Szczęśliwe drobiazgi codzienności

Drobnostki codzienności

Mimo rad rodziców, Zuzanna wyszła za mąż za swojego ukochanego Sławka, chłopaka poważnego i uczciwego. Wychowała go babcia Serafina babcia Sima, tak mówił do niej od dziecka. Jego rodzice zginęli, gdy miał zaledwie dwa lata, zupełnie ich nie pamiętał.

Kiedy Zuzanna przedstawiła Sławka rodzicom, Joanna Kowalska postawiła się oczywiście po wyjściu chłopaka.

Zuzanna, nie dla niego cię wychowywaliśmy, na trzecim roku studiów jesteś, jaki mąż, jaka ślub? Tego Sławka też nie chcę na zięcia. Co z niego? Pracuje w warsztacie samochodowym robotnik Zapamiętaj, nie będę ci pomagać, jeśli zdecydujesz się na taki krok.

Mamo, i tak za niego wyjdę, znasz mnie ojciec jak zawsze milczał, całe życie starał się zachować neutralność między żoną a córką. Poza tym spodziewam się dziecka

Ślub był skromny, choć rodzice Zuzanny mieli pieniądze, Joanna nie chciała robić wesela z rozmachem. Gdyby córka wyszła za syna jej przyjaciółki, ale Zuzanna była zbyt uparta.

Pomieszka z tym mechanikiem w biedzie, wróci do domu, teraz ma w głowie tylko miłość i romantyzm mówiła do męża. Do tego jeszcze wyprowadziła się, do jego babci, bo nie chce, żebym upokarzała zięcia, tak powiedziała Zuzanna. Nawet nie cieszy się z tego, że córka spodziewa się dziecka.

Rodzice Zuzanny mieszkali w dużym mieszkaniu w Warszawie, córka przywykła do wygód i pieniędzy, była ich jedynaczką. Odeszła więc z Sławkiem do babci Serafiny, która żyła w swoim domu w małej miejscowości tuż pod Warszawą, siedem kilometrów od miasta.

Minęło trochę czasu, Zuzanna urodziła córeczkę. Babcia Sima pomagała, uczyła młodą mamę wszystkiego, nocami sama wstawała do prawnuczki małej Krysii. Zuzanna wróciła na uczelnię, starała się być dobrą żoną i matką, ale nie zawsze jej to wychodziło była bardzo zmęczona. Codziennie rano wstawała wcześnie, biegła na autobus do miasta, potem przesiadała się na drugi, by dotrzeć na uczelnię.

Wracała do domu wyczerpana, babcia i Krysią czekały na nią przy furtce, mała zawsze bardzo tęskniła za mamą. Sławko wracał później, pracował do późna. Brał córkę na ręce i kręcił nią wesoło, bardzo kochał swoje dziewczyny. Zuzanna chciała spędzać z mężem więcej czasu, ale Sławko przyjeżdżał ostatnim autobusem, głodny i zmęczony.

Zuzanna miała przed sobą obronę pracy magisterskiej. Coraz częściej myślała, że chciałaby wrócić do rodziców do wygodnego mieszkania, ile czasu zaoszczędziłaby na dojazdach. Joanna Kowalska się jednak obraziła, nie dzwoniła, nie interesowała się wnuczką.

Sławko miał starszego brata, Antoniego, był już dawno żonaty, mieszkał z żoną i synem w Warszawie we własnym mieszkaniu. Sam zarobił na lokum, jeździł na delegacje. Jednak w rodzinie nie układało mu się najlepiej, żona Maria wciąż czegoś wymagała.

Anton dzwonił powiedział Sławko babci i Zuzi Od Marii odszedł, ciągłe awantury, teraz wynajmuje mieszkanie.

Jak to tak zmartwiła się babcia Sima Sam kupił mieszkanie i sam teraz wyszedł z niego.

Babciu, Anton zrobił po męsku, wszystko zostawił żonie i synowi bronił brata Sławko.

Pewnego dnia Zuzanna poskarżyła się mężowi, że ten szaleńczy tryb życia ją już wykończył, dojeżdża dwoma autobusami na uczelnię. Nie mówiła wprost, że chciałaby się przeprowadzić do rodziców, przecież sama zgodziła się żyć z Sławkiem niezależnie.

Jestem zmęczona zwierzyła się Zuzanna Mam dość tego rozkładu jazdy i długiej drogi, mnóstwo przystanków, ledwo zdążam

Sławko wysłuchał jej w milczeniu, pocałował w policzek.

Wpadła mi pewna myśl Powiem później rzucił tajemniczo Będzie niespodzianka, ale Zuzanna nie dopytywała, zabrakło jej sił na ciekawość.

Minęło parę dni, pewnego wieczoru przed domem zatrzymał się samochód.

Może rodzice? pomyślała Zuzanna, ale auto było nieznane, stare. Nie, to nie rodzice, a samochód grat jakich mało.

Wybiegła na podwórko i zobaczyła, jak wysiada z niego Sławko aż się zdziwiła. Mąż wyszedł z dumą z tego grata.

No i jak, podoba ci się nasza piękność?

To grat, czyli samochód? Skąd go masz?

Kupiłem odpowiedział Sławko Za te pieniądze, które odkładaliśmy na wkład własny do mieszkania

Zuzanna patrzyła na samochód, żal jej było tych pieniędzy, miały być na mieszkanie, a on wydał na grata. Jeszcze długo tu w wiosce będą żyć.

Sławko zachwalał auto.

Wszystko sam naprawiłem, jeździ doskonale, wsiadaj, przewiozę cię i od razu posadził żonę za rękę. Pozostało do lakierowania, za to nie będziesz się już tłuc autobusami przekonywał. Prawie jak nowe, dostałem w okazyjnej cenie.

Samochód przyzwoicie jechał, żona jednak bała się, że po drodze się rozpadnie. Po powrocie do domu zobaczyła babcię Simę z Krysią przy bramie. Sławko wziął córkę na ręce i zakręcił nią, a Zuzanna pospiesznie weszła do domu, przekroczyła próg i rozpłakała się. Łzy płynęły strumieniami, nagromadziło się tego dużo.

Zuzanko, no co ty, córeczko usłyszała zaniepokojony głos babci Simy Co się stało?

Wydał wszystkie pieniądze z oszczędności na grata. Marzyliśmy o mieszkaniu a on a on

Uspokój się, kochanie przytuliła ją babcia Sima jesteś najmądrzejszą i najwspanialszą dziewczyną na świecie, po prostu jesteś zmęczona, dlatego płaczesz. To wszystko drobnostki życia, najważniejsze, że wszyscy są zdrowi, nie warto się zamartwiać, pieniądze to nic, liczy się miłość i zrozumienie.

Zuzanna słuchała mądrych słów babci, uspokoiła się. Potem nawet zrobiło jej się trochę wstyd, że tak się zachowała. Wyszła na ganek, gdzie siedział mąż. Obok biegał kudłaty pies, a Krysia śmiała się, próbując złapać go za ogon. Cicho usiadła obok Sławka.

Dlaczego nie skonsultowałeś się ze mną, Sławku powiedziała cicho.

Chciałem ci sprawić niespodziankę No to sprawiłem

Zuzanna spojrzała mu w oczy, zobaczyła w nich tyle niewypowiedzianego bólu i od razu wszystko zrozumiała. Przecież on ją kocha, kupił samochód, by ułatwić jej drogę na uczelnię, troszczy się o nią. Tak rozwiązał problem, o którym mu mówiła. Nie zrozumiał tylko, że myślała o czymś innym.

Dobrze, Sławku, samochód to samochód zgodziła się tylko obiecaj, że od teraz zawsze będziesz ze mną rozmawiał o takich sprawach.

Zgoda ucieszył się przecież zawsze sam podejmowałem decyzje, przepraszam, od teraz będziemy razem wszystko ustalać.

I bardzo dobrze. To drobnostki codzienności powtórzyła słowa babci Simy najważniejsze, że jesteśmy razem i mamy cudowną córkę.

Babcia Serafina patrzyła przez okno, cieszyła się, myśląc:

Rodzinna sprzeczka, pierwsza zresztą. Jak to bez nich? Jeszcze będzie ich niejedna. Najważniejsze, żeby się rozumieli i kochali. A Zuzanna i Sławko kochają się, nie mam wątpliwości Jak dwa gołąbki Pogodzili się przeżegnała ich i się uśmiechnęła.

Sławko pomalował samochód, babcia Sima uszyła nowe pokrowce, niby nie było się czym cieszyć, samochód przeszedł swoje. Ale niedługo Zuzanna siedziała obok męża na przednim siedzeniu i jechali razem do Warszawy.

Ona nie chciała prosić o pomoc rodziców
Minął czas. Krysia podrosła, trzeba ją było zapisać do przedszkola, babcia była już wiekowa, potrzebowała spokoju. Zuzanna skończyła studia i zaczęła pracować w mieście. Sławko nadal pracował do późna, starał się zarobić na życie. Znowu pojawił się temat mieszkania w Warszawie. Nie uzbierali jeszcze na wkład własny. O pomoc nie chciała prosić rodziców, matka nadal nie rozmawiała z nią ani z wnuczką.

Pomoc przyszła niespodziewanie, skąd nikt się nie spodziewał. W jeden weekend pies zaszczekał radośnie na podwórku. Zuzanna pomyślała, że przyszła sąsiadka z mlekiem dla Krysii.

To Anton krzyknął Sławko radośnie, widząc brata w oknie, wybiegł na dwór. Cześć, bracie, skąd się tu wziąłeś?

Siema, Sławku, cześć!

Bracia mocno się objęli, widać było, że cieszą się ze spotkania. Mała Krysia wyjrzała ciekawie przez drzwi.

O, jaka jesteś śliczna powiedział Anton Chodź, mam dla ciebie prezent.

Wyjął z torby wielkiego zająca z długimi uszami i kokardką. Krysia przyjęła go z zachwytem, ostrożnie dotknęła kokardki i pobiegła pochwalić się babci.

Babcia Sima i Zuzanna przywitały Antona serdecznie i ciepło.

Nie było cię dawno, Anton, jak tam u ciebie Sławko mówił, że wynajmujesz mieszkanie dopytywała babcia, nalewając już herbatę.

U mnie wszystko dobrze odpowiedział Anton z uśmiechem Z Marią już rozwód, znalazła innego i wyjechała gdzieś pod Gdańsk. Alimenty płacę regularnie. A to, bracie wyjął z torby gruby kopertę właściwie dla ciebie i Zuzanny, prezent ślubny, nie mogłem być wtedy, byłem na delegacji.

Co to? napiął się Sławko.

Pieniądze

Jakie pieniądze?

Na wasz wkład własny wyjaśnił Anton, wręczając kopertę bratu. Maria wyjechała, zwolniła mieszkanie, znowu mieszkam u siebie. Te pieniądze odkładałem, myślałem, żeby kupić jeszcze jedno mieszkanie, ale przecież nie mogłem zabrać żonie i synowi lokum. Uznajcie to za prezent ślubny powtórzył.

Przy stole zapadła cisza, po chwili wszyscy wybuchli śmiechem.

Dziękuję, bracie, dziękuję, Anton, w samą porę

Zuzanna miała łzy w oczach ze szczęścia, babcia Sima tuliła starszego wnuka. Bracia objęli się, słów nie potrzeba było.

Jesienią Sławko z Zuzanną i córką zamieszkali w nowym dwupokojowym mieszkaniu w Warszawie. Krysia trafiła do przedszkola tuż obok domu. Szkoła była również niedaleko, specjalnie kupili mieszkanie blisko myśląc o przyszłości, przecież i do szkoły potem się przyda.

Sławko wciąż pracował w warsztacie. Tak los sprawdził młode małżeństwo. I babcia Sima miała rację, to wszystko drobnostki codzienności, najważniejsze są miłość i szczęście, by byli zdrowi.

Dziękuję za przeczytanie, wsparcie i życzę wszystkim szczęścia oraz dobra!

Rate article
Fajna Tajna
Szczęśliwe drobiazgi codzienności