Dziennik wpis osobisty
Dorastałam jako sierota, mając oboje rodziców wciąż żyjących. Mamę, Zofię, znałam tylko ze zdjęć i rozmów przez wideo. Z kolei tata mieszkał za ścianą u sąsiadów, ale mimo tego, nigdy nie włączał się w moje życie. Miałam wrażenie, że ojciec nawet starał się nie patrzeć w moją stronę, bym czegoś od niego nie chciała.
Kiedyś byłam zła na mamę, że zostawiła mnie w pogoni za własnym szczęściem, ale z czasem zaczęłam ją rozumieć. Trudno przecież zostać matką mając szesnaście lat, do tego gdy ojcem dziecka jest kolega z klasy i jednocześnie sąsiad.
Dobrze, że przynajmniej się nie przestraszyła i mnie urodziła. A mogło być różnie Zostawiła mnie pod opieką swoich rodziców moich ukochanych dziadków do których byłam ogromnie wdzięczna. Nie wiadomo, jak potoczyłoby się moje życie, gdyby matka została przy mnie, skoro, jak sądzę, nie miała do mnie żadnych uczuć macierzyńskich.
Za to moje dzieciństwo było cudowne, otoczone miłością i czułością.
Dziadkowie dbali o mnie, jakby byłam ich oczkiem w głowie. Mama co jakiś czas przysyłała z Warszawy modne ubrania czy zabawki.
Gdy Zofia poślubiła obcokrajowca, przesyłki i przekazy pieniężne tylko się nasiliły. Czasem wydawało mi się, że mama w ten sposób próbuje zagłuszyć poczucie winy względem mnie.
Na osiemnaste urodziny nawet przysłała pieniądze, by dziadek kupił mi mieszkanie w Krakowie. W końcu nadszedł czas na studia, a własny kąt to było coś znacznie pewniejszego niż pokój w akademiku.
Zofia powoli, krok po kroku, dawała mi do zrozumienia, że to wszystko robi dla mojego dobra.
Dziadkowie dziwili się, że nie miałam do mamy żalu, choć przyznam szczerze, nie czułam też do niej szczególnej bliskości ani ciepła.
W te rzadkie momenty, gdy Zofia przyjeżdżała do nas, często mylono nas z siostrami tak bardzo byłyśmy do siebie podobne, poza tym mama lubiła dbać o siebie i wyglądała o wiele młodziej niż wskazywał wiek.
No i co, Martynko, może w końcu pojedziesz ze mną zagranicę?
Nie, mamo. Muszę jeszcze studiować.
Studiuj, studiuj, jesteś taka mądra Tu masz mój nowy numer telefonu. Jakbyś potrzebowała pieniędzy czy czegoś, dzwoń w każdej chwili.
Dziękuję, mamo. Kupiłaś mi tyle rzeczy i dałaś tyle gotówki, że na pewno mi starczy na długo.
Chyba nawet nie zauważyłam grymasu mamy na słowo mama.
Nie dorosła jeszcze do tej roli. Swojemu mężowi z Niemiec powiedziała, że pomaga rodzicom i młodszej siostrze o tym, że zostawiła w Polsce dorosłą córkę, nie wspomniała. Może kochała mnie po swojemu, lecz raczej tak, jak kocha się znajomych czy kuzynów.
Ale kiedy Zofię zostawił mąż odszedł i wybrał swoją rodaczkę, to przyjechała najpierw do mnie.
Martyna, masz coś przeciwko, jeśli zamieszkam z tobą przez jakiś czas?
Nie mam, przecież i tak niedługo wychodzę za mąż, po ślubie planujemy zamieszkać z Krzysztofem.
Wychodzisz za mąż? Nie za wcześnie? Dopiero co skończyłaś dwadzieścia lat
Za wcześnie? chciałam już dodać, że przecież ona sama miała mnie jako szesnastolatka, ale ugryzłam się w język. Zresztą, jestem dorosła i sama zdecyduję, kiedy i za kogo wyjdę za mąż.
Często porównywałam rodziców Krzysztofa do swojej mamy. Oni pokochali mnie jak własną córkę, zaś Zofię nie obchodziło nawet, za kogo wychodzę za mąż.
Przyjadę na ślub, a na razie muszę odpocząć i nabrać sił. Jadę do Grecji.
Mmm Grecja Musi być tam pięknie Krzysztof czasem jeździ tam służbowo, właśnie wczoraj wyjechał na negocjacje
Do ślubu zostało tylko kilka dni. Byłam bardzo zmęczona przygotowaniami do tego, co wydało mi się najważniejszym dniem w życiu.
Krzysztof miał ostatnio sporo pracy i trochę się spóźniał. Mama wyjechała i od tamtej pory nie odezwała się, nawet nie wiedziałam co o tym myśleć.
Więcej niż pewna byłam za to jednego Krzysztof będzie wniebowzięty, gdy powiem mu, że wkrótce zostanie tatą!
Nie planowaliśmy dzieci przed ślubem, ale skoro wesele lada chwila, nikt nawet nie pomyśli, że zaszłam w ciążę przed zamążpójściem.
Nareszcie jesteś! Już myślałam, że zakochałeś się w jakiejś Greczynce i zmieniłeś zdanie.
Oj Martyno! O jakiej Greczynce mówisz? Wiesz, że nie szukam przygód.
Chociaż tu akurat trochę skłamał. Przygoda była i to całkiem niedawno.
Ta sytuacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba jakieś tajemnice, sekrety?
Stałam nieruchomo nie wiedziałam, co się dzieje.
Jakie sekrety? Przecież jestem w ciąży z Krzysztofem, powiedziałam mu, żeby uprzedził żonę
Powtórz jeszcze raz? Jesteś w ciąży z MOIM mężem? To jakiś żart?
Wyglądam na kogoś, kto żartuje? Poznaliśmy się w Grecji, spędziliśmy tam kilka nocy, a potem także tutaj, gdy szykowało się wasze wesele Krzysztof, powiedz jej, jak dobrze nam razem było!
Oboje! Wynoście się! Nie chcę was znać!
Martyna, przepraszam, to był błąd
Błędem było poślubienie kogoś, kto mógł okazać się tak podły!
Wniosłam pozew o rozwód. Krzysztofowi nie wybaczyłam, z mamą zerwałam kontakt.
Wróciłam do rodzinnej wsi, do dziadków. Przeniosłam ciążę bez komplikacji, urodziłam zdrowego synka.
Nie słyszałam już nic ani o mamie, ani o byłym mężu i nawet wiedzieć nie chciałam.
Pewnego dnia, miesiąc po narodzinach synka, zadzwonił telefon z porodówki w Krakowie:
Czy pani jest córką Zofii Marciniak?
Tak, stało się coś?
Pani mama zmarła podczas porodu. Przykro nam bardzo. Urodziła się dziewczynka, pomyśleliśmy, że może zechce pani ją zabrać. Proszę mamy ją kierować do domu dziecka, czy przyjedzie pani po siostrę?
Ja Tak Przyjadę!
Odebrałam dziewczynkę. Nie mogłam inaczej nie potrafiłabym.
Krzysztof i tak nie odebrałby dziecka, do dzisiaj twierdzi, że za wszystko winna była Zofia.
Moim zdaniem oboje byli winni, ale dzieci nie powinny cierpieć za grzechy rodziców.
Dzieci to szczęście. Moje szczęście. A szczęścia, jak wiadomo, nigdy nie za dużoKiedy przytuliłam malutką siostrę po raz pierwszy, jej mała dłoń zacisnęła się na moim palcu, jakby wiedziała, że jestem jej rodziną. W jednej chwili poczułam, że wszystko się zmieniło gniew na mamę, żal po Krzysztofie, lęk przed przyszłością to wszystko nagle straciło znaczenie. Zostałam z dwojgiem dzieci: synkiem i maleńką dziewczynką, niewinnymi istotami, którym byłam cały świat.
Przez pierwsze tygodnie nie spałam prawie wcale, karmiąc, przewijając, kołysząc do snu dwa małe serca pod swoim dachem. Ale nie narzekałam. Nawet patrząc na zmęczoną twarz w lustrze, czułam, jak powoli wypełnia mnie spokój, rodzaj szczęścia, który zna tylko ten, kto kocha bezwarunkowo.
Czas płynął. Uczyłam się codziennie nowych rzeczy: jak rozbawić dwumiesięcznego niemowlaka i trzyletniego chłopca jednocześnie, jak gotować z dzieckiem na biodrze, jak czytać bajki jednym uchem słuchając płaczu drugiego dziecka. Dziadkowie śmiali się, że nasz dom znów jest pełen dziecięcego gwaru, i pomagali, jak tylko mogli.
Czasami w nocy szeptałam do Zofii, że jej wybaczam. Może i ona była kiedyś zagubionym dzieckiem? Czułam, że chociaż nie potrafiła być mamą dla mnie, zostawiła mi w spadku siostrzyczkę ostatni dowód, że w życiu nigdy nie jest za późno na nowy początek.
Nauczyłam się, że rodzina to nie tylko ci, którzy cię zrodzili, ale ci, z którymi chcesz dzielić życie, śmiech i łzy. A jeśli wśród tych, których kochasz, znajdzie się skrzywdzone dziecko to twoje zadanie, by pomóc mu uwierzyć, że jest kochane i bezpieczne.
Każdego dnia patrzę w oczy mojego synka i siostry. To już nie jest historia o opuszczeniu i samotności. Teraz to opowieść o sile, która rodzi się z miłości i o tym, że nawet jeśli dorastaliśmy jak sieroty, potrafimy zostać najlepszymi rodzicami dla kolejnych pokoleń.
Nauczyłam się kochać naprawdę. I już wiem, że nigdy nie zostawię tych, którzy mnie potrzebują.
Oni są moim szczęściem. I ja jestem ich domem.



