TYLKO Zawołaj mnie… „Ogłaszam Was mężem i żoną!” – uroczyście zakomunikowała pani z Urzędu Stanu Cy…

TYLKO ZAWOŁAJ

Ogłaszam was mężem i żoną! powiedziała uroczyście urzędniczka z Urzędu Stanu Cywilnego, po czym nagle się zaksztusiła i zaczęła spazmatycznie kaszleć.
No, proszę To nie wróży nic dobrego skomentowała moja mama ten nieoczekiwany kaszel.
Zaproszeni goście wybuchli szmerem, zaszeptali cicho. Ja i Wioletta, jako młodzi narzeczeni, przestraszeni wymieniliśmy spojrzenia. Oboje mieliśmy po osiemnaście lat. W gruncie rzeczy dzieci. Ślub wyszedł nagle, pospiesznie, jakby zrobiony z pośpiechu. Wioletta wchodziła w małżeństwo z posagiem.
Za dwa miesiące, miało się narodzić nasze nieplanowane dziecko. Suknię ślubną wypożyczyliśmy w ostatniej chwili, buty Wioletta pożyczyła od swojej najbliższej przyjaciółki Małgorzaty. Zresztą, po latach, przydarzy mi się przelotny romans właśnie z tą Małgorzatą.
Tymczasem byliśmy młodzi i szczęśliwi.
Pewnego razu spacerowaliśmy z Wiolettą po parkowej alejce. Trzymałem młodą żonę za talię. Nagle podszedł do nas nieznany dziwak i cicho wyszeptał, patrząc mi w oczy:
Trzymaj mocno swoją żonę, bo zaraz ją zabiorą
Wydukał to, zrobił krok, zniknął za rogiem drzew. Śmialiśmy się chwilę, po czym zapomnieliśmy o tym dziwnym ostrzeżeniu. Całe życie przed nami! Komu uda się nas rozdzielić? Spróbuj tylko
Mój przyjaciel, który był świadkiem na ślubie, po kilku dniach rzucił:
Marek, nie mogłeś znaleźć sobie lepszej żony? Zobacz, ile wokół pięknych dziewczyn!
Machnąłem ręką:
Pewnie na ciebie czekają
I rzeczywiście, czekały. Przyjaciel miał cztery małżeństwa, wszystkie z kobietami pięknymi i mądrymi.
Urodziła się nasza córeczka, Weronika.
A potem czekała mnie służba wojskowa. Służyłem daleko od rodzinnego Krakowa. Tęskniłem za żoną i córką. Wioletta raz wysłała mi swoje zdjęcie. Długo trzymałem je pod poduszką, wierząc, że żona pojawi się w słodkim śnie.
Pewnego dnia wracam do wojskowego pokoju, a zdjęcie Wioletty leży na mojej szafce, pod spojrzeniem wszystkich. Ktoś wulgarnie je przerobił i podpisał. W złości rzuciłem się na współlokatora, pobiłem go dotkliwie. Odsiedziałem za to tydzień na wojskowym karcerze. Zepsute zdjęcie musiałem podrzeć i wyrzucić. Współlokator słusznie został ukarany.
Po powrocie z wojska byłem nieco zatwardziały. Dziwna złość na żonę nie dawała mi spokoju. Wydawało mi się, że młoda kobieta musi mieć choć jednego kochanka. Najpewniej, Wioletta mnie zdradzała przez te dwa lata.
Bo, gdy ją zobaczyłem po rozłące, była kompletnie zmieniona. Odprowadzała mnie szara myszka, zalękniona. Wróciłem stała przede mną piękna kobieta, pełna energii, błyszcząca seksualnością.
Czy to naprawdę ty, Wioletta? Nie poznaję cię! szeptałem jej do ucha.
Rozsadzała mnie duma z żony, lecz w umyśle zaczynał kiełkować robak niepewności. Może faktycznie nie jestem jedyny dla Wioletty? Na taki miód zawsze znajdą się chętni gdzie miód, tam i muchy Na wszelki wypadek znalazłem sobie kochankę. Żeby nie było mi żal, gdyby coś…
Wioletta dowiedziała się o moich podbojach po trzech miesiącach. Ledwo uprosiłem ją, żeby nie składała pozwu o rozwód. Wydała wyrok:
No i co, Mareczku, nie miej żalu
Wioletta spaliła wszystkie moje listy z wojska. Trzymała je w szkatułce, czasem czytała. Do łóżka byłem odwołany na czas nieokreślony. Do obiadu też nie zaproszono. Nasze rozmowy tylko o domowych sprawach.
Głupio wyszło: bij żonę dzień, płacz rok. Musiałem zorganizować dla żony i córki dodatkowy wyjazd do Sopotu poza sezonem. Morze, słońce, wino, owoce. Tam się pojednaliśmy.
Po powrocie rzuciłem moją kochankę.
Siedem lat z Wiolettą żyłem spokojnie. Dom cichy, prawie klasztorny. Ale być może czegoś żonie brakowało, może włoskiej pasji?
W pracy miałem jednego wesołka, duszę towarzystwa Borysa. Potrafił wplątać się w każdą rozmowę, był świetnym słuchaczem. Do niego chodzili koledzy, żeby się wyżalić na życie, żonę, teściową, świat. Borys wszystkich wysłuchiwał, dawał dobre rady. Pomyślałem zaproszę go na urodziny Wioletty, rozrusza imprezę. Gdybym tylko wiedział, dokąd to prowadzi!
Borys zjawił się ze swoją żoną. Tego wieczoru był królem stołu sypał żartami, toastami, śmiał się, wymyślał historyjki. Wioletta promieniała: uśmiechała się, podkładała gościom jedzenie, szczebiotała jak ptak. Urodziny zdecydowanie się udały. A miesiąc później zaczęły się dla naszych rodzin prawdziwe kręgi piekła.
Dzwoni do mnie żona Borysa i zaskakuje:
Marek, czy ty nie wiesz, że nasi małżonkowie się spotykają? Powiedz swojej Wioletcie, że będę walczyć o Borysa! Tylko niech nie łasi się na cudze! Mamy dwójkę małych dzieci!
Ja, głupiec, nic nie podejrzewałem! Czy Wioletta tak mści się za moje dawne grzechy?
Nie będę opisywał całego koszmaru. Żona Borysa prześladowała Wiolettę, groziła połknięciem tabletek i upublicznioną śmiercią. Zamknąłem Wiolettę w mieszkaniu na zamek, wyłączyłem telefon, straszyłem rozwodem. Nic nie pomagało. Prawda, ogień i kaszel nie ukryjesz ich przed ludźmi. Wtedy pobiegłem po pomoc do Małgorzaty, przyjaciółki żony.
Oświadczyła mi jak nóż:
Marek, tam jest miłość. Wioletta nie wróci. Nie masz do niej drogi.
Tak, dostałem baty z każdej strony. Z żalu zostałem u Małgorzaty prawie pół roku. Potrafiła mnie pocieszyć na chwilę.
Wioletta i Borys pobrali się. Nie widzieli nikogo wokół mieli swój raj, jedno tchnienie. Nienawidziłem ich, przeklinałem. Wyłem w środku, rwałem włosy z głowy. Jak mogłem stracić żonę? Szczęście z nieszczęściem na tym samym saniach jedzie.
Podobno czas goi rany. Nie wierzę. Moja rana zakleiła się cienką skorupką, jak pierwszy lód, ale boli. Przyjaciele starannie dobierali mi drugą żonę. Wybrali Piękność. Ożeniłem się szybko, żeby nie przemyśleć i nie uciec. Razem siedemnaście lat. Nie udało mi się zakochać w jej urodzie. Udaję szczęśliwego Bez nadziei, próbuję mieć nadzieję. Ale gdyby ktoś zszedł do podziemi mojej zmęczonej duszy! Tam na zawsze mieszka moja Wioletta! Czy kiedyś zawołaszW pewien jesienny wieczór, kiedy w Krakowie motyle już dawno przestały latać, a deszcz targał podwórze, usiadłem przy oknie i patrzyłem w ciemność przez szkło. Córka, dorosła, niezależna, podbijała świat własnymi ścieżkami. Druga żona zagrzewała się przy kuchni, w ciszy, której nauczyliśmy się oboje.

Zegar cykał monotonnie, jakby odliczał czas do momentu, w którym wszystko zacznie się od nowa. Z dziwnym, cichym pragnieniem westchnąłem: tylko zawołaj, Wioletta, a przybiegnę. Może to głupie, może niedojrzałe, może niepotrzebne. Ale miłość znaczy tyle, co gotowość do słuchania cichego głosu, nawet po latach, nawet kiedy nie pojawia się nigdy.

I wtedy, jakby świat chciał mi odpłacić za moją tęsknotę, wśród burzy i szumu tramwajów, usłyszałem dzwonek do drzwi. Zadrżałem.

Marek padło cicho z korytarza. Czy możesz mnie dziś wysłuchać?

Po tylu latach, z duszą rozdartą między tym, co utracone, a tym, co oswojone, rozpoznałem jej głos bez cienia wątpliwości. W to krótkie zawołanie wsączył się cały nasz dawny świat. Wstałem i ruszyłem w stronę drzwi, naiwny jak dawniej gotów wierzyć, że wszystko zaczyna się od nowa, kiedy tylko się zawoła.

Rate article
Fajna Tajna
TYLKO Zawołaj mnie… „Ogłaszam Was mężem i żoną!” – uroczyście zakomunikowała pani z Urzędu Stanu Cy…