Moja przyjaciółka, Kinga, zaczęła zachowywać się nieprzyjaźnie wobec swojej drugiej mamy dopiero po ślubie. Powód był taki, że teściowa nie dołożyła się finansowo do wesela. Jedynym pocieszeniem było to, że nie będą musiały mieszkać razem, bo rodzice Kingi podarowali młodej parze z dużą hojnością trzypokojowe mieszkanie w Warszawie. Natomiast mama Marcina ofiarowała im jedynie najzwyklejszy zestaw talerzy. Co więcej, nie pojawiła się nawet na uroczystym malowaniu mieszkania, tłumacząc się złym samopoczuciem. Kinga w głębi duszy odetchnęła z ulgą, że jej nie było.
Ich wspólne życie toczyło się spokojnie, aż do momentu gdy Anna zachorowała i nie mogła już mieszkać sama na wsi pod Radomiem. Choć Kinga niespecjalnie chciała, żeby teściowa zamieszkała z nimi, nie było wyjścia. Anna starała się pomagać w domowych obowiązkach, jednak to tylko pogłębiało irytację Kingi. Każda czynność teściowej spotykała się z jej dezaprobatą. Dało się wyczuć, że Anna nie czuje się swobodnie. W końcu, kiedy poczuła się nieco lepiej, postanowiła wrócić do swojego domu. Kinga miała nadzieję, że życie wróci do normy, ale wtedy wydarzyła się tragedia. Marcin zachorował poważnie i, niestety, nie udało się go uratować.
Kinga przeżywała ogromny żal. Wkrótce potem dowiedziała się, że jest w ciąży. Przez ten cały trudny czas mama jej męża bardzo ją wspierała. Utrata jedynego syna była dla niej niezwykle bolesna, ale wytrwale towarzyszyła Kindze i pomagała jej jak tylko mogła. Pocieszała ją i przypominała, że życie musi toczyć się dalej i nie wolno tracić nadziei. Kinga była zdezorientowana i martwiła się, czy da radę wychować dziecko samotnie. Jednak dzięki wsparciu teściowej sytuacja nie wydawała się aż tak tragiczna. Powoli wszystko zaczęło układać się lepiej, a rok później na świecie pojawiła się przepiękna córeczka.
Po kolejnych dwunastu miesiącach Kinga poznała niezwykłego mężczyznę. Mimo to nigdy nie zapomniała o teściowej i wraz z córką regularnie ją odwiedzała.



