NIEWYCZERPANA MIŁOŚĆ
Dawno temu, jeszcze w czasach, kiedy wszystko wydawało się możliwe, Paweł ożenił się z Haliną z wielkiej miłości i zgodnego porozumienia dusz. Lecz z biegiem lat uczucie Pawła najpierw jakby cieniutkim strumykiem, potem rwącym potokiem zaczęło wyciekać z ich związku, tracąc po drodze swój dawny blask. Nawet narodziny córki nie zatrzymały tego procesu wręcz przeciwnie, wszystko się tylko nasiliło. Uczucie Pawła rozpraszało się raz po raz wdawał się w zauroczenia, krótki aferek, nieustanne zakochania
Paweł nigdy nie należał całkowicie do żony, a nawet nie próbował. Kobiety ulegały jego charyzmie, śmiałości, uśmiechowi i może jeszcze czemuś, czego nie sposób nazwać. Swą niestrudzoną miłość rozdawał wszystkim szczupłym i pulchnym, jasnym i ciemnym, roześmianym i zamyślonym, zamężnym i tym, które wciąż szukały swojego szczęścia. Kobiety mu odpowiadały, a Paweł przechodził przez życie jak przez kwitnący sad.
Halina niby niczego nie zauważała, w każdym razie nie czyniła wyrzutów, nie urządzała dantejskich scen. Paweł zaś nie zapominał o niej był dobrym mężem w tym, co dla niej najważniejsze.
Aż w końcu pojawiła się Joanna. To dla niej Paweł stracił głowę jak nigdy dotąd. Z Joanną spędzał każdą wolną chwilę, zapominając o całym świecie (poza żoną, rzecz jasna). Joanna zresztą miała męża, z którym często się kłóciła i godziła. Dla niej Paweł był świeżym powietrzem, całym wszechświatem. Ich romans trwał niemal trzy lata.
A przecież Paweł i Halina mieli córkę, Marię, która po maturze pojechała na program wymiany do Stanów. Do rodzinnego Gdańska już nie wróciła wyszła za mąż za Amerykanina w Chicago, urodziła trzy córki. Mnóstwo obowiązków, a więc wezwała rodziców na pomoc. Jej mąż miał tylko ojca Johna matka umarła dawno temu.
Paweł z Haliną przyjechali do córki, dwa lata opiekowali się wnuczkami. Wtedy Paweł zapragnął wracać do Polski. Halina była zdziwiona po co ten pośpiech? Paweł nie tłumaczył, po prostu któregoś dnia wyjechał. Po powrocie do Gdańska natychmiast udał się do Joanny.
Joasiu, weź mnie z powrotem! Życia bez ciebie nie widzę! Powiedz tylko słowo, zostaję na zawsze! Oczarowałaś mnie!
Pawle, zapomniałeś chyba, że mam męża. Cieszę się, że przyjechałeś, ale to wszystko odpowiedziała Joanna.
Paweł nie był przygotowany na odrzucenie. Pokonany wrócił do Chicago, do rodziny. Tam żona przygotowała dla niego niemałą niespodziankę.
Pawle, wraz z Johnem zdecydowaliśmy się związać nasze losy. Myślę, nie masz mi nic do zarzucenia. Pozwalam ci odejść, gdzie dusza zapragnie. Wnuczki wychowamy bez ciebie. A zresztą czego mógłbyś ich nauczyć? zadrwiła Halina.
Od kiedy to wiesz? spytał Paweł z niepewnością.
Przyjaciele nigdy nie zawodzą uśmiechnęła się z triumfem Halina.
Wrócił więc Paweł do opuszczonego domu w Gdańsku. Oczywiście, najpierw udał się do Joanny.
Joanno, może jednak zmienisz zdanie? Zamieszkajmy razem prosił z nadzieją.
Pawle, będziesz szukał szczęścia po Amerykach, a ja mam tu czekać? To mój mąż postawił mnie na nogi, a ciebie już dawno nie było, gdy najbardziej tego potrzebowałam.
Odrzucony mąż i kochanek, Paweł zamknął się w domu i nie wychodził przez trzy dni.
Aż tu nagle, ktoś zapukał do drzwi. Przed progiem stała młoda kobieta.
Dzień dobry, panie Pawle! Pamięta mnie pan? Jestem Olga, przyjaciółka pańskiej córki. Co słychać u Marysi? uśmiechnięta i trochę zmieszana, weszła do środka.
Wszystko dobrze, Olgo Pamiętam cię. Paweł odpowiedział z obojętnością, ziewając.
Panie Pawle, może ma pan trochę soli? Przecież jesteśmy sąsiadami Olga stała pewniej na nogach.
Paweł spojrzał na młodą kobietę. Była urocza i łagodna.
Wejdź, Olga, zrobię herbatę odparł, już bardziej zainteresowany.
Panie Pawle! Od młodości pana kocham. Dla mnie jest pan ideałem! Co z tego, że wyszłam za mąż? Wiecznie był pan zajęty Ale ja nigdy nie przestałam czekać! wyznała Olga bez skrępowania.
Wówczas Pawłowi stuknęło 56 lat, Oldze 33. Ich młoda rodzina oczekiwała na przyjście na świat kolejnego potomkaPrzez chwilę Paweł patrzył na Olgę, widząc w niej odbicie wszystkich utraconych i nieotrzymanych miłości. W jej oczach tliła się nadzieja, jakby świat jeszcze na coś czekał, jakby nie wszystko zostało powiedziane. Rozległo się bicie zegara powolne i jednostajne dźwięk, który zwykle niósł pustkę, teraz przypominał melodię czegoś zupełnie nowego.
Uśmiechnął się lekko, zaskoczony samym sobą. Dłoń Olgi była ciepła, kiedy podał jej filiżankę herbaty. Przez okno wpadał blady promień słońca, rozświetlając zakurzoną kuchnię. Siedzieli naprzeciwko siebie, śmiejąc się z niezręczności ciszy. W pewnym momencie Paweł powiedział:
Wiesz, Olgo, życie mnie trochę przeczołgało, ale może może jeszcze mam w sobie odrobinę miłości?
Olga skinęła głową, nie spuszczając z niego wzroku.
Bo do kochania nigdy nie jest za późno szepnęła.
Za oknem przeszedł kot, przystanął, zamiauczał. Paweł i Olga spojrzeli na siebie rozbawieni. Najprostsza obecność drugiego człowieka okazała się najlepszym lekarstwem na pulsującą pustkę. Po raz pierwszy od lat Paweł poczuł, że dopiero teraz rozumie sens słów: miłość jest niewyczerpana.
I w tej zwyczajnej kuchni, pośród herbaty i cichego śmiechu, Paweł uwierzył, że początek może nadejść nawet po końcu.



