Kasia, trzeba by kupić jeszcze jeden bilet do teatru.
Katarzyna podniosła wzrok znad talerza. Kolacja nawet nie zdążyła ostygnąć, a Maks już siedział z telefonem, stukając w ekran jakby wybierał prezydenta.
Jeszcze jeden bilet? Ktoś się do nas dołącza?
Maks nie oderwał wzroku od telefonu.
Mama bardzo chce. Wczoraj jej powiedziałem, że idziemy, i tak się ucieszyła.
Kasia odłożyła widelec na brzeg talerza, wstała i odwróciła się do blatu, udając, że nalewa sobie wody. Twarz sama jej się skrzywiła. Nie miała na to siły, walczyć już też nie chciała. Byleby Maks tego nie zauważył, bo tłumaczyć, co ją boli, naprawdę nie miała już ochoty
No tak. Mama chce. Zawsze mama chce. Halina Nowacka zawsze czegoś chciała.
Katarzyna stała przy zlewie, powoli napełniała szklankę, a przed oczami przeleciały jej zdjęcia ze ślubu wszystkie dwieście trzydzieści osiem, które dostała na pendrivie z kokardką. Przeglądała je potem przez trzy wieczory, szukając choć jednego, na którym byliby tylko we dwoje, bez gości, bez rodziny, bez Haliny Nowackiej. Takiego nie znalazła.
Na każdym zdjęciu była Halina: a to poprawia synowi muchę, a to obejmuje go za ramiona, stoi między Kasią a Maksem i uśmiecha się szeroko, jakby to było jej wesele. Wtedy Kasia jeszcze myślała, że to przypadek, fotograf tak trafił. Teraz już nawet nie miała złudzeń.
Teściowa od pierwszego dnia zachowywała się tak, jakby Kasia nie była żoną Maksa, tylko tymczasowym współlokatorem. Do tego mieszkanie, w którym mieszkali, należało do Kasi. To była jej kawalerka, kupiona za jej pieniądze. Ale Halina Nowacka przychodziła, kiedy chciała, bez zapowiedzi, ze swoim zdaniem na każdy temat. Zasłony nie takie. Garnek niewłaściwy. Mięso przesolone. Maks schudł. Maks blady. Maks za mało je.
Kasia upiła łyk wody i postawiła szklankę na blacie.
Każde wyjście gdziekolwiek kończyło się tak samo. Kino w zeszłym miesiącu? We troje. Lodowisko w święta? We troje. Nawet do tej małej kawiarni na Pradze, do której Kasia chciała iść tylko z Maksem, poszedł z nimi i Maks zaprosił matkę. Halina usiadła pomiędzy nimi przy malutkim stoliczku, zamówiła herbatę z cytryną i przez czterdzieści minut opowiadała o swoim ciśnieniu i sąsiadce z góry.
Teatr. Przecież to miał być TEN wieczór. Kasia czekała na ten spektakl półtora miesiąca, zdobyła bilety do trzeciego rzędu w loży. To miała być ich chwila. Tylko ich.
Kasiu, czemu nic nie mówisz?
Maks w końcu oderwał wzrok od telefonu.
Rozumiesz, mamie tak samotnie dodał i powiedział to tonem, jakby wystarczyło to powtórzyć, żeby było zrozumiałe.
Kasia skinęła głową.
Dobrze. Kup.
Co jeszcze mogła dodać? Już próbowała rozmawiać. Każda rozmowa kończyła się tak samo: Maks się obrażał, zamykał w pokoju, a rano dzwoniła Halina z tonem cierpiętnicy i pytała, czy wszystko w porządku. Zamknięte koło, z którego Kasia nawet już nie próbowała się wyrwać.
Maks uśmiechnął się z wdzięcznością i wrócił do telefonu.
Trzeci rząd faktycznie był świetny, Kasia nie na darmo wybrała te miejsca. Scenę widać idealnie, każdy gest aktora, każdy detal dekoracji. Szkoda tylko, że mogła się tym nacieszyć sama bo Maks niemal od razu obrócił się do matki i już przez cały spektakl nie spojrzał na Kasię.
Halina siedziała po prawej stronie syna i od razu zaczęli komentować program, potem foyer, potem spotkanego niby przypadkiem znajomego. Kasia siedziała po lewej, patrzyła na scenę, choć przedstawienie jeszcze się nie zaczęło. W przerwie Maks oprowadził matkę do bufetu, Kasia została sama, bo nikt nawet nie zaproponował żeby poszła z nimi. Po powrocie Halina opowiadała Maksowi, co wydarzyło się w pierwszym akcie, jakby siedział w innej sali. Kasia przewracała program i myślała, że ten trzeci rząd nie był wart swojej ceny.
Wracali również we troje. Najpierw odwieźli Halinę, a Kasia dziesięć minut siedziała samotnie w samochodzie, czekając, aż Maks pomoże matce wejść do mieszkania. Kiedy wrócił, był zrelaksowany i zadowolony.
Wszystko się udało, prawda?
Kasia skinęła głową i odwróciła się do okna. Kompletnie nie miała ochoty rozmawiać, wymówiła się zmęczeniem, choć do snu jej daleko było. Rozmowy z Maksem tego wieczoru wydawały się bez sensu każde słowo rozpłynęłoby się w powietrzu i nikt by go nie usłyszał.
Kolejne dwa miesiące wyglądały dokładnie tak, jak Kasia przewidziała. Halina wpadała regularnie, Maks coraz więcej czasu spędzał z matką, a Kasia coraz częściej zostawała sama we własnym mieszkaniu, słuchając rozmów i śmiechu z kuchni. Kolacje we dwoje były rzadkością, weekendy sprowadzały się do kolejnej wizyty u teściowej albo wspólnego wyjścia we troje. Kasia kładła się spać pierwsza, wstawała z przygnębieniem, które stało się już codziennością.
W połowie marca Kasia dostała w pracy sporą premię. Chodziła z tą myślą trzy dni, zanim zdobyła się na odwagę. Piętnaście dni w Turcji. All inclusive. Morze, słońce, nowoczesny hotel z dobrymi opiniami. Przez tydzień wybierała ofertę, porównywała pokoje, czytała forum i sprawdzała odległość do plaży. To miała być ich szansa, czas tylko dla nich, bez nikogo trzeciego. Być znowu parą.
Maks, zarezerwowałam nam wakacje powiedziała wieczorem, kiedy usiedli do kolacji i wsunęła mu pod nos wydrukowaną rezerwację. Turcja, piętnaście dni, czerwiec. Plaża, pełen relaks. Wydałam premię, ale warto.
Maks zerknął, przebiegł tekst wzrokiem i spojrzał na nią. Na jego twarzy pojawiło się coś na kształt radości.
Świetnie, Kasiu.
Kasia odetchnęła. Może jeszcze nie wszystko stracone. Może po prostu muszą wyjechać, odpocząć i wszystko się naprawi. Spała tej nocy spokojniej niż dotąd.
Następnego dnia Maks wrócił z pracy, usiadł, poczekał aż Kasia nałoży obiad i wtedy, spokojnie, między pierwszym a drugim kęsem kotleta, rzucił:
Kasiu, mówiłem mamie o tych wakacjach. Ona też by chciała pojechać. Możesz dokupić jeszcze jedną wycieczkę?
Widelec zatrzymał się w pół drogi do ust. Kasia powoli go odłożyła, spojrzała na męża, próbując zrozumieć, czy żartuje czy naprawdę nie słyszy, co mówi.
Tym razem nie milczała.
Nie, Maks. Nie pojadę na wakacje z twoją mamą.
Maks przestał jeść i spojrzał na nią jakby właśnie przeklęła w kościele.
Kasiu, no co ci szkodzi? Mamie smutno, sama nie była nad morzem od trzech lat. Żal ci czy co?
Kasia wstała od stołu, podeszła do okna, mocno zacisnęła dłonie na parapecie. W niej zbierało się coś, co rosło miesiącami.
Niech jedzie z koleżankami! Ma przecież ich pięć, i co tydzień piją u niej herbatę! Może niech z nimi pojedzie nad morze, a nas wreszcie zostawi w spokoju!
To moja mama, Kasia, nie możesz być taka okrutna
Wiem, Maks! odwróciła się w jego stronę, a z oczu buchały jej łzy i złość. Wiem, bo jest ciągle między nami! Kino z nią, lodowisko z nią, teatr z nią, kolacje z nią! Mam dość bycia drugą żoną w związku, Maks! Ty w ogóle to rozumiesz?!
Maks sięgnął po talerz i wstał, skrzyżował ramiona.
Jesteś zimna, Kasia. Ty nie rozumiesz, jak to jest być samotną.
Nie, nie rozumiem! podeszła o krok i spojrzała mu prosto w oczy. I nie muszę! Jesteś moim mężem! Chcę spędzić wakacje tylko z tobą, być razem, naprawdę we dwoje! A nie leżeć na plaży, podczas gdy ty z mamą będziecie narzekać na pogodę, a ja będę zbędna!
Maks zmrużył oczy i cofając się o krok rzucił:
Albo mama jedzie z nami, albo ja nigdzie nie jadę.
Kasia zamarła. Spojrzała mu głęboko w oczy i coś w niej wyraźnie i nieodwołalnie się przełamało.
Dobrze. W takim razie jadę sama.
Przeszła obok Maksa do sypialni, wyciągnęła spod łóżka walizkę i rzuciła ja na pościel. Maks pojawił się w drzwiach.
Kasiu, co ty robisz? Przestań, porozmawiajmy.
My ciągle rozmawiamy, Maks, ale każda rozmowa kończy się na twojej mamie. Zsunęła sukienkę z wieszaka i spakowała ją do walizki. Złożę pozew o rozwód. Przestałam już wierzyć, że nasz związek jest tylko nasz, a nie nasz i twojej mamy.
Maks zamilkł, opierając się o framugę drzwi. Po wyrazie twarzy wreszcie było widać, że coś do niego dotarło: Kasia nie kłóci się, ona podjęła decyzję.
Dwa miesiące później Kasia leżała na leżaku przy basenie tureckiego hotelu, tego samego, którego zdjęcia tak długo oglądała. Słońce opiekało ramiona, od morza przychodziła ciepła, słona bryza, a w ręce rosił zimny koktajl. Obok nie było nikogo, kto narzekałby na zdrowie albo opowiadał o sąsiadce z dołu. Była sama i to było piękne. Kasia upiła łyk i zamknęła oczy. Przez myśl przebiegło jej, że dawno powinna postawić granice i zadbać o siebie, bo życie nawet jeśli początkowo wydaje się trudne do zmiany zawsze daje wybór. Dopiero gdy uczymy się być szczerzy wobec siebie i innych, naprawdę zaczynamy żyć po swojemu.



