A pamiętasz, Swietka… On już przywykł zaglądać do nich przez okno, bo mieszkali na parterze. Najpi…

A pamiętasz, Basia
Już dawno przywykł zaglądać do nich przez okno, bo mieszkali na parterze. Na początku chcieli wyżej, ale w końcu się przyzwyczaili. Najbardziej cieszyła się babcia nie musiała wspinać się po schodach. W soboty Jadwiga, Babcia Basi, piekła drożdżówki, racuchy lub inne pyszności, zawsze pachnące, rozpływające się w ustach.
Zapach wypieków unosił się przez otwarte okno kuchni, kusząc chłopców grających w piłkę pod blokiem. Mirek podchodził do okna po swojemu, nie od strony kuchni, ale od drugiej strony domu, podkładał stary skrzynkę znalezioną w trawie i stając na niej, zaglądał do Basi. Ona zawsze wiedziała, że zaraz się pojawi biegła do okna, gdy tylko słyszała, że się wdrapuje.
Zaraz przyniosę ci drożdżówki, babcia upiekła. Jej różowa wstążka, związana w jasne włosy w kitkę, rozwiązała się i trzepotała przy każdym kroku.
Smaczne Mirek żuł z apetytem, zerkając do pokoju. Zrobione po polsku? pytał.
Jasne, już są gotowe.
Pożyczyłabyś zeszyt?
Basia chętnie podawała zeszyt. Tylko pamiętaj, jutro rano oddaj, zabiorę przed lekcjami.
Mirek uczył się nieźle, ale, jak wielu chłopaków, był leniwy, choć bardzo zdolny. Z matematyki radził sobie świetnie, ale uciekanie na podwórko zabierało mu czas na naukę. W latach dziewięćdziesiątych jeszcze nie było smartfonów, dzieciaki mogły biegać do zmroku i nikt nie przejmował się, że nie wracają.
W ósmej klasie Mirek pierwszy raz niósł Basi tornister, wymachując nim i opowiadając o nowym filmie. A w dziewiątej klasie drobna, piwnooka Marysia, zgodnie z cichą umową chłopaków, została najładniejszą dziewczyną w szkole. I Mirek zwariował. Nie spuszczał wzroku z Marysi, kręcił się blisko, odprowadzał ją pod sam dom. Basia sądziła, że to wszystko minie. Teraz ona odprowadzała Mirka lub czekała przy oknie, aż zapuka i powie: Basia, pożyczyłabyś zeszyt?
Marysia potrafiła trzymać na dystans, ale przywiązywała do siebie mocno. Mirek szarpał się między Marysią, która raz była życzliwa, raz go odrzucała, a Basią, która czekała zawsze.
Nadal zaglądał do niej przez okno, a ona stawiała na parapecie kubek z herbatą, parującą, i przynosiła ciastka, jeśli nie było drożdżówek.
Słyszałaś, nasi przegrali oznajmiał, mając na myśli piłkę nożną. Basia oczywiście wiedziała, bo znała wszystko, co interesowało Mirka. Oglądała mecze, czytała sportowe wiadomości, oglądała horrory, które wprawiały ją w złość, ale zawsze mogła podjąć rozmowę z Mirkiem, gdy pytał o film.
Była dla niego jak najlepszy przyjaciel, zawsze wspierała. Mirek przychodził do niej, bardziej jak do kogoś, kto zrozumie, wysłucha, pomoże. Z Marysią Marysią tylko się zachwycał, myślał o niej, tęsknił, żalił się Basi, że Wojtek odprowadza Marysię.
Po maturze cała trójka dostała się na różne uczelnie. Mirek już nie wpadał do Basi po zeszyt, tylko nie odstępował Marysi. U Basi pojawiał się rzadko, z sentymentu. Raz wybrali się do kina i Mirek gadał bez przerwy, jakby musiał się wygadać.
Mirek, w sobotę mam urodziny. Zapraszam cię. Przyjdziesz? patrzyła na niego szarymi, zakochanymi oczami.
Mirek się zamyślił. W sobotę? No, w sumie mogę. Dobrze, przyjdę. Kto jeszcze będzie?
Rodzice, babcia, Weronika z Dominikiem, Ola znasz przecież, wszyscy nasi.
No to ok, wpadnę.
W sobotę jednak Mirek nie przyszedł. Wpadł za tydzień, rozdrażniony, przygaszony. Mirek, co się stało? Jesteś taki smutny.
Powiedział, że Marysia wyjechała na praktyki, nawet mu nie powiedziała, że wyjeżdża. Basia uspokajała go (choć kosztowało ją to wiele). Czekałam na ciebie w sobotę powiedziała cicho.
Co było w sobotę?
Miałam urodziny
Aaa, pacnął się w czoło, Basia, zapomniałem, nie gniewasz się przecież
Nie, jasne, zdarza się.
Podszedł do okna. A pamiętasz, jak w wakacje karmiłaś mnie drożdżówkami? Tam pod oknem stał skrzynka, wchodziłem na nią, a na parapecie jak na stole już herbata i dżem.
Basia uśmiechała się, to wspomnienie ogrzewało jej serce, było miło, że Mirek pamięta. Znów beztrosko gadali, wspominali podwórkową ekipę, kolegów z klasy, jak kiedyś uciekli z lekcji, a wychowawczyni przyłapała ich w parku i zaprowadziła z powrotem na historię.
Na piątym roku Mirek był wniebowzięty: Marysia zgodziła się wyjść za niego. Wniósł tę wiadomość Basi. A ona trzymała się, zagryzając wargę, by nie rozpłakać się. Słuchała go, jak zwykle będąc tylko dobrym towarzyszem, któremu wszystko można powierzyć.
Tydzień płakała w poduszkę, wyrzucając sobie, że przez tyle lat nie wyznała mu miłości.
Potem odwiedził ją jeszcze raz. Babcia i rodzice byli na gościnach. W domu było cicho, Basia siedziała owinięta w stary koc, oglądała telewizję. Nie wierzyła na początku, że za drzwiami słychać głos Mirka.
Otworzyła, widząc go, przybitego, z martwym wzrokiem, opierającego się ramieniem o ścianę. Co ci się stało? przestraszyła się.
Wszedł. Usiadł w jej pokoju. Wydawało się, że zaraz się rozpłacze. Mireczku, no powiedz, co się dzieje, proszę.
Ona ona nie będzie ślubu powiedziała, że kocha kogoś innego. Basia nigdy nie widziała go tak załamanego. Zbliżyła się do niego, położyła ręce na jego ramionach. Mirek, uspokój się, może jeszcze wszystko się ułoży
Nic się już nie da zrobić, nic, ona sama powiedziała i zabrała dokumenty rozumiesz, to już koniec, w jego oczach błysnęły łzy. Opadł głową na jej kolana, zsunął się z kanapy, wtulił się w dół Basiowej sukienki. Nie da się, Basia, nie da się
Mireczku, kochany, uspokój się, zrobię ci herbatę z miętą pamiętasz, jak pijaliśmy razem na parapecie?
Pamiętam, Basia, pamiętam, tylko ty mnie rozumiesz, jesteś świetna, zaczął całować jej kolana, najpierw niepewnie, potem coraz więcej, nerwowo, jakby przez pocałunki chciał wypuścić całą ból. Wstał, objął ją w pasie, całował twarz, szyję, szeptał coś.
Mirek, przestań, dlaczego
Basieńko Basieńko
Mirek, Mireczku, ja cię kocham! Zawsze kochałam, od szóstej klasy cię kocham, mój miły
Wyszedł dopiero po północy, spuszczał wzrok z winą, nie patrząc Basi w oczy. No, to do zobaczenia, przyjdę
Będę czekać patrzyła za nim, dopóki nie zamknęły się drzwi na klatce.
Mirek nie przyszedł, jakby tamten wieczór był tylko snem. Sama zaczęła sądzić, że to był po prostu sen. Wkrótce Mirek obronił dyplom i wyjechał na Pomorze.
Trzeba coś zrobić! szeptał wzburzony ojciec. Możemy pojechać do jego rodziców, w końcu.
Rozumiesz, że ona nie chce! Rozumiesz, że jest roztrzęsiona, a to może zaszkodzić dziecku odparła matka. Poza tym Mirek wie o ciąży, mówiła mu. A on zachował się, jak obcy może specjalnie wyjechał
Nie, nie można tak zostawić to oburzające nie ustępował ojciec.
Babcia próbowała odciągnąć myśli robótkami i czasem ocierała łzę. Było jej żal wnuczki: mądrej, dobrej dziewczyny
Gdy urodziła się córeczka, Basia zdobyła numer do Mirka (wyprosiła u kolegi z roku) i zadzwoniła, mówiąc tylko jedno zdanie: Mirek, mamy córkę. Nazwałam ją Mirka.
On ledwo coś wydukał, było słychać tylko: Gratuluję.
Gdy Mirka miała półtora roku, rodzice oznajmili, że w końcu spłacili nową dwupokojową mieszkanie, przeprowadzają się tam z babcią. Będziemy przyjeżdżać, pomagać, obiecała mama.
Basia rozpłakała się.
Po co te łzy? Codziennie będę przychodzić, zabierać Mirki do siebie, przecież bierzesz zlecenia do domu
Po prostu przywykłam, gdy wszyscy razem przyznała Basia.
Córuś, czas płynie, musisz się urządzać, samotnie prościej sobie życie ułożyć uspokajała mama.
Ostatnio Basia dostawała od rodziców, babci, przyjaciółek coraz częściej rady, by układać sobie życie, bo jest młoda i z dziećmi też można wyjść za mąż.
Po tygodniu dwupokojowe mieszkanie było wyłącznie do dyspozycji Basi. Mała Mirka, śmiejąc się, próbowała chodzić, chociaż lądowała na miękkim miejscu, zaraz wstawała i wyciągała ręce do mamy. Basia podnosiła ją, tuliła, śmiała się razem z nią.
Przyszedł nagle. Zawsze pojawiał się niespodziewanie. Tak jak wtedy, gdy rozpadła się jego przyszła ślub z Marysią.
Myślała, że to ojciec zapowiadał się ale w drzwiach stanął Mirek z wielką czerwoną zabawką strażackim wozem.
Cześć! Jesteś sama? Nie przeszkadzam? Mogę wejść?
Był dojrzalszy, szczuplejszy, rysy twarzy ostrzejsze.
Wejdź.
Proszę, postawił na podłodze samochód.
Z pokoju dobiegł płacz dziecka, Basia wróciła, wzięła Mirka na ręce. Mam córkę, wskazała na zabawkę.
Mirek uderzył się w czoło: Przepraszam
Weź wóz, oddasz komuś powiedziała Basia.
Zdjął kurtkę, poszedł do kuchni. Prawie wszystko jak dawniej, nic się nie zmieniło. Może poczęstujesz mnie herbatą?
Włączyła czajnik, nie puszczając córki. Mirek czuł się nieswojo, szukał nici rozmowy.
Zapatrzył się na Basię, jasnowłosą, z rozpuszczonymi włosami, w długiej do kostek sukience, trzymającą córkę na rękach. Wyglądasz jak Madonna wymamrotał.
Basia milczała.
Pamiętasz, babcia piekła te drożdżówki A pamiętasz, jak na parapecie piliśmy herbatę? W twoim pokoju. A jeszcze, jak babcia podlewała kwiaty, resztę wody wylała przez okno, a stałem akurat pod oknem uśmiechnął się słabo. A pamiętasz, Basia
Nie pamiętam przerwała mu Basia, naturalnie, niemal obojętnie. Mirek zamilkł. Odpowiedź nie była złośliwa, nie dlatego, że pomylił się, sądząc, że Basia ma syna. Była szczera. Ona naprawdę zaczęła już zapominać szczegóły ich spotkań. Teraz miała córkę, poświęcała jej cały czas, cieszyła się, podziwiała, uczyła się jej pierwszych słów, zapamiętywała wszystko, obserwowała, jak Mirka zasypia, budzi się, bawi
Pij herbatę, muszę córce ugotować kaszę.
Po raz pierwszy Mirek poczuł, że w tym domu już na niego nie czeka. Wstał, założył kurtkę. Dobra, innym razem. Pójdę, bo nie masz czasu. Stał jeszcze chwilę, jakby Basia miała go zatrzymać, ale się nie doczekał.
Zamykając za nim drzwi, cicho powiedziała: Już nie będzie innym razem. Tu już nie podaje się herbaty. Ani kawy.
Wróciła do córki, uniosła ją na ręce, pocałowała i poszła gotować jej kaszę.

Rate article
Fajna Tajna
A pamiętasz, Swietka… On już przywykł zaglądać do nich przez okno, bo mieszkali na parterze. Najpi…