Jedna córka dla dwojga

Jedna córka dla dwóch matek
Między Anną a Pawłem miłość rozkwitła momentalnie, można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Chodzili ze sobą zaledwie miesiąc, kiedy Paweł podczas zwykłego spaceru nagle powiedział:
Aniu, wyjdź za mnie za mąż.
Zaskoczyło ją to całkowicie.
Jak to? Przecież spotykamy się dopiero od miesiąca!
No i co z tego? Ten czas wystarczył mi, żeby się przekonać, że jesteś moim przeznaczeniem. Bez ciebie nie widzę swojego życia, żadna inna dziewczyna mnie nie interesuje…
Och, Paweł, no cóż, chyba się zgadzam powiedziała cicho i przytuliła się do jego ramienia.
Córciu, nie za szybko się zdecydowałaś? dopytywała mama Anny, zaniepokojona taką pochopną decyzją nie jesteś przypadkiem w ciąży?
Mamo, skąd ci to przyszło do głowy? Nie, po prostu Paweł powiedział, że nie może beze mnie żyć i ja czuję to samo Taka to nasza miłość, mamo.
Wkrótce ci, którzy byli zdziwieni ich szybkim ślubem, zrozumieli, że ta para jest sobie pisana. Wszystko układało się dobrze. Dało się zauważyć, z jakim oddaniem Paweł dbał o żonę, a Anna kochała i troszczyła się o męża.
Miłość dopełniała ich szczęście, ale było coś, co zacieniało radość oboje bardzo chcieli mieć dziecko, lecz Anna mimo starań nie mogła zajść w ciążę.
Paweł, powinniśmy się przebadać. Może jest jakaś przyczyna, przez którą nie mogę zajść w ciążę.
Masz rację zgodził się od razu Paweł.
Setki nadziei, wizyt u lekarzy, podróży i modlitw, ale na próżno. Anna nie mogła zostać matką.
Aniu, może powinniśmy pojechać do domu dziecka, zaadoptować malucha i wychować go jak swojego zaproponował pewnego dnia nieśmiało Paweł.
Zgadzam się! odparła natychmiast Anna. Od dawna o tym myślała, tylko bała się, że Paweł się nie zgodzi. Też o tym marzyłam
To jedźmy powiedział Paweł. Znam jeden dom dziecka pod Krakowem, często przejeżdżam obok wracając z delegacji. Zawsze o tym myślałem.
Kiedy przyjechali do domu dziecka, wśród wielu nieufnych i zmęczonych dzieci, jedna trzyletnia dziewczynka, jasnowłosa, o błękitnych oczach, podbiegła do Anny i objęła ją za nogi.
Mamusiu! z radością powiedziała dziewczynka. Anna nie potrafiła się od niej oderwać.
Tak oto w ich domu pojawiła się Haneczka wesoła i pełna energii dziewczynka. Jej śmiech rozbrzmiewał wśród ścian jak radosny potok. Anna poczuła się wreszcie spełniona macierzyństwo do niej przyszło, chociaż w inny sposób, niż oczekiwała. Bardzo kochała Haneczkę. Paweł również ją uwielbiał.
Żyli spokojnie w małym miasteczku, gdzie większość mieszkańców znała się nawzajem. Oczywiście sąsiedzi wiedzieli, że Haneczka jest adoptowana, lecz nikt nie komentował tego głośno. Dopóki córka była mała, nie sprawiało to problemów. Jednak czas mijał, Haneczka podrosła, poszła do szkoły i ktoś kiedyś powiedział jej prawdę.
Czternastoletnia Haneczka wróciła wtedy ze szkoły i wybuchła, robiąc matce awanturę.
Mamo, czemu nie powiedzieliście mi z tatą, że jestem adoptowana? Wiem, że zabraliście mnie z domu dziecka!
Córciu, mieliśmy ci o tym powiedzieć, tylko czekaliśmy, aż staniesz się starsza Nie chcieliśmy by zabolało cię to tak mocno. Niestety, ktoś się wtrącił Zawsze się tego baliśmy.
Haneczka płakała, krzyczała, potem zamknęła się w sobie i jeszcze się zbuntowała. Była w wieku dojrzewania wszystko przeżywała podwójnie. Zaczęła bywać nieprzyjemna, trzaskała drzwiami, potrafiła nawet matce odpyskować.
A wtedy wydarzyła się tragedia. Paweł zginął w wypadku samochodowym, wracając z delegacji z Katowic. Była zima, szalała śnieżyca, auto wpadło w poślizg.
Paweł wiele razy wyjeżdżał służbowo, czasem na tydzień. Kiedy był dłużej nieobecny, wysyłał pocztówki wtedy jeszcze nie było telefonów komórkowych. Kiedy Paweł zginął, Anna miała czterdzieści sześć lat. Haneczka, zamiast wesprzeć matkę, jeszcze bardziej się zbuntowała znikała gdzieś z domu, nie słuchała się, była okropna.
Anna z ostatnich sił próbowała znaleźć z nią wspólny język, płakała i błagała, ale nigdy na nią nie krzyczała. Tak toczyło się ich życie. Haneczka szybko dorastała. Pewnego dnia, po maturze, oznajmiła matce:
Wyjeżdżam do Warszawy.
Anna uniosła zmęczone oczy, ściskając ścierkę w dłoniach.
Na studia, córeczko?
Nie. Chcę odnaleźć moją biologiczną mamę…
Anna aż zaniemówiła.
Ale po co, Haneczko? Przecież ja cię wychowałam, kocham cię jak własną
Haneczka spojrzała w okno, długo milczała.
Muszę się dowiedzieć, kim jest. Muszę wiedzieć, dlaczego mnie porzuciła. Przecież mam do tego prawo.
Oczywiście, że masz, córko odpowiedziała Anna. Wiem, że cię nie zatrzymam.
Haneczka miała prawie dziewiętnaście lat. Szybko spakowała torbę, pocałowała Annę w policzek i obiecała czasem przyjeżdżać. Odeszła, Anna patrzyła za nią z rozdzierającym serce smutkiem. Została sama.
Mijały lata. Dni się dłużyły. Anna od dawna była już na emeryturze. Długie zimowe wieczory spędzała siedząc przy stole i przeglądając kartki od Pawła, starannie przechowywane w starej, czekoladowej bombonierce. Kartki nie było dużo, ostatnia, z gałązką świerku, była już pożółkła: “Aniu, wrócę za kilka dni, tęsknię i całuję, twój Paweł”.
Anna głaskała ją drżącą dłonią, przyciskała do serca, jakby obejmowała zmarłego męża. Minęło już prawie dwadzieścia pięć lat od jego śmierci.
Wspomnienia przygniatały ją coraz częściej. Od kiedy straciła energię, rzadziej wychodziła czasem przysiadła na ławce pod sklepem, ale głównie tylko po zakupy. Okna przysłonięte firankami, skrzynka pocztowa pusta, w domu cisza. Jedynie Felek, kot, hałasował czasem, skacząc po parapecie lub mruczał przy nodze, domagając się głaskania.
Anna nakarmiła Felka, sama wypiła herbatę, postanawiając, że dziś musi wyjść do sklepu. Zajrzała na zdjęcie na komodzie. Paweł trzyma na rękach małą Haneczkę, oboje uśmiechnięci.
Ach Pawle, jak wcześnie odszedłeś, zostawiłeś mnie samą westchnęła do siebie. Zupełnie sama zostałam…
W domu panowała cisza, tylko Felek od czasu do czasu ją przerywał.
Pewnego dnia Anna siedziała w kuchni, piła herbatę, gdy nagle ktoś zapukał do furtki. Przypomniało jej się, jak to kiedyś Haneczka postawiła ją przed faktem dokonanym, że wyjeżdża do miasta, by odnaleźć matkę. Wypiła łyk herbaty, zarzuciła chustę na ramiona, włożyła ciepłe buty i wyszła na podwórko.
Przed furtką stała kobieta, znacznie młodsza od niej, o smutnych oczach.
Dzień dobry Pani Anna? głos obcej kobiety zadrżał.
Tak, to ja. A pani?
Kobieta niepewnie przechodziła z nogi na nogę.
Jestem mamą Hani tą drugą mamą a właściwie biologiczną. Mam na imię Maria Chyba już pani wie, kim jestem powiedziała nieskładnie.
Anna poczuła chłód wewnątrz. Nie tak dawno Haneczka wyjechała, a tu nagle matka dziewczyny
Stało się coś z Haneczką? Skoro pani tu jest przestraszyła się Anna. Znalazła panią…
Maria zaczęła mówić szybko, niemal w chaosie:
Haneczka leży w szpitalu, w Warszawie, coś z żołądkiem Szłyśmy razem przez park, nagle złapała się za brzuch, usiadła na ławce, pobladła, od razu zadzwoniłam po karetkę.
Obie stały w ciszy, patrząc sobie w oczy.
Haneczka już dawno mnie znalazła, tylko bała się to pani powiedzieć Maria otarła łzę.
Oj, co my tak stoimy w tej bramie Wejdźmy do domu ocknęła się Anna.
Zaparzyła świeżą herbatę. Maria, zasiadając do stołu, powiedziała:
Byłam młodziutka, kiedy urodziłam Haneczkę. Moi rodzice byli bardzo surowi, zmusili mnie do oddania dziecka do adopcji. Mój narzeczony zniknął, gdy dowiedział się o ciąży, rodzice grozili, że wyrzucą mnie na bruk. W szpitalu podpisałam zrzeczenie się praw do dziecka Przez lata żałowałam Teraz nie o tym Haneczka bardzo prosiła panią odwiedzić w szpitalu.
Anna poderwała się od stołu.
Czemu sama nie zadzwoniła?
Ukradli jej torebkę, telefon i dokumenty. Gdy wróciłam do ławki po odjeździe karetki, już nic tam nie było.
Boże, moja biedna dziewczynko szeptała Anna.
Sama mi podała wasz adres. Powiedziała: Znajdź moją mamę
Kobiety milczały chwilę, ich spojrzenia napotkały się nie było tam wrogości, tylko lęk i zmęczenie.
Jedźmy powiedziała Anna, zamknęła drzwi i pospieszyły na przystanek.
Stary autobus sunął się powoli. Anna i Maria początkowo milczały, potem zaczęły rozmawiać.
Żyję sama westchnęła Maria. Mąż zmarł trzy lata temu, ciężko chorował. Przeżyliśmy razem wiele lat, ale kolejnego dziecka nie urodziłam. Myślę, że to kara, bo porzuciłam Hanię. To moje pokutowanie…
Więc tylko Haneczka nas łączy powiedziała Anna.
Dokładnie tak… Mamy razem jedną córkę Maria odpowiedziała z goryczą.
W szpitalu zapytano je:
Do kogo panie?
Do córki, Hanny Zielińskiej odpowiedziały równo.
A panie to kto dla niej?
Matki i znów jednocześnie, potem wymieniły spojrzenia i parsknęły śmiechem.
Dwie mamy? Dobrze, proszę wejść.
W pokoju, pod kroplówką, leżała blada Haneczka. Gdy je zobaczyła, rozpromieniła się.
Mama i mama wyszeptała.
Anna jako pierwsza pocałowała córkę.
Cicho, córeczko, jesteśmy przy tobie Maria poprawiła kołdrę i usiadła przy łóżku.
Teraz będzie już dobrze, nie jesteś sama powiedziała.
Siedziały długo, rozmawiając o całym życiu.
Od tego czasu Haneczka miała dwie mamy, potem pojawił się mąż i dwóch synów. Anna i Maria zyskały jedną ukochaną córkę dla dwóch serc. Spotykają się od czasu do czasu, razem śmieją się, wspominają i cieszą tym czasem, który im pozostał.
Bo prawdziwa rodzina to nie tylko więzy krwi, ale to, co każdy z nas w sercu ofiaruje drugiemu człowiekowi. Szczęście i miłość można ofiarować na wielu drogach najważniejsze, by były szczere i pełne ciepła.

Rate article
Fajna Tajna
Jedna córka dla dwojga