Po tym, jak mój mąż potajemnie zrobił test na ojcostwo, postanowiłam odejść

Chodziłam z moim mężem przez trzy lata, zanim stanęliśmy na ślubnym kobiercu, a od dwóch lat jesteśmy już małżeństwem.

Dla jasności: to mój jedyny facet w życiu. Nie spoglądałam nawet na innych mężczyzn, nawet ukradkiem. Za to mój mąż klasyka gatunku był straszliwym zazdrośnikiem. Ciążę zaplanowaliśmy razem. Kiedy test pokazał dwie kreski, radowaliśmy się jak dzieci przy barszczu wigilijnym. Mąż od zawsze marzył o synu i już od pierwszego dnia był przekonany, że w brzuchu mieszka Stefek. Dlatego oboje prawie spadliśmy z krzeseł u ginekologa, gdy pani doktor obwieściła, że będzie córka.

I wtedy zaczęły się jazdy. Mój mąż od razu powątpiewał, czy to oby na pewno jego dziecko. Twierdził, że w jego rodzinie mocny ród, z którego rodzą się tylko chłopcy. Faktycznie mąż ma tylko braci, jego tato też. Ale przecież wiadomo, że za płeć dziecka odpowiada przypadek i biologia (którą coraz bardziej chciałam mu rozciągać na twarzy podręcznikiem). Przez całą ciążę łudziłam się, że może jednak doktorzy się pomylili i urodzi się synek, ale niestety przyszła na świat nasza córka Maria.

Mój małżonek udawał, jakby się cieszył, ale marnie mu to wychodziło. Z czasem coraz częściej powtarzał, że to nie jego dziecko. Oczywiście, teściowie dolewali oliwy do ognia, bredząc dzień w dzień, że wychowuje cudze. Bolały mnie te insynuacje jak zadrapania po pazurach kota. Problemem było też to, że Marianna była kopią mnie z dzieciństwa nie dość, że blond, to jeszcze niebieskooka, a mąż brunet o oczach jak węgielki. Moje geny wygrały na całej linii, więc regularnie musiałam tłumaczyć mężowi podstawy dziedziczenia, a i tak nie trafiało.

Przeciągało się to bite cztery miesiące. Nie miałam już siły gadać, przekonywać, tłumaczyć. Aż pewnego dnia jakby odcięło małżonek zamienił się w kochającego tatę. Myślałam naiwnie, że może wreszcie dotarło do niego, iż genetyka to nie wróżka. Niestety, myliłam się.

Na urodziny Marianny zaprosiliśmy całą rodzinę stolica teściowej w jednym domu. Córka rosła i była coraz bardziej podobna do mnie ojciec nie był zachwycony. Teściowie nie odpuszczali, szeptali codziennie swoje farmazony. I wtedy mężowi pękła żyłka palnął, że jest absolutnie pewien, iż Maria jest jego, bo zrobił test na ojcostwo.

Wieczorem odbyliśmy z nim rozmowę już na spokojnie, a on sam przyznał, że gdy córka miała cztery miesiące, w tajemnicy zrobił badanie DNA. Wyszło, że jest ojcem. Ale oczywiście nic mi o tym nie powiedział. I wtedy dotarło do mnie, skąd ten nagły przełom w jego zachowaniu. A ja głupia sądziłam, że tak pokochał naszą małą! Było mi tak przykro, jakby ktoś zwalił na mnie worek góralskich kapci. Jak on mógł mi nie wierzyć?! Przecież to tak, jakby oskarżał mnie o zdradę, mimo że nigdy nawet nie spojrzałam na kogoś innego. Jak mamy dalej żyć? Przy każdym kryzysie będzie robił śledztwo zamiast mi zaufać?

Zszokowała mnie ta sytuacja. Przestałam go szanować obrzydził mi się na amen. Zdałam sobie sprawę, że nie chcę spędzić całego życia z człowiekiem, który wie wszystko lepiej i nie wierzy ani w jedno moje słowo. Może i Maria jest jego, ale dla mnie liczy się to, że mój mąż przedkłada domysły nad szczerość żony.

Podjęłam decyzję o rozwodzie. Mąż był w ciężkim szoku. Zaczął się tłumaczyć, ale nie zamierzałam go słuchać tak jak on nie słuchał mnie rok temu. Jego rodzina wołała, że mi odbiło, że to żaden powód do rozwodu i że jeszcze będę żałować. Moi rodzice tego nie rozumieli, ale przynajmniej przygarnęli mnie z powrotem. Nie zamierzam spędzić życia, tłumacząc się przed facetem, który robi ze mnie wróżkę od genetyki. Wolę sama wychować Marię, niż żyć w cieniu jego podejrzeń!

A Wy jak uważacie postąpiłam właściwie, czy jednak przesadziłam?

Rate article
Fajna Tajna
Po tym, jak mój mąż potajemnie zrobił test na ojcostwo, postanowiłam odejść