Moja żona i ja poznaliśmy się przypadkowo, będąc współlokatorami w akademiku podczas studiów. Z początku była to zwykła koleżeńska relacja, lecz z czasem przerodziła się w coś więcej, aż w końcu zostaliśmy parą. Choć mieszkanie w akademiku miało swoje uroki, wiedzieliśmy, że nadchodzi moment, by zrobić krok naprzód i założyć własną rodzinę. Wraz ze wzrostem naszych dochodów zdecydowaliśmy się zainwestować w mieszkanie, co oznaczało konieczność sprzedaży dwóch pokoi w akademiku, które wcześniej posiadaliśmy.
Trzymaliśmy nasze plany w tajemnicy, chcąc wyremontować mieszkanie i zorganizować dla rodziny wesołe przyjęcie z okazji przeprowadzki. Jednak brat mojej żony był świadom tego, że zamierzamy sprzedać pokoje, i wyszedł z propozycją:
Sprzedajcie mi te pokoje za trochę niższą cenę! W końcu jesteśmy rodziną, mówił, licząc chyba na współczucie i tłumacząc, że może spłacać w ratach, bo ma dwoje dzieci. Twierdził wręcz, że te pokoje są niewiele warte i trudno uzasadnić, by płacić za nie jakiekolwiek pieniądze. Nie wiedział jednak, że dawno już sprzedaliśmy pokoje w akademiku i za uzyskane złotówki kupiliśmy własne mieszkanie.
On sprytnie zdradził nasze plany, rozpowiadając wszystkim o naszym nowym lokum. Zamiast cieszyć się z naszego szczęścia, mój brat był wyraźnie zły i odszedł bez słowa. Dało się zauważyć, że liczył na własną korzyść, jednak tym razem nasza przezorność okazała się lepsza niż jego próby wyłudzenia.



