno cię przyjmą Teraz wyglądasz świetnie! zakończyła Basia i cofnęła się, by z dumą popatrzeć na syna.
Trochę się stresuję, a jak mi nie pójdzie
To twoje miejsce. Odpowiadaj tylko wyraźnie na pytania i nie zapomnij się uśmiechać. Jesteś najlepszy.
Dobrze, mamo Staszek cmoknął ją w policzek i pobiegł na rozmowę.
Basia patrzy za synem przez okno jej największe szczęście świata idzie z energią w stronę przystanku autobusowego.
Nagle ogarnia ją dziwne uczucie gdzieś już to widziała chłopak w garniturze, z bordowym krawatem… tamten chłopak w parku sprzed ponad dwudziestu lat
Staszek jakby przypominał jej dzisiejszego siebie.
A Basia przez lata zapomniała o tamtym spotkaniu, a przecież los ewidentnie pozwolił jej wtedy zobaczyć, przed kim się wahała, i skierował na właściwą drogę.
Dlaczego wtedy nie zapytała o jego imię, o mamę? W tamtej chwili to już nie miało znaczenia.
Wszystko ułożyło się wspaniale.
Po południu Staszek wraca do domu z ogromnym bukietem bordowych chryzantem, pasujących do jego krawata, i mówi Basi, że został przyjęty do firmy.
Obiecuje, że zabierze ją nad morze bo nigdy tam nie była.
Nadszedł czas, by to on zaopiekował się swoją ukochaną mamą. Jest gotów góry dla niej przenosić i rzekę odwracać. Taki właśnie jest syn Basi.
Cokolwiek spotkało je w życiu, zawsze mogli opierać się na sobie. Wszystko przeszli, wszystko wytrzymali, nie stracili ducha.
Basia ani przez chwilę nie żałowała, że została matką. To był jej własny, właściwy wybór.
Niech tak zostanie!



