Ciotka

Ciocię Basię przywieziono ze wsi. Starsza już była i ciężko jej się robiło przy gospodarstwie. Więc kuzynka Lidka zabrała ją do siebie do Warszawy.
Jej mąż, Alek, nie protestował. Cichy, szczupły, w okularach zawsze słuchał swojej energicznej, krągłej Lidki bez żadnych sprzeciwów.
No przecież nie jest obca. Rodzina to rodzina. Dzieci własnych nie ma, a ja też już nie mam mamy Moja mama była trzydzieści lat młodsza od cioci Basi, urodziła się w drugiej rodzinie taty. A tak się stało, że moja mamusia odeszła bardzo wcześnie, eh. Żal ciocię! Zabrać ją trzeba! tak zdecydowała Lidka.
Jej dzieci, Kostek i Zuzia, ciocię Basie w ogóle nie znali.
Sama Lidka ledwie parę razy ją widziała. Przez telefon nie rozmawiały, tylko listy sobie pisały. I wychodziło, że ciocia Basia nie miała ani telefonu, ani żadnych nowoczesnych sprzętów.
I oto jest teraz u nich. Maleńka, jak krasnoludek (Kostek, trzynastoletni, wyższy od niej), włosy mięciutkie jak dmuchawiec, na głowie beret, a oczy zaskakująco młode, przeszywająco niebieskie.
W dłoniach trzymała tobołek i siatkę, takie jak za PRL-u bywały. Dwa stare walizki. Na rękach puchaty rudy kot. Leniwie rzucił wzrokiem na nowych domowników, zeskoczył na podłogę i zaczął zwiedzać mieszkanie.
To jest Mandaryn. Zabrałam go ze sobą. Też dusza żywa, nie miejcie za złe powiedziała ciocia Basia.
I jeszcze:
Takie miłe, moje kochane dzieci!
Potem było biesiadnie. Babcia przywiozła słoiki z przetworami. Lidka nie mogła uwierzyć, jak jej wybredne dzieci pałaszują z apetytem dżem, ogórki, leczo i inne cuda.
Lideczko! Macie działkę? Wsadzę wszystkiego, ile się da, choć zdrowie już nie to, ale trzeba wszystko mieć swoje! Bez własnego nie da się! westchnęła ciocia Basia.
Lidka przyznała, że działki nie mają. Po co im? Wszystko można kupić. I czasu nie mają pracowała na dwa etaty, Alek też. Dzieci widzą właściwie tylko przelotem. Mieszkanie na kredyt, raty jeszcze długo popłyną.
Działka potrzebna jest. Nie patrz tak na mnie, Lidka. Człowiek bez ziemi nie może! Kupimy, znajdziemy ogródek i ciocia Basia poszła do swojego pokoiku.
Ogródek, jasne… Kręcimy się, czasem odmawiamy sobie wszystkiego, a ciocia myśli, że jesteśmy milionerami narzekała Lidka, zmywając talerze.
Następnego dnia była sobota. Alek leżał rozkosznie na łóżku i czytał gazetę. Lidka krzyknęła, żeby dzieci podgrzały gotowe jedzenie, i postanowiła się jeszcze zdrzemnąć.
Kostek i ośmioletnia Zuzia jak zawsze pochłonięci byli telefonami.
Kot Mandaryn siedział obok i kiwał łebkiem. Weszła ciocia Basia.
Co robicie, dzieci? spytała.
Kostek i Zuzia zaczęli jej tłumaczyć i pokazywać. Ciocia Basia kręciła głową. A potem powiedziała:
U nas we wsi też takie widziałam. Niezupełnie takie, ale proste. Ja sobie nie sprawiłam, bo nigdy nie potrzebowałam. Waszej mamie listy pisałam tak mi łatwiej. Dobre to narzędzie, pożyteczne, człowieka można znaleźć wszędzie. Fajne wynalazki, ale chodźcie, odłóżcie je i idziemy!
Po co? Właśnie gramy! zaprotestował Kostek.
Gdzie gracie? Przecież tylko siedzicie w telefonach. Nikogo nie wołacie zdziwiła się ciocia Basia.
Ale gramy na telefonie! pisnęła Zuzia.
Ciocia Basia opowiedziała im, jak na wsi bawili się w gry. Zaraz potem wciągnęła dzieci do kuchni.
Kiedy Lidka wpadła potem na próg, osłupiała. Na stole stała patera z naleśnikami, szczęśliwy Kostek popijał herbatę, Zuzia pomagając cioci Basi zwijała pierogi.
Patrz, mama! Tu szczęśliwy będzie! Może ci się trafi? uśmiechnęła się.
Za nimi przyszedł Alek.
On radośnie mrużył oczy i węszył zapachy.
Ot, teraz w weekend pierogi razem będziemy lepić. I naleśniki smażyć! Własne zawsze najlepsze! orzekła ciocia Basia.
Ale po co? Przecież wszystko można kupić! odburknęła Lidka, która gotować szczerze nie znosiła.
Kupowała głównie mrożonki i gotowe dania. Rodzina niby nie protestowała. Ale dziś…
Nie, mamo. Zróbmy sami. Takich pierogów nigdy nie jadłem! stwierdził Kostek.
Wkrótce ciocia Basia wyciągnęła gumkę i owinęła ją wokół krzeseł, pokazując Zuzi, jak się grało w gumę na wsi.
A wy nie skaczecie? pytała.
Daj spokój! Nawet jak wychodzą, siedzą w telefonach. Dzisiejsze dzieciaki! przewracał oczami Alek.
Nie tak powinno być! Trzeba się spotykać, rozmawiać na żywo! Telefon to fajna rzecz jak trzeba zadzwonić czy coś wysłać. Ale nie do wszystkiego! podsumowała ciocia Basia.
Wieczorami szydełkowała, a kot Mandaryn leżał obok na fotelu.
Mamo, chodź! kiedyś zawołała Lideczkę Zuzia.
Ta wyszła do przedpokoju, zajrzała do łazienki.
Ciocia Basia głaskała pralkę i mruczała:
Wszystkiego najlepszego, pralko! Długiego życia, żebyś nam służyła, kochana!
Ciociu Basia, co ty robisz? szepnęła Lidka zaniepokojona.
Jak to co? Dziś 8 marca. Pralka to przecież dziewczyna. Trzeba ją też uczcić! uśmiała się Basia.
No, ciociu, przecież to rzecz martwa! Bez sensu! fuknęła Lidka.
Oj, wszystko rozumie, nie gadaj tak. U nas we wsi Wacek traktor popchnął, bo go podbudowywał dobrym słowem, udało się. A Kazio zawsze do swojego auta mówi Pani Pączkowa, przed drogą daje radę. Wy nie doceniacie, jakie macie szczęście! My kiedyś ręcznie praliśmy, nad rzekę chodziliśmy… Teraz wszystko ułatwione, a i tak narzekacie, chodzicie naburmuszeni. Telefony też są, jak dobrze korzystać zawsze wiadomo, gdzie dziecko jest. Pralka wszystko wypierze. Mikrofalówka jak podgrzewa! cieszyła się jak dziecko, rozglądając się wokół ciocia Basia.
Zaczęła też odbierać dzieci ze szkoły.
U Kostka pojawiły się problemy w klasie. Nie zwierzał się rodzicom. A gdy płakał w kącie pokoju, weszła ciocia Basia. Zwierzył jej się, sam nie wiedząc jak. Następnego dnia do szkoły nie poszedł na pierwsze lekcje. W domu było jakoś dziwnie cicho. Nawet cioci Basi nie było.
Pewnie wyszła na spacer pomyślał Kostek.
Zaczął się szykować. Przy klasie usłyszał znajomy głos. Zajrzał przez uchylone drzwi nauczycielka siedziała, cisza, a pod tablicą… ciocia Basia coś barwnie opowiadała.
O matko! Po co przyszła! Przecież będą się śmiać! Kostek przykleił się do drzwi.
Ale nikt się nie śmiał. Lekcja się skończyła. Koledzy otoczyli ciocię Basię. On wszedł do środka. Z naprzeciwka szedł Piotrek, największy zadziora zawsze dręczył Kostka.
Siema, czemu cię dzisiaj nie było? Słuchaj, jaka twoja babcia fajna! Tyle ciekawych rzeczy nam powiedziała. Szkoda, że nie mam babci, bardzo tęsknię Jutro twoja obiecała iść z nami do parku. Umie mówić o roślinach, zwierzętach tak fajnie! Nauczycielka dała jej wystąpić uśmiechał się Piotrek.
No taka jest! pośmiał się Kostek i pobiegł ją przytulić.
A wieczorem Lidka rozpłakała się. Miała wszystkiego dość. Zaraz była przy niej ciocia.
Nie płacz, dziecko. Wszystko masz! Czego się zamartwiasz!
Mam dość! Pracuję tyle, życia nie widzę. Alek jakiś bez charakteru, a inni mają prawdziwych facetów! Sama robię się jak taka kupa klusek. Teraz takie jak ja nie są modne ryczała Lidka w ramię cioci.
Basia pozwoliła jej wypłakać się, nalała herbaty.
I opowiedziała, jak straciła trzy dzieci, każde jeszcze maleńkie. Jak jej zdrowy, przystojny mąż zmarł przedwcześnie. Jak walczyła z ciężką chorobą, tracąc kilogramy, ledwo jadła, ale przetrwała, choć bolało jak cholera.
A co, trendy na ludzi? Każdy jest jakiś. Pan Bóg przekłada, jedni drobniutcy, inni z figurą. Smaki też różne, Lideczko. Dawniej właśnie kobiety krągłe były cenione! Ty jesteś śliczna! Włosy, oczy, figura, wszystko masz! Doceniaj, co dane. Inni nie mają nawet tego. Ile samotnych ludzi Alek jest skarbem, patrzy z miłością, dla rodziny gotów na wszystko. Dzieci szczęście. Na resztę… wszystko się poukłada. Już zapomniałam, o co miałam zapytać, dobra, idę spać! odeszła ciocia Basia.
Lidce przeszła ochota na płacz. Przecież ciocia ma rację. Wszystko ma, a ona płacze.
Gdy Lidka czekała na męża z pracy (bo właśnie zaczęła się jej upragniona urlop), nie było go długo.
Dzieci! Ojciec dzwonił? Gdzie się podziewacie? zapytała.
Kostek mieszał coś w misce w kuchni. Lidka zauważyła, jak nagle zainteresował się gotowaniem nawet nauczył się podrzucać naleśniki.
Zuzia budowała dom z krzeseł, kładła koc, sadzała zabawki do środka.
Telefony leżały na półkach ostatnio dzieci ich prawie nie dotykały, odbierali tylko, gdy dzwonił ktoś bliski.
Lidka dzwoniła do Alka, ale słyszała tylko: Abonent chwilowo niedostępny.
Nagle ją zmroziło. Ciocia Basia! Gdzie ona? Nie słychać kapci szurających, nie słychać jej spokojnego głosu.
Wbiegła do jej pokoju. Na łóżku przeciągał się leniwie Mandaryn.
Kostek! Zuzia! Gdzie ciocia Basia?! zawołała Lidka.
Dzieci przyszły natychmiast.
Przyszłyśmy ze szkoły razem, potem wyszła wyszeptała Zuzia.
Dawno? Zuzia, dawno?! Lidka podniosła głos, a córka kiwnęła i zaczęła płakać.
O Boże! Przecież daliśmy jej komórkę. A znów jej nie wzięła Jak to?! Przecież jest już stara! Lidka bezradnie osiadła na fotelu.
Kostek zaczął się ubierać.
Dokąd idziesz? Lidka go doganiała.
Szukać! Mamo, nie damy rady bez niej! pobiegł biegiem po schodach.
Zuzia za bratem w butach, które ledwo trzymały się na nogach.
Lidka za nimi, zakładając kurtkę w biegu.
Gdy wyszli na podwórko, dzieci tam stali roześmiani.
Co się dzieje? Lidka pytała z ulgą.
Pokazali ręką w lewo.
Stamtąd, trzymając Alka pod rękę, szła w macowym berecie ciocia Basia.
Ciociu! Wystraszyłaś nas! Nie można tak na kilka godzin zniknąć! Gdzie byłeś?! wtuliła się w męża Lidka.
No, poszliśmy z Alkiem zamknąć tę waszą… rurę przeciekającą powiedziała ciocia Basia.
Co? Ale… Jak? Lidka zdołała tylko zapytać.
Zrobiliśmy ci niespodziankę. Ciocia Basia… jest niesamowita. Nie mam słów, uratowała nas! śmiał się Alek.
Ciociu Skąd masz pieniądze? Nie trzeba było zaczęła Lidka.
A skąd? Po pierwsze, odkładałam mam niezłą emeryturę, gospodarowałam oszczędnie. Jajka, mleko, chleb wszystko swoje. Po drugie, sprzedałam dom. A na co mi? W trumnie kieszeni nie ma. I tak chciałam wam zostawić, ale lepiej od razu dać, wtedy się bardziej przyda powiedziała po prostu.
Lidka milczała. Teraz nie muszą harować na dwa etaty. Więcej czasu dla rodziny Jak dobrze!
Tak! Jutro jedziemy oglądać działkę! My z Alkiem już wybrali domek! dodała ciocia Basia.
Nasz dom! Super! Działka! A obiecałaś nas nauczyć patrzeć na świetliki, pleść koszyki, robić “sekrety” z kolorowych szkiełek i kwiatów dzieci rzuciły się do cioci Basi.
Wszyscy, razem, objęci, wrócili do domu.
Lidka zatrzymała się na chwilę przy klatce schodowej.
Spojrzała w górę, do nieba, i wyszeptała:
Dziękuję. Dziękuję za ciocię Basię!

Rate article
Fajna Tajna
Ciotka