No, już go zabierz na stałe! Po co te wszystkie ceremonie? rzuciła z irytacją Zofia.
Zapomniałaś zapytać, co mam zrobić! w tym samym tonie odpowiedział Michał.
Gdybyś choć raz w życiu zapytał, nie byłoby tego problemu! sparowała Zofia.
Gdybym miał się o co pytać, to bym zapytał! zachichotał Michał. To nie od ciebie zależy, co się stanie!
Więc nie ty mi dyrektywy wydajesz, co mam czynić i jak się zachowywać!
Nie masz sumienia wkurzyła się Zofia. Dobrze, ale przynajmniej pomyśl o synu!
A ja co, nie myślę? ryknął Michał. Właściwie to bardziej o nim myślę niż o tobie!
I nie tylko myślę, ale i go utrzymuję, i wychowuję!
A ty możesz dalej grozić, że wyjdziesz do roboty!
Wyjdę! zakrzyczała Zofia. Jak tylko znajdę jakieś zajęcie!
Najpierw znajdź! nie obniżając głosu, odparł Michał. A potem otwórz szeroko usta!
Michał posłuchał przez chwilę złości Zofii, po czym znów zabrał się do pakowania.
Rozumiesz, Kacperowi przykro, że ciągle jesteś z Romkiem powiedziała Zofia względnie spokojnie. A kiedy jesteś z nimi, nawet ja zauważyłam, że Romkowi poświęcasz więcej uwagi!
Ten jest starszy! Z nim jest o czym pogadać, a chłopiec już zaczyna rozmyślać!
Trzeba zrozumieć, kim się stanie! odparł Michał.
A czy los naszego syna już cię nie interesuje? dopytała Zofia.
On wciąż jest mały! Zgodnie z prawem potrzebuje przede wszystkim matczynej troski, a nie ojcowskiej!
Więc zajmij się Kacprem, dopóki nie dorosnie! A ja
Będę spędzać czas z bratem, dokończyła Zofia wypowiedź, wtrącając się w miejsce męża. Słyszysz? Z bratem! I przy tym lekceważę własnego syna!
Nikt nikogo nie wypluwa! zmarszczył się Michał. Daję wszystkim czas! Ale nasz Kacper ma ojca, który jest zawsze przy nim, a moja siostra wychowuje syna z mamą, nie z facetem!
Dwie kobiety to nie to, czego potrzebuje chłopiec w dwunastu lat!
Powiedz mi, czy mam okazać chłodną postawę wobec tego, jak dwie kobiety łamią psychikę mojemu bratowi?
Czy wtedy stanie się prawdziwym mężczyzną?
Michał, mam wezwać naszą mamę, żebyś się zainteresował Kacprem? wykrzyknęła Zofia.
Odprawcie się! ryknął Michał. Nie brakowało mi tylko twojej matki!
A Kacper? zapytała Zofia z wrogością.
Oczywiście zostanie ze mną! Nie masz mu nic do zaoferowania! odpowiedział z szyderczym uśmiechem. Myślałaś, że zapewnię ci bajkowe życie z alimentami?
Nie dostaniesz! Będziesz sama płacić! Najpierw znajdź pracę, żeby nie siedzieć w domu!
Zofia musiała przyłknąć tę urazę, bo Michał miał rację. Nie miała niczego w zanadrzu.
Ambicje zniknęły w czasie małżeństwa, a dyplomu już nie było.
Została na urlopie macierzyńskim i nigdy nie wróciła na ławkę uczelni.
Michał kontynuował pakowanie w absolutnej ciszy.
Czy kupiłeś wszystkie te zabawki dla Romka? zapytała Zofia, przerywając milczenie. Myślałam, że Kacper też dostanie coś
Ma już wystarczająco, odrzekł z nonszalancją Michał, a Romkowi nie ma kto nic dać, oprócz wujka!
Moja matka, jego matka obie nic nie znaczą! A Kacper? Szkoda, że z nimi zostanie!
Zofia nie wpadła na nic, więc po prostu podeszła, by pomóc mężowi.
Wtedy ze stołu wypadła kartka.
Złapała ją automatycznie, otworzyła i przeczytała tekst.
Oczy jej się rozszerzyły, a kartka spadła na podłogę.
Michał, co to znaczy kochanemu synkowi?
Kto ci wpycha nos w nie swoje sprawy? wykrzyknął Michał i odrzucił Zofię. Zawsze wtrącasz się! Odejdź!
Odejdę wymamrotała Zofia. Co to znaczy?
Boże, jak można być tak sztywnym? wykrzyknął. Normalna kobieta już po tysiącu razy się domyśli!
A ty, jak chmurka, naprawdę!
Zofia miała wszystkie szanse stać się drugą żoną Michała, ale los chciał, by została pierwszą.
Problem polegał na tym, że dziewczyna, której przypisywano tytuł pierwszej żony, nie chciała go przyjąć.
Mieszkała z Michałem w wynajmowanym mieszkaniu nieco ponad rok, po czym zniknęła w nieznanym kierunku.
Rodzice nie wiedzieli, a może mówili, że nie wiedzą, gdzie zniknęła Łucja. Żaden przyjaciel ani znajomy nie miał pojęcia, co się stało.
Michał nie rozpłakał się zbyt długo. W zasadzie, prawie wcale. Jak mówi przysłowie: Co się nie stało, to nie szkodzi.
Żył dalej, czerpiąc z tego niewyobrażalną przyjemność.
Rok później Łucja pojawiła się z dzieckiem na rękach. To rozeszło się wśród znajomych.
Nie ukrywała, że urodziła z Michałem.
Natychmiast zaczęły się plotki, że Łucja przyciśnie go do ściany, wywalczy alimenty, a może nawet go poślubi!
Lecz nie tak to było.
Łucja przyjechała, by oddać chłopcu, który jest jej siostrzeńcem, pod opiekę ojca i sama odlecieć w nieznane.
Mogła wręczyć mu paczkę, ale wtedy nie wiadomo, jak historia się potoczy.
Michał spokojnie mógłby oddać dziecko do domu dziecka, mówiąc, że znalazł je na ulicy.
Wtedy los Romka byłby przesądzony.
Łucja postąpiła sprytniej. Przyniosła koszyk z dzieckiem pod drzwi mieszkania, w którym mieszkali jej matka i siostra.
Do koszyka włożyła długie łzy płaczące pismo, w którym pisała, że chętnie by wychowywała, ale nie ma pieniędzy, sił ani możliwości!
Ma też depresję poporodową i diagnozę, z którą będzie leczyć się do końca życia.
I prosiła, by nie zostawić dziecka, czyli mojego siostrzeńca i wnuka!
Michała wezwano natychmiast, by wyjaśnić sprawę.
Skąd mam wiedzieć? wzruszył ramionami. Może ktoś gdzieś wpadł, przyniósł, a wy w to uwierzyliście! Zróbmy test, potem zobaczymy!
Test wykazał, że to syn Michała. Wtedy rozpoczęła się długa rozmowa.
No i gdzie mam położyć dziecko? Co mam z nim zrobić, a zwłaszcza kiedy? Przecież dopiero zaczynam biznes! mówił niezadowolony Michał. Mam umowy, negocjacje, transakcje!
A do tego sam muszę harcić, bo nie mam pieniędzy na cały zespół!
Co proponujesz? wykrzyknęła Anna Kowalska. Oddać własne dziecko do domu dziecka?
To, że jest nasze, wiemy tylko my i wy. No i Łucja. A Łucja już nie wróci do miasta! wzruszył ramionami Michał.
Michał, ale my o tym wiemy! nalegała Anna. Jak będziemy żyć, gdy nasz własny człowiek trafi do domu dziecka?
Przeżyłbym, mruknął. Życzę wam tego samego!
Nie masz sumienia, powiedziała siostra Lena. Wysyłać własne dziecko do domu dziecka!
A co ty wtrącasz? Kto cię pyta? wydał się Michał. Nie przyczepiaj koniowi ogona, a potem się rozmyśl!
Nie oddałabym swojego dziecka! odparła Lena. Nigdy go nie oddałabym!
Miała dwadzieścia lat. Zaczęła związek, zaszła w ciążę, a potem nieudaną ciążę połączyła z diagnozą, że nie będzie mogła mieć więcej dzieci. Dlatego temat był dla niej bolesny.
To jest głupie! pokręciła głową Anna. Jeśli oddasz dziecko do domu dziecka, na pewno ci się zemszczą! Nie zostanie ci nic! Ani biznesu, ani szczęścia, ani życia!
Do licha! uderzył pięścią w stół. Skoro tu wszyscy jesteście tacy prawy i sprawiedliwy, a jeszcze litośni, to decydujemy tak: Lena przyjmuje dziecko na własność, ja znajdę pieniądze, wszystko ogarniemy.
I będziecie go razem wychowywać! Ja, jako dobry wujek, będę pomagał i uczestniczył w jego wychowaniu!
Co to znaczy pomagać? nie zrozumiała Lena.
Karmić! zawołał Michał. Rozumiesz?
A jeśli się ożenisz? spytała Anna.
Co się zmieni? wzruszył ramionami. Będę dalej wspierał siostrę z siostrzeńcem! Wszystko będzie w porządku!
Michał nie mógł odmówić, bo pieniądze przekazywał uczciwie i wystarczająco. Natomiast sam przez trzy lata prawie nie pojawiał się.
Kiedy matka lub siostra pytały, odpowiadał, że zajmuje się nie tylko biznesem, ale i życiem osobistym.
Wszyscy poznali się na weselu. To pozostawiło ślad, ale Michał wszystkim wmówił to, co zaspokajało pytających.
Więc matka i siostra zajmują się wychowaniem siostrzeńca. A oni, że Zofia studiuje i jest w ciąży.
Z narodzinem syna Kacpra Michał się zmienił. Widział, jak jego mały chłopiec rośnie. Krzyki go wkurzały. I wtedy przypomniał sobie Romka.
Ten już otworzył usta!
Zaczął jeździć do siostry z mamą, żeby budować kontakt z siostrzeńcem.
Ojcowskie uczucia, wywołane narodzinami Kacpra, przeniosły się na Romka, bo tam było echo.
A Kacper Kacper zawsze stał na uboczu.
Tak trwało przez osiem lat.
Nie można powiedzieć, że Kacprowi brakowało uwagi ojca. Również on dostawał swoją porcję.
W ocenie Michała, to wystarczyło. Ale do Romka ciągnął się mocniej.
Cztery lata to spory czas i duża różnica.
To, co można zrobić z chłopcem w dwunastu lat, nie pasuje do ośmiolatka. A z Romkiem Michał już przeszedł wszystkie etapy, które miałby zrobić z Kacprem. Po prostu Kacper już go nie interesował.
Zofia widziała, jak ich syn odsuwany jest na drugi plan na rzecz siostrzeńca.
I tak mieszały się uraza, zazdrość, irytacja i gniew. Nie mogła nic zrobić.
Została w pełnej zależności od męża finansowo. Gdy myślała o pracy, jedynie nisko płatne, mało wykwalifikowane zajęcia były jej proponowane.
A przecież była żoną biznesmena, przyzwyczajoną do wygody.
Nie mogę być sprzątaczką ani zmywarką! krzyczała.
Mogła jedynie rzucić kilka złośliwych uwag, mając nadzieję, że mąż przypomni sobie o synu!
A przynajmniej poświęci mu tyle uwagi, ile mu poświęca siostrzeńcowi.
***
Więc to twój syn? zapytała przerażona Zofia. Twój prawdziwy syn? Dlaczego wychowuje go twoja siostra?
Tak, Zofia, Roma jest moim synem! Lena nie jest jego matką, ale wychowuje go jak własnego! I Roma już wie, że nie jest jej biologicznym dzieckiem! wybuchnął Michał. Czego jeszcze ode mnie chcesz?
Myślisz, że jest mi łatwo? Takie wpadanie tam i z powrotem!
Zofia przetarła czoło, położyła rękę pod brodę, wzięła głęboki wdech.
Gesty ukazywały jej dezorientację i przytłoczenie, a także zrozumienie usłyszanego.
Michał, może weźmiemy go razem? zaproponowała spokojnie. Niech bracia mieszkają pod jednym dachem! Postaram się być matką Romka.
A jeśli mnie nie przyjmie, przynajmniej ojciec będzie zawsze blisko! I nie będziesz musiał rozdzielać uwagi między synami!
Czy jesteś gotowa przyjąć moje dziecko? zapytał nieufnie Michał.
Dlaczego nie wzruszyła ramionami Zofia. Mogę go nawet adoptować!
Zofia trochę się ubrała w kłamstwie. Nie była pewna, czy podoła przyjąć obcego dziecko, ale pomyślała, że gdy obaj chłopcy będą razem, ojciec poświęci im równą ilość czasu. A ona dołoży się, by każdy dostał miłość i uwagę.
Michał rozmyślał tydzień, po czym podjął decyzję. Odebrał Romka, przyjął go jako syna i Zofia go adoptowała, jak obiecała.
Dbaj o nią! radziła Anna Kowalska. To święta kobieta! Inna by cię wypluła! A ona rozumiała, wybaczała i przyjęła!
Po tego gestu Michał spojrzał na żonę inaczej. W jego oczach pojawiła się szczera miłość i wdzięczność.
Romak przyjął Zofię. Nie od razu nazywał ją mamą, ale po roku już tak mówił.
W końcu stworzyli zwykłą, szczęśliwą rodzinę.



