Nie rozpieszczałam swojego syna. Był pilnym uczniem, pomagał mi, był dobrze wychowany i stanowił wzór do naśladowania. Gdy Bartosz powiedział mi, że wyjeżdża do pracy, ogromnie się zmartwiłam. Bałam się samotności.
A co z Zuzanną? zapytałam go o jego dziewczynę. Rozstaliśmy się.
Byłam zaskoczona, bo byłam przekonana, że wkrótce usłyszę o ślubie. Bardzo pasowali do siebie. Oczywiście żal mi było, że wszystko się tak zakończyło, ale nie wtrącałam się w ich sprawy.
Syn wyjechał. Utrzymywaliśmy regularny kontakt. Znalazł pracę, nowych przyjaciół, a po pewnym czasie także miłość. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko czekać, aż w końcu ją poznam. Mój syn jednak nie spieszył się z przedstawieniem wybranki. Wzięłam do domu kotka i zajmowałam się nim.
Pewnego wieczoru wracając z pracy usłyszałam ciche: Dobry wieczór.
Podniosłam wzrok i w półmroku zobaczyłam sylwetkę Zuzanny. Trzymała na rękach niemowlę. Dziewczyno, co ty tutaj robisz? Kim jest to dziecko? Możesz mnie oceniać, ale to twoja wnuczka. Bałam się powiedzieć Bartoszowi o ciąży, bo rozstaliśmy się w nieprzyjemnej atmosferze. Wróciłam do mamy i tam urodziłam dziecko. Mama zmarła miesiąc temu, nie mam już żadnej rodziny. Więc przyszłam do ciebie. I co zamierzasz dalej robić? Chyba będę zmuszona oddać córeczkę do domu dziecka. Nie mam gdzie mieszkać. Przyszłam tylko, żeby Gdyby coś mi się stało, możesz odwiedzać swoją wnuczkę. Nie wygłupiaj się. Wychowamy ją razem. Chodźmy do mnie.
Zabrałam Zuzię i jej córeczkę do swojego mieszkania. Dziewczynka była bardzo podobna do Bartosza, więc nie miałam wątpliwości, że Zuzia mówiła prawdę. Zuzia pomagała mi w domu, a ja pracowałam żyło nam się całkiem nieźle. Wkrótce Bartosz zadzwonił, że przyjedzie w odwiedziny, ale nie odpowiedział czy będzie sam.
Gdy Bartosz przyjechał, akurat karmiłam wnuczkę. Kogo my tu mamy taką śliczną? Synu, to twoja córka. No proszę. A ja też nie przyszedłem sam powiedział Bartosz, wnosząc do mieszkania kołyskę. A kto to jest? To mój syn. Jego mama zmarła przy porodzie, nie mogłem go zostawić.
Zuzia wyszła na korytarz i długo patrzyła na Bartosza. Rozmawiali całe popołudnie, ja się nie mieszałam. Najważniejsze, że rok później wzięli ślub, a dzieci wychowywały się w pełnej rodzinie.
Teraz Bartosz buduje duży dom, żeby wyprowadzić się z ciasnego mieszkania. I zdradzę wam sekret: niedługo doczekam się trzeciego wnuka. To prawdziwe szczęście! Czasem los przynosi trudne chwile, ale dobroć i wsparcie pozwalają budować piękne, silne rodziny.



