Chcesz się mnie pozbyć? – Co ty masz na sobie? – Elżbieta Pietrowna zmierzyła córkę wzrokiem od st…

Chcesz się mnie pozbyć?

Co ty masz na sobie? Anna Nowak popatrzyła na córkę od stóp do głów, zatrzymując wzrok na spódnicy. Przecież to nieprzyzwoicie krótkie. W twoim wieku już nie wypada ubierać się jak nastolatka.

Magda odruchowo naciągnęła dół spódnicy, choć niemal sięgała kolan. Zwykła, biurowa spódnica o prostym kroju, kupiona miesiąc temu na wyprzedaży w centrum handlowym Westfield Arkadia. Wydawało się wtedy, że to strzał w dziesiątkę klasyczny fason, neutralny kolor.

Mamo, ona jest całkiem normalna Magda starała się, by w jej głosie nie zabrzmiał cień złości. Codziennie w niej chodzę do pracy.
No właśnie. Ludzie patrzą i myślą nie wiadomo co. Ja w twoim wieku

Nie dosłuchała do końca. Słyszała to setki razy o skromności, o naszych czasach, o tym, jak powinna wyglądać porządna kobieta. Zamiast odpowiedzi Magda położyła na stole gruby kopert z logo biura podróży Itaka.

To dla ciebie, mamo

Anna Nowak urwała w pół słowa. Spojrzała na kopertę, potem na córkę, znów na kopertę.

Co znowu wyciągnęłaś?
Otwórz, proszę.

Magda czekała na ten moment pół roku. Odkładała każdy wolny grosz. Ustroń ten z pięknymi kolumnami i słynnymi źródłami mineralnymi, o którym mama od zawsze marzyła. Magda znalazła odpowiednią ofertę, zarezerwowała najlepszy pokój, zadbała o każdy szczegół.

Anna wyjęła voucher, przebiegła wzrokiem po tekście. Magda liczyła na uścisk, a choćby miękkie dziękuję, ciepły uśmiech. Matka z niezadowoleniem zacisnęła usta i odsunęła kopertę końcami palców, jakby była czymś brudnym.

Znowu wszystko zdecydowałaś za mnie.

Magda aż wstrzymała oddech.

Mamo, to przecież Ustroń. Zawsze chciałaś tam pojechać
A kto będzie podlewał moje fiołki? Pomyślałaś chociaż o tym? Anna postukała palcem w stół. Trzy tygodnie mnie nie będzie, wszystko mi zginie.
Będę podjeżdżać codziennie. Obiecuję.
Pracujesz. Zapomnisz, zamotasz się. Tam pewnie i tak karmią tylko kapustą. Czytałam na forach, że w tych nowych ośrodkach tylko na kosztach oszczędzają.

Magda patrzyła na matkę i nie wiedziała, czy to żart. Pół roku rezygnowała z porannej kawy, z nowych butów, z wyjść z koleżankami. Dla tego właśnie?

Mamo, tam jest restauracja z pięcioma salami. Menu do wyboru. Masaże, basen, ścieżki zdrowia
Ścieżki zdrowia przedrzeźniła Anna. Nowych słówek się nauczyłaś. A zapytać, czy mnie to w ogóle interesuje, nie przyszło ci do głowy?

Magda przełknęła ślinę z trudem. Chciała usłyszeć choćby krótkie dobrze zrobiłaś. To samo, dla którego starała się całe życie.

Powoli usiadła na krześle. Nogi miała jak z waty jakby to nie ona decydowała, że już nie ma siły dłużej udawać. Wpatrywała się w kopertę, którą matka zsunęła na brzeg stołu, milcząc.

Do tego ten klimat Anna już przechadzała się po kuchni, poprawiając i tak idealny już obrus. Wilgoć okropna, zaraz mi się ciśnienie podniesie. W ogóle, czy o tym pomyślałaś?

Magda nie odpowiedziała. Dotarło do niej, że po raz pierwszy od lat nie chce się tłumaczyć.

A droga? Ile się jedzie? Doba w pociągu, wszystko cię boli, z moim kręgosłupem to niemożliwe mama usiadła naprzeciwko, gotowa do długiego monologu. Popatrz na Wiesię z parteru może i zwariowana, mąż jej do niczego, co chwila pije, ale matki codziennie odwiedza. Wpada z zakupami albo przynajmniej posiedzi.

Magda patrzyła na zmarszczki wokół ust mamy, odrosty siwych włosów pod farbą, znajome dłonie ze spuchniętymi żyłami. Te same dłonie kiedyś zaplatały jej warkocze przed szkołą. Te same usta śpiewały kołysanki. Gdzie to wszystko zniknęło?

Słuchasz mnie w ogóle?
Słucham, mamo.
Nie wygląda na to. Siedzisz, jakby cię tu nie było. Mówię o poważnych sprawach, a ty

Anna wymieniała dalej: że pokoje teraz takie małe, sąsiedzi hałaśliwi, lekarze młodzi i nic nie wiedzą, tylko recepty wypisują. Magda kiwała głową, kiedy wypadało, ale w środku czuła się coraz bardziej pusta.

Zegar na ścianie wybijał kolejne minuty. Godzinę. Półtorej. Anna nabierała rozpędu, przechodząc od uzdrowiska do ogólniejszych zarzutów samotnych wieczorów, rzadkich telefonów, odpuszczenia się córki spod kontroli.

Ty wiesz w ogóle, jak to jest być tu samemu? Mama podniosła brodę. Chcesz się mnie pozbyć, żeby mieć wolną rękę, prawda?
Mamo, to prezent.
Prezent! Anna rozłożyła ręce. Prezent powinien być miły! A to Kupiłaś, żeby mieć czyste sumienie. Odesłałaś matkę i żyjesz spokojnie, co?

Magda powoli wstała. Wciąż jej nogi nie słuchały, ale zmusiła się, by wziąć kopertę. Palce ścisnęły grubą tekturę.

Masz rację, mamo. Będzie ci niewygodnie. Oddam voucher do biura.

Anna zaniemówiła. W oczach pojawiło się coś na kształt zagubienia jakby ktoś czekał na wielką walkę, a przeciwnik właśnie odłożył broń.

Co to znaczy, oddasz?
To znaczy, że zwrócę pieniądze. Masz rację, nie zapytałam cię nawet
Magda, odłóż kopertę na miejsce.
Po co? Przecież nie chcesz jechać.
Nie mówiłam, że nie chcę! Mówiłam, że powinnaś spytać! Matka uniosła głos, policzki aż zapiekły. Zawsze tak wszystko po swojemu, a potem się dziwisz, że mi źle!

Magda przycisnęła kopertę do piersi i ruszyła do przedpokoju. Serce szalało, ale zdecydowanie usztywniało jej kroki.

Dokąd idziesz? Magda! Mówię do ciebie!
Jestem zmęczona, mamo.
Ona zmęczona! Anna wybiegła za nią, łapiąc córkę za łokieć. Życie na ciebie poświęciłam! Ojciec nas zostawił, głód nam nieraz zaglądał w oczy, a ja cię sama wychowałam! I taka wdzięczność?!

Magda odwróciła się. Spojrzała na matkę, na jej ściśnięte ze złości usta, pobielałą twarz.

Przecież sama mówiłaś, że nie chcesz.
Mówiłam, że mnie nie zapytałaś!
Dobrze, pytam. Mamo, chcesz pojechać do Ustronia?

Anna aż się zatrzęsła z oburzenia.

Kpisz sobie? Specjalnie mnie drażnisz? Bezduszna, zimna jak robot! Odłóż voucher, pomyślę jeszcze!

Magda powoli wyswobodziła łokieć. Koperty nie wypuściła.

Zadzwonię jutro, mamo.

I zamknęła za sobą drzwi, nim matka zdążyła odpowiedzieć.
Krzyki dogoniły Magdę już na klatce schodowej, dudniły gdzieś za starymi drzwiami, pomiędzy obdrapanymi skrzynkami na listy i wzrokiem sąsiadów.

Na zewnątrz rozpadał się drobny deszcz. Magda podniosła twarz do nieba i przez chwilę stała nieruchomo na chodniku, wciągając zapach mokrego asfaltu. Przechodnie mijali ją, ktoś kręcił głową, ale Magdzie było wszystko jedno. Voucher wciąż ściskała w dłoni i nagle pomyślała, że może przecież sama pojechać. Ustroń: kolumny, kąpiele solankowe i zero narzekań przy śniadaniu.

Ruszyła przed siebie, bez celu, aż przystanęła przy oknie małej kawiarni na rogu. Ciepłe światło padało na stoliki z białymi obrusami, na wazoniki z kwiatami, na ludzi niespiesznie jedzących kolację. Magda weszła do środka.

Dobry wieczór, odezwał się kelner z uśmiechem. Dla jednej osoby?
Tak Magda sama była zaskoczona, jak łatwo wymówiła te słowa.

Wybrała stolik pod oknem, rozłożyła serwetkę na kolanach i spojrzała w menu. Od razu zauważyła najdroższy deser tartę gruszkową z solonym karmelem. I kieliszek czerwonego, wytrawnego wina.

Mama nazwałaby to rozrzutnością. Pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Magda wyobraziła sobie zacisknięte usta, karcący wzrok, wieczne za moich czasów i złożyła zamówienie.

Wino było intensywne, zostawiało posmak na języku. Magda upiła łyk i opadła na oparcie krzesła. Rozlewało się w niej dziwne uczucie lekkość, dawno niewidziana. Przypomniała sobie swoje dziecięce lęki przed otrzymaniem czwórki, tygodnie ciszy w domu po słabszej ocenie. Wybrany na studiach kierunek, bo filologia to wydziwianie. Trzy lata z Tomkiem, których pełnych miłości nie starczyło, bo mama dzień w dzień wpajała, że on bez przyszłości.

Tarta była delikatna i rozpływała się w ustach. Magda patrzyła na roztopiony karmel i nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz zrobiła coś wyłącznie dla siebie. Nie po to, by zyskać aprobatę mamy, nie dla dobrze zrobiłaś, tylko dla swojej własnej przyjemności.

Telefon w torbie zawibrował. Potem jeszcze raz i jeszcze. Magda spojrzała na ekran siedem nieodebranych połączeń od mamy, trzy wiadomości głosowe i wyciszyła aparat.

Wypiła wino, zjadła deser i poprosiła o rachunek. Zostawiła hojne napiwki bo miała na to ochotę i wyszła na wieczorną ulicę. Deszcz już ustał, niebo nad kamienicami było czyste i pojawiały się pierwsze gwiazdy.

Magda pomyślała, że najtrudniejszy krok już za nią. Pozwoliła sobie być ważniejsza niż cudze oczekiwania.

Czasem najważniejszą rzeczą, jaką możemy zrobić dla siebie, jest nauczyć się żyć po swojemu, nawet jeśli nikt nigdy nas tego nie nauczył.

Rate article
Fajna Tajna
Chcesz się mnie pozbyć? – Co ty masz na sobie? – Elżbieta Pietrowna zmierzyła córkę wzrokiem od st…