Były mąż – Aniu! – zawołał za nią znajomy do bólu męski głos. Anna aż podskoczyła, wciągnęła głowę…

Aniu! zawołał za nią z tyłu aż do bólu znajomy męski głos.
Anna drgnęła, wciągnęła głowę w ramiona i, bojąc się obejrzeć, przyspieszyła kroku na chodniku.
Anulka, no zatrzymaj się! Przecież to na pewno ty!
Anna przyspieszyła, ale męska dłoń złapała ją za ramię nie mocno, ale stanowczo.
Aniu, jesteś głucha? To ja, Wiktor.
Anna zebrała się w sobie, gwałtownie się odwróciła i, niedowierzając, wyszeptała:
O Boże, Wiktor… Myślałam, że mi się twój głos przewiduje… Ale Jak to możliwe? Przecież to niemożliwe…
Co niemożliwe? były mąż uśmiechał się do niej niemal tak pogodnie, jak za starych czasów. Nie mam prawa wrócić do rodzinnego miasta?
Skąd wrócić? dopytywała Anna z niedowierzaniem. Przecież ty umarłeś. Tak mi powiedziano.
Umarłem? Wiktor aż wykrzywił usta ze zdziwienia. Ja?
No tak. Pół roku po naszym rozwodzie, kiedy wyjechałeś do Gdańska, twój kumpel powiedział mi, że zrobiła pauzę, a potem dokończyła że zapiłeś się w obcym mieście i zmarłeś gdzieś na ulicy.
Kto mógł ci tak nagadać?
Kowalski. Twój najlepszy przyjaciel. Od kiedy wyjechałeś, zaczął się do mnie zalecać. Ale szybko mu wybiłam ten pomysł z głowy. I wtedy powiedział mi o tobie.
Ale cwaniak roześmiał się Wiktor. Czyli jednak nie żartował, kiedy się żegnaliśmy.
Co to znaczy?
Tak sobie żartował, że jak ciebie zostawię, to on cię przejmie. Myślałem, że to żarty, ale od tamtej pory przestał się odzywać. I na moje telefony też nie odpowiadał. Wtedy nie było jeszcze Facebooka ani nic kontakt tylko przez zwykłe listy albo telefon stacjonarny. Nawet nie wiem, gdzie się podział i co z nim teraz.
Już od dawna nie żyje wzruszyła ramionami Anna. Pogrzeb był chyba z pięć lat temu.
No patrz… Wiktor spoważniał. Umarł A mógłby jeszcze żyć. Tyle lat przed nim było. Ech I znów się uśmiechnął. Tyle lat minęło od rozwodu, a ty się w ogóle nie zmieniłaś. Piękna jak zawsze.
Oj daj spokój zaśmiała się Anna i machnęła ręką. Zwyczajna jestem.
Słyszałem, że wyszłaś za mąż Wiktor patrzył na nią ciepło, jakby nie mógł nacieszyć się widokiem byłej żony. Dzieci masz? Dwójkę chyba?
Dwoje, tak Anna kiwnęła głową. Już dorosłe, same rozjechały się po świecie. Teraz jestem babcią. Dwa razy już.
O proszę! A mąż? Jak się miewa?
Bardzo dobrze uśmiechnęła się pod nosem. Tylko już w innym domu. Jestem teraz wolna kobieta.
Tak to już jest przytaknął Wiktor. My faceci to czasem naprawdę głupi jesteśmy. Cały czas czegoś szukamy, nie widząc, że już to mamy tuż obok.
A ty po co wróciłeś? spytała Anna. W sprawach czy tak sobie?
Na stałe wróciłem, Aniu. Na dobre. Westchnął ciężko. Pochowałem niedawno żonę. Postanowiłem wrócić do domu, na rodzinne strony. Powiem ci szczerze, tam się dusiłem. Lekarze mówili, że klimat nie dla mnie. Wiek i te sprawy. Swoją drogą, moja żona miała to samo astma. Próbowałem ją nakłonić na przeprowadzkę, czułem, że powinna się zmienić miejsce. Ale była rodowitą gdańszczanką. Mówiła: Nie potrafię żyć z dala od mojego ukochanego miasta. No i W oczach Wiktora zalśniły łzy. Teraz chodzę po ulicach młodości, rozglądam się, gdzie kupić mieszkanie. Przez te trzydzieści lat wszystko tu się pozmieniało. Może coś doradzisz, w którym rejonie warto się osiedlić?
A gdzie teraz się zatrzymałeś? spytała Anna.
W hotelu, a gdzieżby indziej?
A nie u rodziny?
Daj spokój skrzywił się Wiktor. Nie lubię być ciężarem. Rodzina ma swoje życie, a ja miałbym im spaść na głowę. To nie po męsku.
A może u mnie się zatrzymasz? Anna nagle sama się zdziwiła swoją propozycją, więc szybko dodała: Na zasadach najemcy.
Wiktor speszył się, zawahał, po czym westchnął:
Może i chciałbym, Aniu, ale Czuję się wobec ciebie winny.
Z czego ta wina niby? zdziwiła się Anna.
Zwyczajna wzruszył ramionami. Przecież to ja cię kiedyś zostawiłem. I będę się z tym czuł zawsze źle.
Oj, nie wygłupiaj się! Anna uśmiechnęła się lekko. To przecież ja ci kazałam odejść. Pamiętasz, ile wtedy powiedziałam ci przykrych rzeczy? Po takich słowach każdy mężczyzna by odszedł.
Ja za to nic takiego nie pamiętam. Pamiętam tylko swoje głupoty.
Jakie?
Pamiętam, jak w złości spakowałem się i wyszedłem w noc. Potem żałowałem, ale było już za późno
A ja się wtedy nawet cieszyłam roześmiała się Anna. Myślałam, że zacznę nowe życie. I faktycznie zaczęłam Ale potem żałowałam
Naprawdę? Wiktor zapytał nieśmiało. To nie masz do mnie żalu?
Skądże. Anna spojrzała z czułością na byłego męża, poczuła się jak kiedyś, za młodu. Wiktorze, ty naprawdę się nie zmieniłeś. Może tylko siwizny ci przybyło. Przeprowadzaj się do mnie. Dziś, jeśli chcesz. Mam wolny pokój. Po co ci jadło z hotelowej stołówki? Jesteś, choćby i były mąż, jakby nie było rodzina.
Nie będę ci przeszkadzał?
Gdybyś miał przeszkadzać, nie proponowałabym. Samotność wieczorami potrafi dokuczyć.
Skoro tak Wiktor nieśmiało ujął jej dłoń. To idziemy po moją walizkę do hotelu?
Tę samą, z którą odszedłeś wtedy ode mnie?
Zaśmiali się oboje i ruszyli razem chodnikiem, z poczuciem, jakby nigdy się nie rozstawali.

Bo czasem życie daje nam drugą szansę, by zrozumieć, że liczy się nie przeszłość ani wielkie słowa, lecz ludzie obok, którym warto przebaczyć i z którymi można zacząć wszystko od nowa.

Rate article
Fajna Tajna
Były mąż – Aniu! – zawołał za nią znajomy do bólu męski głos. Anna aż podskoczyła, wciągnęła głowę…