Byłem dwa lata w obcym mieście w katedrze Wiedeńskiej, wśród szumów fluktuujących nut i krzyków gołębi. Kiedy wróciłem do rodzinnego domu przy ulicy Słowackiego, dowiedziałem się, że mój syn przeżył zaskoczenie, które wywróciło mój świat do góry nogami.
Moja córka, Jadwiga Kowalska, poślubiła obywatela innego kraju Holendra o imieniu Pieter van den Berg. Zamieszkałem z nimi w ich nowym mieszkaniu w Rotterdamie, opiekowałem się małym wnuczkiem i kręciłem codzienne obowiązki jak szalony kółko-łódź. Jadwiga i jej mąż pracowali w tej samej firmie, wracając jedynie po zmierzchu, a ja wierzyłem, że tak będzie zawsze.
Pewnego wieczoru jednak przyszedł list: nie potrzebują już mojej pomocy, proszą mnie o opuszczenie ich lokum. Miesiąc później znów znajdowałem się przed własnym domem w Krakowie, lecz i tu nie było dla mnie miejsca. Kiedy zamieszkiwałem u Jadwigi, mój syn Marek zerwał z pierwszą żoną, opuścił jej mieszkanie i wpadł w mój pokój jak burza w pusty teatr. Przyniósł ze sobą drugą żonę, Helę, która już była w ciąży. Nie zapytał o pozwolenie, nie zadzwonił na bramkę, po prostu wstawił się w mój świat.
Co miałem zrobić? Wyrzucić syna i ciężarną żonę na bruk? Nie. Ale jak trójka, wkrótce czwórka, ma zamieszkać w jednopokojowym pokoju, gdzie łóżko jest jedynym mostem między snem a jawą? Nie mieliśmy złotych, by wynająć oddzielne mieszkanie. Zadzwoniłem do Jadwigi, prosząc o schronienie, lecz ona odrzuciła mój błagający szept. Mieliśmy inne światy w głowach, nic nie wspólnego z moim.
Zachowanie mojego syna jest zrozumiałe nie przewidział mojej powrotu. Teraz śpię na kanapie w kuchni, w dzień wędruję po mieście, robię zakupy w markecie Biedronka, odwiedzam przyjaciół, a Marek z Heleną rozmawiają, nie kłócąc się, choć moja synowa ziewa w milczeniu.
Widzę wyraźnie, że nie lubi mnie w ich czterech ścianach. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że w szóstym dziesięcioleciu stanę się zbędny, a ktoś inny zajmie mój kąt. Marek myśli tylko o swojej ciężarnej żonie, nie myśląc o problemie mieszkania. Szukam pół etatu, by samodzielnie utrzymać własne cztery kąty. Nowi teściowie mieszkają na wsi, gdzie pola szumią jak stare melodie. Czy mam prosić synową, by przeprowadziła się do moich rodziców? Czy Marek znajdzie tam pracę? Nie wiem. Nie potrafię zdecydować, co zrobić w tym dziwnym, sennorozmazanym świecie.



