PRZYPADEK W SYLWESTRA
Do domu nie chciało się wracać Ani. Ostatni dzień grudnia w pracy minął szybko, wszystkie koleżanki z biura już dawno pobiegły do swoich rodzin, dzieci, mężów i sałatki jarzynowej. Szczęśliwe, promienne, podekscytowane, z wielkimi siatami mandarynek i butelką szampana prezent od pana Kazimierza.
A na Anię nikt nie czekał w czterech ścianach. Sałatki jarzynowej także nie miała dla kogo przygotować. Spojrzała na górę mandarynek w przejrzystej torbie, która piętrzyła się na jej biurku, i westchnęła bezgłośnie.
Nie, nie ma po co wracać do pustego mieszkania. Ania wzięła się za kończenie zestawienia. Po chwili do jej pokoju wpadł zdyszany pan Kazimierz jedyny mężczyzna w ich biurze i od lat szef.
Aniu, co ty jeszcze robisz sama? A ja wyobraź sobie prezentu żonie zapomniałem, no powiedz! wyrzucił z siebie i natychmiast zniknął w swoim gabinecie.
Minęło kilka minut, szef pojawił się znowu.
Ty naprawdę sama tu siedzisz? Czemu nie idziesz do domu?
Bo tam i tak czeka na mnie tylko cisza, panie Kazimierzu.
Kazimierz, który już miał zaraz biec do żony, nagle się zatrzymał. Podeszedł do biurka Ani i usiadł obok niej. Przez chwilę patrzył na nią bardzo poważnie.
No nie, tak nie może być. Sylwester jest, trzeba się cieszyć, Aniu! Popatrz na siebie z taką miną długo będziesz sama. Kobieta powinna się uśmiechać! Zostaw to wszystko i świętuj, przecież święto jest! mówił, jednocześnie zbierając papiery Ani i układając je w stosik. Wszystkich wypuściłem wcześniej, rozumiesz, a ona pracuje dalej…
Proszę się nie martwić, panie Kazimierzu. Zaraz wracam do domu. Proszę lecieć do żony, ja zamknę biuro.
Jesteś pewna? zapytał jeszcze podejrzliwie.
Oczywiście!
No to dobrze. Szczęśliwego Nowego Roku!
Znów została sama. Rzeczywiście, głupio tak tkwić w pustym biurze, trzeba wracać.
A może zamówić pizzę? pomyślała, ciekawe, czy jeszcze któraś pizzeria jest czynna?
Pierwszy numer nie odpowiadał wcale. Zadzwoniła pod drugi, dziewczyna wesołym głosem oznajmiła, że są otwarci tylko do osiemnastej i życzyła szczęśliwego Nowego Roku. Ania spojrzała na zegarek 18:05. Spróbowała jeszcze jeden numer, z zamiarem że to już ostatni raz. Ku jej zaskoczeniu, zamówienie przyjęto. Spakowała papiery, ubrała płaszcz i szalik, zabrała mandarynki z szampanem i wyszła z biura.
Na zewnątrz złapał ją podmuch zimowego powietrza, który lekko zaróżowił policzki. Śnieg przyjemnie skrzypiał pod butami, latarnie świeciły jasno, wszędzie mrugały kolorowe światełka. Ludzie biegli z torbami i pudełkami, sklepy były jeszcze otwarte, a spóźnialscy wybierali w pośpiechu prezenty. Sylwestrowa atmosfera zapełniła serce Ani ciepłem i oczekiwaniem.
No cóż to ja wyprawiam! upomniała się, wchodząc do pobliskiego supermarketu.
Chwilę potem stała już w kuchni, rozkładając zakupy.
Oby ziemniaki na sałatkę się ugotowały na czas, myślała.
Ania włączyła telewizor, powiesiła na oknie świeżo kupioną kolorową girlandę i podłączyła ją do prądu. Wesołe światełka zamigotały dookoła okiennej ramy. Zatańczyła lekko podnosząc ręce, po czym zabrała się za przygotowywanie sylwestrowej kolacji.
No to co! Dla siebie samej!
Gdy ziemniaki studziły się na balkonie, na stole pojawiły się kanapki z kawiorem i jej ulubionym łososiem. Półmisek z wędlinami z supermarketu został ładnie przystrojony liśćmi sałaty. Miseczka z kostkami sera, świeży ananas, talerz z mandarynkami od pana Kazimierza.
Po trzydziestu minutach gotowa była już sałatka jarzynowa, w kuchni pachniały skwierczące na patelni udka z kurczaka. Ania przykryła stolik w salonie koronkową serwetą i zaczęła znosić talerze z jedzeniem. Postawiła kieliszek i szklankę z sokiem, przy talerzu ułożyła sztućce. Odsunęła się kilka kroków, by krytycznie ocenić rezultat, zupełnie jakby przyjmowała gości.
O 23:30 sięgnęła po szampana, gdy nagle zadzwonił domofon.
Pizza do pani! odezwał się energiczny, męski głos.
O rany! Zupełnie zapomniałam!
Proszę wchodzić, odpowiedziała Ania, naciskając brzęczyk.
Zapraszam. Ile płacę? zapytała młodego, sympatycznego mężczyznę z kartonem w dłoniach.
Nic a nic. Proszę, to prezent.
Uśmiechnął się szeroko i szczerze.
Nie mogę. Przecież pana rozliczą…
Nic mi nie zrobią, naprawdę. To taka mała rekompensata za późną dostawę. No, proszę brać!
Ania zauważyła, że ciągle trzyma w dłoniach butelkę szampana.
Może pan przytrzyma szampana? poprosiła, wręczając mu butelkę, odbierając pudełko z pizzą. Zaniosę pizzę do kuchni.
Nie wygląda pan na kuriera, zauważyła Ania po chwili.
Bo nie jestem kurierem, odparł z uśmiechem. Jestem właścicielem tej pizzerii. Wszystkich pracowników zwolniłem wcześniej do domu to przecież Sylwester. A potem patrzę, jedno zamówienie zostało, nie wysłane. Pomyślałem, że sam zawiozę. I tak na mnie nikt nie czeka, w odróżnieniu od pizzy. Trochę się tylko spóźniłem.
Zostało dziesięć minut! wykrzyknęła Ania. Otwierajmy szampana, żeby zdążyć za stary rok!
Chętnie. Ma pani kieliszki?
Kiedy Ania wracała z kieliszkami, rozległ się huk korka.
Za stary rok!
Za stary!
Lekko stuknęli się kieliszkami i jednym haustem wypili musujące wino.
Ojej, co my najlepszego zrobiliśmy!
Co się stało? zdziwił się mężczyzna.
Przecież pan pił szampana, a jest pan kierowcą!
Rzeczywiście, znów uśmiechnął się szeroko.
I jak pan wróci do domu?
Wygląda na to, że nie wrócę!
I taksówki nie złapiemy
No właśnie, powtórzył zadowolony.
Wie pan co? Zdejmuj pan buty i wchodź, bo Nowy Rok przywitamy w przedpokoju!
Ale tu przytulnie.
Szybko nalewaj, zaraz przemówi prezydent!
No to za Nowy Rokeee
Ania, podpowiedziała.
Za Nowy Rok, Aniu! A ja jestem Michał.
Za Nowy Rok, Michale! Spróbuj sałatki jarzynowej, sama robiłam. Tylko mam jeden zestaw sztućców Wiesz co, nabieraj prosto z miski, śmiała się Ania i dziwnie lekko jej się rozmawiało.
Michał był miły, dobrze się z nim rozmawiało, czuł się swojsko.
Hm, z miski smakuje najlepiej, Aniu, masz może trochę razowego chleba? Głodny jestem jak nie wiem co.
Pewnie, że mam!
Gdy wróciła, Michał trzymał w każdej ręce po nadgryzionym udku z kurczaka.
Nie wytrzymałem, powiedział przepraszająco i uśmiechając się, pyszne. Aniu, gotujesz wyśmienicie!
Ale się cieszę, Michale. Myślałam, że tyle jedzenia się zmarnuje. Nie zjadłabym tego wszystkiego sama.
A kto mówi, że sama? Ja ci pomogę!
To pomagaj!
Ania poczuła głód i radość świętowania.
Jedli sałatkę wprost z miski, popijali szampanem, oglądali sylwestrowe show i rozmawiali, śmiejąc się, o drobiazgach.
Chyba już nie ma szampana!
Mam w aucie przyniosę!
A gdzie! Idę z tobą!
Jakie cudowne powietrze, rozłożyła ręce Ania.
Stali przed samochodem Michała. Wokół wybuchały sztuczne ognie, rozświetlając nocne niebo.
Aniu, wiesz co? Wyjdź za mnie! Nie dzisiaj za rok. Musisz mnie jeszcze trochę poznać.
Chyba żartujesz!
Ani trochę!
No to obiecuję się zastanowić.
A na razie świętujmy dalej!
Ania z radością pokiwała głową, Michał wyjął torbę z samochodu i razem weszli do klatki, zanurzając się w świętowaniu.
I tak to właśnie jest czasem nawet najzwyklejsza samotność może się stać początkiem czegoś pięknego, jeśli tylko otworzymy się na to, co niespodziewane i pozwolimy sobie cieszyć się chwilą. Szczęście często przychodzi, kiedy najmniej się go spodziewamy wystarczy być otwartym na świat i ludzi wokół siebie.



