Dawid poznał Anetę po raz pierwszy na imprezie zorganizowanej przez wspólnych znajomych. Już wtedy, gdy zobaczył jej uśmiech, poczuł w sercu taki przypływ emocji, jakby wygrał główną nagrodę w Totolotku. Ich związek rozwijał się błyskawicznie, lecz ojciec Dawida miał klasyczne polsko-sceptyczne podejście do spraw sercowych. Zaczepił syna: Dawid, uważaj na Anetę, może jej chodzi tylko o pieniądze. Może nie tyle chce cię pokochać, ile wypłatę dziedziczyć. Dawid, lekko wkurzony i pełen dumy, odparł, że nawet nie zająknął się przy Anecie o tym, jaki mają rodzinny majątek. Ojciec jednak, jak dobry polski doradca, poprosił, by Dawid trzymał tę informację w tajemnicy jak najdłużej żeby sprawdzić, czy uczucia Anety są naprawdę szczere.
Dawid trochę się nad tym zastanowił, bo nic nie ryzykował, a mógł mieć pewność co do intencji przyszłej żony. Tak więc poszedł za radą ojca, a potem razem z Anetą urządzili skromny ślub. Przeprowadzili się do jednego z wielu mieszkań rodzinnych Dawida wybrał najbardziej dziadkowe, tak żeby wyglądało, jakby to był spadek po babci z Kielc. Przez pół roku żyli zwyczajnie: Dawid pracował w zwykłej firmie, zarabiał równą pensję, a Aneta musiała tak gospodarować złotówkami, by nie zabrakło do końca miesiąca.
Po sześciu miesiącach Dawid doszedł do wniosku, że czas zdjąć maskę i żyć na własnych zasadach. Kupił kwiaty, szykował się do wielkiego wyznania. Ku jego zdziwieniu, gdy wrócił do domu, zobaczył Anetę pakującą walizki. Rzuciła kręcąc się nerwowo: Dawid, znajomi mówili mi o twoich pieniądzach, więc się zgodziłam być z tobą. Ale okazało się, że biedny jesteś jak mysz kościelna. Nie zamierzam tak żyć, więc odchodzę do kogoś bogatszego. Dawid stał zaskoczony, jakby zobaczył, że jego ulubiony barszcz czerwony zamienił się nagle w zupę mleczną. Odpowiedział chłodno: Twoi znajomi mieli rację. Chciałem sprawdzić twoje zamiary i udowodniłaś, że chodzi ci głównie o pieniądze. Ojciec miał rację.
Aneta później błagała, by wybaczył i spróbował jeszcze raz, ale Dawid był nieugięty. Został sam z bukietem kwiatów i bardzo polskim poczuciem, że warto czasem posłuchać rodzica, nawet jeśli brzmi to jak typowe marudzenie.



