Ależ skąd ja sama? odpowiadała zawsze z uśmiechem Oj nie, co wy, ja mam ogromną rodzinę!
Pamiątki tematyczne
Oliwia od kilku lat mieszkała samotnie w małym domku na obrzeżach podkarpackiej wsi. Ale zawsze gdy ktoś jej współczuł tej samotności, ona po prostu się śmiała:
Ależ gdzie tam, ja sama? kiwała głową Oj nie, u mnie cały dom pełen ludzi! To znaczy… swoich.
Sąsiadki tylko przytakiwały, a poza plecami wymieniały porozumiewawcze spojrzenia i kręciły palcem przy skroni trochę dziwaczka ta Oliwia. Rodzina? Ta, co bez męża i dzieci, sama jak palec… jak zwierzak!
A właśnie te zwierzaki Oliwia nazywała rodziną. I co jej tam zależało, co ludzie mówią u niej zwierzyniec nie na mięso ani mleko, pies nie pilnuje podwórza, kot nie łapie myszy… tylko po prostu SĄ.
Miała pięć kotów i cztery psy. Wszystkie mieszkały z nią w domu, a nie, jak Pan Bóg przykazał, na podwórku tak przynajmniej uważała cała wieś.
Plotka niosła się po wsi szkoda gadać tej nienormalnej, tylko się śmieje, jak coś jej człowiek powie…
Dajcie spokój machała ręką ulicy już wystarczy widziały, w domu każdemu najlepiej!
Pięć lat wcześniej Oliwia straciła męża i syna jednego dnia. Wracali z łowienia ryb, kiedy rozpędzona ciężarówka zjechała prosto na nich na trasie do Krosna.
Kiedy w końcu trochę się poskładała, zrozumiała, że nie da rady żyć w tym samym mieszkaniu, chodzić po tych samych ulicach Przemyśla, patrzeć sąsiadom w oczy, iść do ulubionych sklepów i znosić te wszystkie współczujące uśmiechy.
Sprzedała więc mieszkanie i razem z kotką Duszą przeniosła się na wieś pod Sanokiem, do starego domku na końcu wsi. Latem pieliła ogródek, a zimą dorabiała w stołówce w miasteczku powiatowym.
A zwierzaki przychodziły do niej różnymi drogami jednego wypatrzyła na dworcu w Sanoku, drugi przychodził po jedzenie pod stołówkę, inne po prostu się przytrafiły.
I tak zebrała się ta ogromna rodzina same zagubione dusze, niektóre nawet bardziej pokiereszowane niż ona. A dobroć Oliwii te rany jakoś leczyła i, o dziwo, wystarczało miłości i ciepła dla wszystkich.
I nawet jedzenia starczało, choć lekko nie było. Wiedziała, że nie może w nieskończoność powiększać swojej gromadki i znów przyrzekała sobie żadnego nowego futrzaka!
W marcu, gdy już wszyscy szykowali się do wiosny, nagle zima wróciła z pełną mocą śnieg, lód i wiatr zamiatał polne drogi, aż ludzi gnało do domów.
Oliwia śpieszyła na ostatni wieczorny autobus do swojej wsi, torby z zakupami napchane żarciem dla siebie i swojej menażerii, a jeszcze trochę jedzenia przyniosła z pracy w stołówce. Ręce ciągnęły do ziemi.
Nie oglądając się na lewo i prawo, wciskała w sobie myśl o nowych adopcjach, rozgrzewała się ciepłą wizją czekającej gromadki…
Ale wiecie, jak to jest serce zaskoczy nawet najbardziej stanowczo postanowionego, i oto… jeszcze dziesięć metrów do przystanku, a ona już czuje, że musi się obejrzeć.
Pod ławką leżał pies. Gapił się na Oliwię, ale jakieś było to spojrzenie takie obojętne, jakby już nigdzie nie chciał należeć. Śnieg go porządnie przysypał.
Ludzie mijali go, ciasno zapięci pod szyję, każdy w swoim pośpiechu. Przecież to tylko pies, kto by tam zwrócił uwagę?
Oliwię aż ścisnęło. Zapomniała o autobusie i swoich zasadach. Rzuciła torby i uklękła przy zwierzaku. Dotknęła go, a on tylko powoli mrugnął.
O matko, żywy! ulżyło jej Chodź, kochanie, wstawaj, idziemy razem do domu…
Pies nie ruszał się, nie stawiał oporu świat już miał go serdecznie dość. Oliwia, nie pamiętając już jak, znalazła się z nim i torbami w środku dworca.
Usiadła w kącie, rozmasowywała i ogrzewała łapy zmarzniętemu chuderlakowi, po kolei głaskała i tuliła.
No już, kochanie, wracaj do żywych. U nas będzie ci dobrze mówiła cicho będziesz piątym psem, rachunek będzie się zgadzał.
Wyciągnęła z torby zrazika i podała psu. Najpierw nie chciał jeść, ale jak się trochę rozgrzał, spojrzenie mu rozbłysło, nosek zadrżał i kolacja zniknęła w oka mgnieniu.
Godzinę później łapały już razem stopa na trasie pod Sanokiem autobus dawno odjechał. Z paska zrobiła mu coś na kształt smyczy, choć pies, którego nazwała Miła, szedł tak blisko niej, jakby się jej bał zgubić.
Po paru minutach cud! zatrzymuje się auto, szofer otwiera drzwi:
Niech pani wsiada! Pies na kolana, czy się zmieści?
Uda się, spokojnie śmiała się Oliwia ona bardzo czysta, nie pobrudzi…
Dla mnie luz machnął ręką facet niech jedzie na siedzeniu, po co się tłoczyć.
Ale Miła przytuliła się do Oliwii i żadna siła by jej nie przekonała na fotel. I dobrze im było razem, cieplutko.
Wie pan… tak jest przytulniej posłała kierowcy uśmiech z błyskiem w oku.
Facet tylko zerknął: pasek przewiązany przy szyi psa, kobieta trochę zmęczona, może nawet lekko zdziwaczała ale jakaś taka szczęśliwsza od tych wszystkich, co z aptekarską precyzją odmierzają samotność.
Podwieźli ich aż pod dom. Facet pomógł jej z ciężkimi siatkami, a gdy pchnął furtkę, ta aż zatrzeszczała… i się połamała.
O, niech pan się nie przejmuje westchnęła Oliwia już od roku się do tego zbierałam, by ją naprawić.
Z domu już było słychać chóralne miauki i szczekanie. Zanim otworzyła drzwi, cała gromadka wybiegła na podwórko.
No i co wy, zgubiliście mnie? Już jestem, dziatwa! Poznajcie nową koleżankę, Miłą!
Miła zaczęła się nieśmiało skradać za nogami Oliwii, reszta obwąchiwała torby, zwłaszcza te u gościa.
No, nie będziemy marznąć, zapraszam do środka, jeśli się pan nie boi naszej bandy. Może herbaty?
Facet zaniósł torby do kuchni, ale nie wszedł dalej:
Już późno, pojadę. Nakarmcie wszystkich, bo widzę, że was wyczekiwali…
Następnego dnia, w południe, coś stuka na podwórku. Oliwia narzuca kurtkę i wychodzi. Facet z wczoraj, rozwalona furtka i narzędzia rozłożone u nóg.
Widząc ją, uśmiecha się szeroko:
Dzień dobry! Zawaliłem pani furtkę, to naprawić wypada. Jestem Włodek. A pani…?
Oliwia…
Cała futrzasta banda już się zleciała, każdy chce z nowym gościem przybić piątkę łapą czy ogonem. Włodek kuca i głaszcze je po kolei.
Pani Oliwio, nie marznijcie, idźcie do środka. Zaraz skończę, a do herbaty bym się skusił mam też kawałek sernika w bagażniku i smakołyki dla tego waszego wesołego przedszkola.
Jeśli nie chcecie przegapić kolejnych historii, zostawcie lajka, komentarz, czy co tam się w internetach zostawia. Dobrze mieć trochę wsparcia!



