– Jak długo jeszcze zamierzasz rodzić? – zapytała mnie z przekąsem moja teściowa.

Co ty jesteś, fabryką dzieci? Ile jeszcze zamierzasz urodzić? złośliwie zagadnęła mnie teściowa mojego męża. Dzień dobry, pani Marianno, może bez takich uszczypliwości? Michał mówił, że spodziewamy się dziecka i to panią tak zirytowało? odpowiedziała spokojnie Żaneta.

A jakże! Już po trzecim wnuku prosiłam cię, żebyś przestała się rozmnażać. Ale przecież do mądrej kobiety nic nie dociera! Na Nowy Rok dałam ci paczkę prezerwatyw, żebyś się wreszcie zabezpieczała, a ty swoje! burknęła teściowa.

Do dziś pamiętam, jak pani Marianna na Sylwestra wręczyła mi pokaźną paczkę prezerwatyw. Wtedy były właśnie urodziny naszego najstarszego syna, więc teściowa dobitnie dała nam do zrozumienia, że już pora przestać z tymi dziećmi.

Słyszałyśmy pani rady, ale z naturą się nie wygra powiedziałam łagodnie.

Chcesz być zabawna? To radź sobie z dziećmi sama, ja już więcej ci nie pomogę I wcale nie pomagała Ale zanim dokończyłam, w słuchawce zadzwonił sygnał zakończenia rozmowy.

Rzuciłam telefon na łóżko, uśmiechnęłam się i pogłaskałam po brzuchu, choć był jeszcze zupełnie płaski. Spodziewaliśmy się czwartego dziecka to bardzo nie podobało się pani Mariannie. Nigdy nie mogłam pojąć, dlaczego matka ukochanego jest aż tak rozdrażniona.

Teściowa ani razu nie zajęła się wnukami, nie wsparła nas finansowo. Najwyżej raz w miesiącu odwiedziła maluchy. Prezenty przynosiła tylko na święta. Nie ukrywam, było mi z tym przykro, ale zawsze milczałam. Teściowa nie była przecież biedna, mogła chociaż czekoladę kupić wnukom, ale chyba nie miała na to serca. Jednak nigdy nie żaliłam się mężowi. Najważniejsze, że dzieci są ubrane, najedzone i szczęśliwe.

Michał wracał z pracy z dobrą pensją, ja starałam się dorabiać w domu. Gdy mój niewielki interes zaczął przynosić przyzwoity dochód, zatrudniłam nianię, żeby dzieci nie przeszkadzały mi w pracy. Opiekunka bawiła się z nimi i chodziła na spacery, a ja mogłam spokojnie pracować.

Tworzyliśmy naprawdę zgraną rodzinę, choć całą tę idyllę burzyła niechęć pani Marianny. Od początku mnie nie polubiła, a gdy zaczął rodzić się jeden wnuk po drugim, złość tylko w niej rosła.

Najgorzej zniosła narodziny trzeciej wnuczki naciskała wtedy na aborcję. Potem, z upływem czasu, faktycznie się do dziewczynki przywiązała. Gdy wszystko ucichło, dowiedziała się o czwartej ciąży. Nie planowaliśmy dziecka tak szybko, ale stało się. Wierzyliśmy, że skoro Bóg daje, to i pomoże wychować.

Radość była ogromna, ale nie u teściowej. Żaneta dobrze wiedziała, że pani Marianna najbardziej martwi się, że syn przestanie jej pomagać finansowo. Michał regularnie przekazywał jej pieniądze, a tu, przy czwórce dzieci, koszty miały wzrosnąć i jej sklepik pewnie przestanie funkcjonować.

Nie miałam nic przeciwko, by mąż czasem wsparł matkę. Ważne tylko, by dzieci nie cierpiały przez to niedostatku. Pieniądze jeszcze nam wystarczały, więc wspierałam dobre uczynki Michała zaleczył matce zęby, zabrał ją nad Bałtyk, opłacił drobny remont mieszkania.

Jeśli miałam rację i teściowa rzeczywiście troszczy się jedynie o własne zabezpieczenie, to z biegiem lat nie będzie jej lżej. Jej napomnienia i lamenty doprowadzały mnie do rozpaczy, choć przecież wiedziałam, że nie zmusi mnie, bym przerwała ciążę.

Postanowiliśmy urodzić czwartego potomka tak miało być i już. Pozostaje jednak pytanie: czy teściowa ma prawo decydować o tym, ile dzieci powinniśmy mieć? Dziś, po latach, wiem jedno rodzina jest najważniejsza, nawet jeśli nie wszyscy to rozumieją.

Rate article
Fajna Tajna
– Jak długo jeszcze zamierzasz rodzić? – zapytała mnie z przekąsem moja teściowa.