Zosia wchodzi do mojego mieszkania bez zaproszenia i rozkłada swoje torby w przedpokoju.
Czy te kozaki w korytarzu są w leopardzie? Nie spodziewam się gości mówię, trzymając w rękach ciężkie torby z zakupami.
Wojciech, mój mąż, wychodzi z salonu, zakłopotany, pocierając kark. Wygląda jak chłopiec, który rozbił mamie ulubioną wazę i teraz szuka wymówki, jak ukryć kawałki pod dywanem.
Nie martw się, Irenko zaczyna, a dreszcz przebiega mi po kręgosłupie. Zazwyczaj po takich słowach pada informacja o porysowanym zderzaku albo nagłej wizycie teściowej. Mam sprawę przyjechała Jadwiga.
W gość? pytam, przechodząc do kuchni, by wyłożyć mleko i warzywa. Dziwne, że nie zadzwoniła. I czemu tyle kozaków? Stały trzy pary.
No nie do końca w gość głos Wojciecha przycichł, przestawiał się z nogi na nogę przy lodówce. Poszła się pokłócić z Witem. W wielkim pośpiechu ją wyrzucił, wyobrażasz? Powiedział, że zbiera walizki i wyprowadza się. A jej mieszkanie to jednopokoj z rodzicami i kotem nie ma gdzie się schować. Poprosiła nas o tymczasowy nocleg.
Stawiam torbę z kaszą gryczaną na stole i zwracam się do męża.
Jaki czasowy pobyt, Wojtku? I po co się dowiaduję dopiero, gdy leopardie kozaki już zajęły mój dywan?
Irenka, nie denerwuj się. Zadzwoniła w południe, ty byłaś na spotkaniu i nie odebrałaś. Była w płaczu, przy dworcu z walizkami. Co mam zrobić? Nie mogę jej zostawić na dworcu. Przede wszystkim zostanie u nas tydzień, potem znajdzie mieszkanie albo pogodzi się z Witem i wyjedzie. Jest cicha, nie będzie przeszkadzać.
W tym momencie z łazienki otwiera drzwi i wchodzi Jadwiga w białym szlafroku, który używam tylko po kąpieli. Na głowie ma opaskę z ręcznika, w ręku trzyma kanapkę z szynką i łapie duże kawałki.
O, Irka, przybyłam! mówi, mając pełną buzię. Słyszałam, że skończyła się mi odżywka do włosów, wypompowałam ostatnią kroplę. Kup jutro, bo moje włosy po stresie strzygą.
Patrzę na szlafrok, okruchy spadające na podłogę i tę cwaniacką twarz Jadwigi i myślę: Koniec spokojnego życia.
Zdejmij szlafrok mówię lodowatym tonem.
No nie, szkoda się! Moje rzeczy w walizce są pomarszczone, nie chce ich wyciągać odrzuca Jadwiga, rzuca się na sofę w salonie, chwytając pilot. Wojtku, zrób herbatę z cytryną, bo moje gardło po nerwach wyschło.
Wieczór mija w napiętej ciszy z mojej strony i nieprzerwanej monologii Jadwigi. Opowiada, jak Witek jest podstępny, jak nie docenił jej lat, i że zaczyna nowe życie. Nowe życie zaczyna się od zjedzenia wszystkich kotletów, które przygotowałam na dwa dni, i zajęcia łazienki półtorej godziny, zamieniając ją w prawdziwą saunę.
Kiedy w końcu kładziemy się spać, rzucam Wojciechowi:
Wojtku, to nie do przyjęcia. Dlaczego ona ma mój szlafrok? Dlaczego rozdaje rozkazy? Tydzień to maksimum, rozumiesz?
Irka, poczekaj. Ma żal, dramat osobisty. Zaraz się uspokoi i wszystko wróci do normy. Bądź łagodniejsza, to moja siostra.
Następnego ranka wstaję wcześnie do pracy. Jestem główną księgową, a obecny okres rozliczeniowy przyciąga mnie liczbami. Cały dzień marzę o powrocie do domu, gorącej kąpieli i ciszy przy książce.
Gdy otwieram drzwi, w mieszkaniu gra głośna popmuzyka, szklanki drżą od basu. W przedpokoju czuć zapach lakieru do paznokci i spalonego jedzenia.
Wchodzę do kuchni. Na patelni dymi czarne grudki, które kiedyś były ziemniakami. Jadwiga zniknęła z kuchni, a ja znajduję ją w salonie. Siedzi na podłodze, rozkładając na stoliku całą gamę moich kosmetyków. Maluje paznokcie u nóg jasnoczerwonym lakierem, kładąc stopę na tapicerce sofy.
Jadwigo! wyłączam muzykę. Co się dzieje?
Ojej, przestraszyłam! wykrzykuje, a pędzel z lakierem zostawia plamę na beżowym aksamicie sofy. Irka, co ty robisz w ukryciu? Teraz mam plamę od ciebie.
Patrzę na czerwoną smugę na swojej ulubionej sofie, a w oczach zbiera się ciemność.
Wzięłaś moją kosmetyczkę? pytam.
Musiałam się przygotować, mam dziś wieczorem randkę. Trzeba wyrównać… macha w palce. A ziemniaki nie spłonęły? Zapomniałam.
Prawie spaliłaś kuchnię! Zdejmij nogi z sofy! Masz swoje lakiery, swoje kremy?
Są w walizce odrzuca Jadwiga. Trzeba tam szukać długo. Masz może zwykłe rajstopy? Moje wszystkie mają dziurki. Widziałam w komodzie paczkę Olofa, czterdzieści sztuk. Pożyczyć?
Nie odcinam. Nie pożyczę. I odłóż moją kosmetykę na miejsce, i umyj patelnię.
Jaka jesteś drobiazgowa mruga Jadwiga. Żałuję, że muszę mówić Olekowi, jaka jesteś skąpa.
Wojciech wraca z pracy, a Jadwiga wita go smutną miną.
Wojtku, chyba spędzę noc na dworcu. Twoja żona mnie pożera, krzyczy, obśmierdza lakierem. Czuję się tu niepotrzebna, jak biedna krewniaczka.
Wojciech, wyczerpany, patrzy na mnie z błaganiem.
Irka, co znowu nie podzielono?
Ona zepsuła sofę, Wojtku. Prawie spowodowała pożar i zabiera moje rzeczy bez pytania.
To niechcialo! krzyczy Jadwiga. A ona krzyczy jak na służącą!
Dobra dziewczyny, nie kłóćcie się. Jadwigo, kupię ci rajstopy, uspokój się. Irka, wyczyścimy plamę, zadzwonimy po pralnię chemiczną. Żyjmy w zgodzie.
W zgodzie nie udaje się. Dni mijają, a mieszkanie Irki zamienia się w chaos. Jadwiga nie sprząta po sobie naczynia, zostawia sterty brudnych talerzy w zlewie i pod sofą. W łazience ciągle wisi jej bielizna, suszona na wieszaku, choć mamy suszarkę.
Próbuję rozmawiać, ustalać granice.
Jadwigo, w naszym domu myjemy naczynia od razu po jedzeniu.
Okej, potem je umyję, już mocno namoczyłam.
Nie włączaj telewizora na pełną głośność po jedenastej, wstajemy wcześnie.
Nie mogę w słuchawkach, boli uszy. Poza tym mam bezsenność od depresji.
Najgorsze jest to, że Wojciech, mój łagodny i dobry mąż, pod wpływem siostry zaczyna się zmieniać. Jadwiga podkłada mu pomysły, kiedy mnie nie ma.
Ty, bracie, jesteś pod butelką mówi, mieszając herbatę jej łyżką. Ona cię kręci, zabiera pieniądze, nie pozwala spotkać się z kolegami. Witek jest kozą, ale przynajmniej był facetem, mógłby uderzyć pięścią w stół. A ty
Wojciech zaczyna się obrażać.
Irka, czemu nie ugotowałeś obiad? Jadwiga cały dzień w domu, głodna, a w lodówce tylko wczorajsza zupa.
Jadwiga to dorosła kobieta, mogła sama coś przygotować, skoro nie pracuje odparłam.
To gość! Ma stres!
Goście nie mieszkają miesiącami i nie mówią gospodyni, co ma robić.
Trzy tygodnie mijają. Czuję się wyciśnięta jak cytryna. Nie chce się wracać do domu, więc zostaję dłużej w pracy, spaceruję po parku, by odciągnąć się od spotkania z kochającą szwagierką.
Punkt kulminacyjny następuje w piątek. Dostaję wolny dzień za nadgodziny i postanawiam zrobić generalne sprzątanie, dopóki Jadwiga nie będzie w domu twierdzi, że idzie na rozmowę kwalifikacyjną (choć podejrzewam, że w centrum handlowym).
Wracam do mieszkania o dwunastej. Drzwi nie są zamknięte. Wchodzę cicho do przedpokoju i widzę męskie buty, ogromne, brudne, rozmiar 45.
Z sypialni dochodzi przytłumiony śmiech i muzyka.
Staję na miękkich stopach przy drzwiach sypialni i otwieram je.
Na łóżku, nad kołdrą, leży Jadwiga w koronkowej koszuli (oczywiście mojej, podarowanej przez Wojciecha na rocznicę) i nieznajomy mężczyzna z tatuażem na ramieniu. Wokół stoją butelki piwa, pudełko po pizzy leży na nocnym stoliku obok zdjęcia naszego ślubu.
O rety! wstaje facet, zasłaniając się kołdrą. Gospodyni przyszła.
Jadwiga, niezakłócona, wyciąga rękę.
Irka? Co ty tak wcześnie? Oglądamy film. Poznaj Stasza.
Czuję, jak wewnątrz coś pęka. Świeci jak przepalona żarówka. Gniew, który nagromadziłam przez trzy tygodnie, zamienia się w lodowate spokój.
Wynocha mówię cicho.
Co? pyta Staszek.
Wynocha stąd. Dajcie się ubrać i wyjdźcie z mieszkania w ciągu dwóch minut, inaczej dzwonię na policję.
Irka, co robisz? wtrąca się Jadwiga, zrzucając się z łóżka. Po prostu relaksujemy się. Staszek pomógł mi z CV…
Powiedziałam: wynocha! krzyczę, a Staszek drży. Wpuściłaś obcego do mojej sypialni? Włożyłaś moje bielisko? Jedziesz pizzę na moim łóżku?
Co za ściema jęczy Jadwiga, ciągnąc dżinsy. Umyj to, nie rozpadniesz się. Chodź Staszek, tu jest duszno.
Po zamknięciu drzwi Staszek, Jadwiga wraca do salonu, jakby nic się nie stało.
Słuchaj, zrujnowałaś mi cały plan. Normalny facet…
Idę do przedpokoju, biorę duże worki na śmieci i wracam do pokoju, gdzie Jadwiga okupuje sofę.
Wstań.
Po co?
Pakuję twoje rzeczy. Wyprowadzam cię. Teraz.
Nie masz prawa! To też mój brat! On mnie zaprosił! Nie wyjdę, dopóki Wojciech nie przyjdzie!
Nie kłócę się. Otwieram szafę w przedpokoju, gdzie Jadwiga rozkłada swoje rzeczy, przemieszcza ubrania właścicieli i systematycznie wkłada wszystko do worków: swetry, dżinsy, to leopardowe płaszczyki, brudne skarpety pod krzesłem.
Hej! Co robisz?! To kaszmirowy sweterek! Nie zniszczysz! wrzeszczy Jadwiga, biegając wokół mnie i próbując wyciągnąć rzeczy.
Mam siłę adrenaliny. W pięć minut pakuję cały bałagan w trzy czarne torby. Walizka Jadwigi stoi otwarta w rogu do niej leci kosmetyka, buty, ładowarki.
Jesteś chora! Psychopata! Zadzwonię Wojciechowi! chwyta telefon.
Cicho wyciągam torby i walizkę na klatkę schodową.
I wyjdź z domu wskazuję drzwi.
Nie pójdę!
W porządku, wezwę policję. Powiem, że w mieszkaniu jest obcy, który odmawia wyjścia i grozi mi. Gdzie masz zameldowanie? U mamy w Białołęce? Tam się udasz.
Jadwiga, widząc determinację w moich oczach, rozumie, że żarty się skończyły. Wybiegła na korytarz, chwyciwszy swoją torbę.
Będziesz żałować! Przyjdziecie po mnie prosić o wybaczenie! Wojciech cię zostawi, sukinsynko!
Zamykam drzwi na jej nosie i dwa razy kręcę klucz. Zakładam łańcuch. Serce wali jak szalone. Opieram się o drzwi i opadam na podłogę. W korytarzu słychać krzyki Jadwigi, stukającej stopą i krzyczącej na cały blok, że ją okradli i wyrzucili na mróz (choć jest ciepły wrzesień).
Dzwonię do męża.
Wojciechu mówię, starając się nie drżeć. Twoja siostra siedzi w klatce z rzeczami.
Co?! Irka, co zrobiłaś? Dlaczego?
Wpuściła mężczyznę do naszej sypialni. Leżeli w naszym łóżku, w moim bieliźnie.
Po drugiej stronie linii panuje cisza. Wojciech przetrawia informację.
Do sypialni? Naszej?
Tak. I jeśli teraz ją będziesz bronił, możesz pojechać do mamy razem z nią. Zmieniam zamki już dziś.
Wojciech zamknął drzwi, odwrócił się i odszedł, a ja w końcu mogłam odetchnąć z ulgą.



