Jestem od dziesięciu lat żoną. Mieszkam z mężem w dwupokojowym mieszkaniu w Warszawie. Spłacamy kredyt hipoteczny i jeszcze nie mamy odwagi zdecydować się na dziecko chcemy najpierw stanąć mocno na własnych nogach. Mam brata, Przemka. On też jest żonaty. Z żoną, Jagodą, oraz trójką dzieci gnieżdżą się w kawalerce na Pradze. Jagoda nie pracuje, a Przemek ima się dwóch etatów i dorabia gdzie popadnie. Pieniędzy nigdy im nie staje mają kilka kredytów na sprzęty domowe. My z mężem często im pomagamy raz gotówką, innym razem zakupami czy obiadem. Czasem potrafią poprosić, a czasem po prostu żądają.
Gdy przesadzają, musimy im stanowczo odmówić. Wtedy obrażają się na nas, lecz zawsze po kilku tygodniach wracają, jakby nigdy nic, z kolejną prośbą.
Ostatnio Jagoda, która jest w czwartej ciąży i już snuje plany na piątą, przyszła do mnie z tekstem:
Skoro wy z mężem nie macie dzieci, a my wkrótce będziemy mieli już czworo, to musicie oddać nam swoje mieszkanie!
Patrzę na nią zdumiona, pytam:
A gdzie my mamy się podziać? Do waszej kawalerki?
Niee, wtedy ją wynajmiecie komuś i z tego będziecie płacić za wynajem jakiegoś innego mieszkania dla siebie, odpowiedziała z przekonaniem. Kiedy zamierzacie się wyprowadzić?
Zatkało mnie. Zebrałam się w sobie i powiedziałam:
Wiesz co, może powinnaś skonsultować się z lekarzem, bo to co mówisz wydaje się zupełnie nie na miejscu. Wyjdź proszę z mojego mieszkania.
Na to ona spojrzała na mnie zimno:
Jak tak, to przez ciebie stracę dziecko, będziesz jedyna winna! i wyszła trzaskając drzwiami.
I tak się rzeczywiście stało. Tej samej nocy, po cichu, w trzecim miesiącu ciąży, wszystko się stało.
O drugiej w nocy pod moimi drzwiami pojawił się Przemek i zaczął mnie obrzucać oskarżeniami. Mój mąż, Tomek, próbował go uspokoić zapytał, o co chodzi. Wyjaśniłam całą sytuację. Tomek polał Przemka zimną wodą, żeby oprzytomniał, i wyprosił go z mieszkania.
Od tamtej pory nie mam już brata.
Życie nauczyło mnie, że granice i szacunek do siebie to nie egoizm, lecz konieczność. Dobroć nie polega na godzeniu się na wszystko kosztem własnego spokoju i szczęścia.



