Czy naprawdę zaczęłam irytować własnego męża..? Przez osiem lat wszystko układało się świetnie, a …

Zaczęłam irytować własnego męża…?
Przez osiem lat wszystko układało się wyśmienicie, ale na dziewiątym roku małżeństwa wszystko, a szczególnie ja Ola, zaczęłam działać Andrzejowi na nerwy.
Przestał wracać do domu o rozsądnych godzinach, jadł obiad, pomrukiwał coś pod nosem, odpalał laptopa i do późnej nocy grał w strzelanki. Spoglądał na mnie z miną, jakby od stóp do głów bolały go zęby. Coraz częściej oświadczał sucho, że dzisiaj nocuje u mamy.
Pewnego dnia nie wytrzymałam i zadzwoniłam do teściowej:
Pani Wiesławo, czy Andrzej jest teraz u pani?
Wiesława, przesłodzona jak kremówka, odpowiedziała:
Dobra żona, Olu, zawsze wie, gdzie jej mąż!
Kupiłam nawet poradnik Jak zatrzymać męża, tłumacząc przy kasie, że to dla koleżanki. Kasjerka spojrzała na mnie z politowaniem.
Potem mnie olśniło z tą książką coś nie gra. Ile mężów trzeba zatrzymać, by napisać o tym całą książkę? I skąd brać nowych, skoro starych się zatrzymało?
Sto pięćdziesiąt stron praktycznych porad że dom musi być przytulny, że seksowna bielizna, że trzeba interesować się sprawami męża. Nauczyłam się nawet piec drożdżowe bułeczki, chociaż nigdy mi nie wychodziły ale Andrzeja nie ciągnęło do tego ciepła jakby nigdy nic. Pewnie trzeba było zagniatać ciasto w tej bieliźnie. Albo wyskoczyć w niej do teściowej, gdzie, według legendy, przebywał Andrzej.
Próbowałam dzielić jego zainteresowania przeszłam za pierwszym razem w grze ten poziom, z którym on męczył się cały tydzień. Czułości to nie dodało.
Poszłam po zimowe kozaki, a wróciłam z grubym szczeniakiem za tę samą cenę. Spojrzałam na niego i dotarło do mnie, że przez całe życie marzyłam o psie. Nie o żadnym miniaturowym piesku do torebki, tylko o prawdziwym, porządnym psie.
Kobieta, która przedstawiała się jako hodowczyni, zapytała:
Znasz się, dziewczyno, na psach? Nie? To jest golden retriever.
A na moje pytanie, czemu nie jest zbyt golden, odparła pobłażliwie:
Wydorośleje, to pojaśnieje. Bardzo modny pies, z rodowodem, rodzice mistrzowie, cudak będzie! Wszystkie papiery mam. Oddaję prawie za darmo.
Podała kwotę.
Nie miałam tyle przy sobie, ale dobra pani zgodziła się na tyle, ile miałam w portfelu, czyli 700 złotych.
Przynajmniej ktoś miał się cieszyć z mojego powrotu. Buty nie będą patrzeć z oddaniem w oczy, machać ogonem i przynosić kapci.
Wieczorem Andrzej przypłynął do domowego portu i zapytał:
Co to jest?!
Golden retriever, rasowy, nawet niedrogi, tu są papiery powiedziałam.
W papierach pies figurował jako alapachski czystorasowy buldog. Telefon hodowczyni okazał się numerem do firmy budowlanej. Na pytania o retrievery i buldogi reagowali tam bardzo nieprzyzwoicie.
Ty masz oczy?! Powiedz mi, pokaż mi miejsce, gdzie tu retriever z buldogiem?! Ile zapłaciłaś? Ile?! Żeby tyle rozumu nie mieć!
Szczeniak nie polubił krzyków męża i zawarczał groźnie… choć zamiast ryku zrobił pod Andrzejem ogromną kałużę.
Boże, z kim ja żyję! zawołał Andrzej do sufitu i wrócił do komputera. Wyglądał, jakby z przyjemnością strzelał do mnie, nie do potworów w grze.
Rano okazało się, że szczeniak szybko się zadomowił w nocy załatwił się na jego adidasy i pogryzł jego nowe buty.
Tutaj się zaczęło.
Wszystko było we mnie obrzydliwe i nie do zniesienia: twarz, ubranie, dusza, myśli. Nawet to, że zarabiałam dwa razy więcej od niego, miało mnie poniżać. No i nie mam dzieci.
Andrzeju, przecież sam nie chciałeś dziecka przypomniałam łagodnie.
Bo z taką idiotką jakie mogą być dzieci?! Takie same głupie jak ona! Popatrz na siebie, kto się połaszczy na taką!
Szczeniak posłuchał i podszedł, by spróbować dziabnąć Andrzeja w łydkę.
A mnie ścięło w gardle z żalu za moimi nieistniejącymi dziećmi tylko patrzyłam, jak Andrzej pakuje swoje rzeczy do walizki.
Trzydzieści lat. Życia nie ma. Koniec.
Dalsza egzystencja nie miała sensu, ale jak to wytłumaczyć szczeniakowi? Siedział z miną biedaka i żuł mój skarpet, udając wiecznie nienakarmionego i nieskomplementowanego psa. Bez znaczenia były moje dramaty chciał jeść, pić, być głaskanym i słyszeć, jaki jest wspaniały.
Szczeniak Grom rósł w oczach, ale na obrońcę choć posturą pasował do bestii z bagien Biebrzy się nie nadawał. Odruch łapania i gryzienia nie rozwinął się nigdy, natomiast miłość do lizania i przytulania jak najbardziej.
Wieczorami chodziłam z nim na długie spacery. I się doigrałam. W grudniu zaczęli kopać jakieś doły między blokami, padał deszcz ze śniegiem, wszystko błotniste Grom wpadł do jednej z takich dziur. Zaskomlał żałośnie. W panice wskoczyłam za nim, dobrze, że sobie nic nie złamałam. Dół głęboki, glina śliska, było tuż przed północą, telefon zostawiłam w domu.
Na początku wstydziłam się wołać o pomoc, ale po kilku próbach wydostania się darłam się ratunku! na całe gardło. W końcu podeszło do dołu dwóch chłopaków w gotyckich skórach pod latarnią wyglądali upiornie. Na szczęście nie robili żadnych obrządków, tylko zadzwonili po strażaków i zostali ze mną. Pierwszego wyciągnęli Groma, który z radości wylizał wszystkich w rekordowym tempie, nawet gotów. Potem mnie byłam tak przemarznięta, że nawet nie było mi głupio.
Zły dowódca ekip strażackich soczyście podsumował nieogarniętego psa, nieogarniętą właścicielkę, leniwych panów z administracji i nieudolnych kopaczy. Rząd też się załapał. Grom nie zrażony, wciąż skakał wokół, próbując polizać dowódcę w nos aż mu nabił guza czołem.
O pierwszej w nocy bilans był następujący: usmolony, szczęśliwy Grom, cała w błocie zziębnięta ja, ufajdani Gromem gotyccy chłopcy i zakrwawiony dowódca.
Mogła by pani swojego potwora trochę wychować powiedział poszkodowany.
Staram się, ale wie pan, trudny przypadek.
Taki, jak ja rzucił jeden z gotów i wybuchnął śmiechem, nie wytrzymując roli.
Mieszkam w tej klatce, zapraszam, umyjcie się chociaż zaproponowałam, tłukąc zębami o siebie.
Idź, idź powiedzieli strażacy do dowódcy bo wyglądasz jak Hannibal Lecter.
Może sama sobie wykopię taki dół? Nim administracja się ogarnie, zostanę starą panną śmiała się później moja przyjaciółka.
P.S. Moje dzieci nie są żadnymi cudakami. Zwykłe, zabawne i mądre. I Szymek, i Lidka. W pierwszej klasie trzeba było opowiedzieć o rodzinie.
Nasz tata ratuje świat! A nasza mama pracuje przy komputerze! wyrecytował z dumą Szymek.
A cicha Lidka dodała:
A nasz pies umie oglądać telewizję!

Rate article
Fajna Tajna
Czy naprawdę zaczęłam irytować własnego męża..? Przez osiem lat wszystko układało się świetnie, a …