Moja siostra jest absolutnie pochłonięta pracą, cała jej uwaga skupia się na karierze zawodowej, piszę dziś w swoim dzienniku. Ma już czterdzieści lat, jest sama, nie ma dzieci. Kupiła sobie mieszkanie i samochód w Warszawie. Rzadko się ze mną kontaktuje, sporadycznie rozmawia z rodzicami, ale zawsze oczekuje czegoś z ich strony.
Nasza relacja była zawsze chłodna, właściwie od dzieciństwa, głównie ze względu na różnice charakterów i wyglądu. Ja jestem spokojna, rodzinna, wyszłam wcześnie za mąż, mam troje dzieci i skupiam się na prowadzeniu domu. Moja starsza siostra to typ ambitny, zawsze dąży do celu, pracuje ciężko, często wyjeżdża na delegacje, więc kontakt z rodziną jest u niej właściwie symboliczny, zwłaszcza podczas świąt czy uroczystości w rodzinnym domu. Ja natomiast utrzymuję bliski kontakt z rodzicami pomagają mi przy dzieciach, chodzą z nimi na szkolne występy, organizujemy u nich urodziny i święta w ich dużym, trzypokojowym mieszkaniu.
Teraz mieszkam z rodziną w niewielkim jednopokojowym mieszkaniu w Krakowie. Gdy rodzice zobaczyli, jak nam ciasno, zaczęli zastanawiać się, jak nam pomóc. Po długich rozważaniach zdecydowali się na zamianę mieszkań, by oddać nam swoje większe lokum. Nasze małe mieszkanie nie spełnia naszych potrzeb, nie mamy możliwości rozbudowy, tylko mój mąż pracuje, nie stać nas na kredyt więc ich decyzja jest dla nas ogromną pomocą. Chcieli jak najszybciej przekazać nam swoje mieszkanie, własność również przechodzi na mnie.
Nie spodziewali się jednak takiej reakcji mojej siostry. Gdy się dowiedziała, wybuchła: To mieszkanie będzie tylko dla Rebeki? A co ze mną? Czy ja nie jestem waszą córką? Mama próbowała jej wyjaśnić: Kochanie, spróbuj zrozumieć. Przecież nie ignorujemy cię. Ty wszystko osiągnęłaś sama, jeśli chcesz coś większego, wierzymy, że dasz sobie radę. Rebeka ma rodzinę, dzieci, mieszka w jednym pokoju. Jej sytuacja jest naprawdę pilna. Ale mimo tłumaczeń, siostra poczuła się pominięta i zaczęła wyrażać rozgoryczenie. Nie wytrzymałam i wtrąciłam się: Zachowuje się jak rozkapryszona dziewczynka, której nie dali cukierka. Mama ma rację potrzebujemy tej pomocy bardziej. Ona ma wszystko. Chce kolejny urlop na Bali? Przecież sama odsunęła się od nas, nie odbiera telefonów tygodniami. Myśli tylko o sobie.
Zastanawiam się, czy ona naprawdę jest tak skoncentrowana na sobie, że nie widzi naszych potrzeb, czy też jej niezależność i prawa jako córki wymagają, byśmy uwzględnili ją w sprawie mieszkania? Czy to egoizm, czy tylko zwykła potrzeba uznania? Odpowiedzi nie znajduję, bo każda z nas jest inna i czasem mam wrażenie, że polskie rodziny tak właśnie funkcjonują: każdy walczy o swoje, a kompromis jest najtrudniejszy.



