Moi rodzice od zawsze mieszkali daleko ode mnie, zostawiając mnie pod opieką dziadków, kiedy byłam dzieckiem, z powodu swojego ogromnego zaangażowania w pracę. Chociaż nie brakowało nam pieniędzy, rodzice przedkładali karierę ponad wspólnie spędzony czas. Przez to stworzyłam znacznie silniejszą więź z dziadkiem Władysławem i babcią Zofią, którzy zawsze stali po mojej stronie i wspierali mnie na każdym kroku.
Gdy skończyłam osiemnaście lat, odziedziczyłam dwa mieszkania, co dało mi szansę udowodnić rodzicom, że potrafię poradzić sobie sama. Sprzedałam oba mieszkania i z otrzymanych pieniędzy kupiłam dom w Krakowie, gdzie studiowałam na uniwersytecie. Podczas studiów moi rodzice pozostawali mi niemal obcy, a ja przywykłam do ich nieobecności w moim życiu.
Niestety, podczas mojej nauki dziadkowie zmarli. Ich odejście wprowadziło mnie w jeszcze większą samotność wobec rodziców, którzy niewiele wnieśli do mojego wychowania i ogólnie do mojego życia. Brak głębokiej relacji sprawiał, że trudno mi było znaleźć dla nich czas dokładnie tak, jak im dawniej trudno było znaleźć czas dla mnie.
Kiedy moi rodzice wyrazili swoje rozczarowanie, że nie otrzymali żadnej części pieniędzy ze sprzedaży mieszkań, nie poczułam się zobowiązana do podzielenia się z nimi. Uważałam, że nie towarzyszyli mi w najważniejszych momentach życia, a teraz to ja stawiam siebie i swoje potrzeby na pierwszym miejscu. Ich narzekania, że nie mam dla nich czasu, ignorowałam nauczyłam się stawiać pracę i własne dobro ponad wszystkim, zupełnie jak oni wtedy, gdy byłam mała.
Na ich wyrzuty odpowiadałam spokojnie, lecz stanowczo: Nie mam czasu, jestem w pracy. W głębi duszy uważałam, że to oni powinni najlepiej rozumieć, jak dużo pracy potrafi pochłonąć człowieka i jak potrafi zagłuszyć inne sprawy przecież sami kiedyś wybrali taki los. Moja decyzja, by skupić się na własnym życiu i marzeniach, była sposobem na poradzenie sobie z ich nieobecnością i postawienie szczęścia oraz samorealizacji na pierwszym miejscu.



