Wyszliśmy ze szpitala położniczego we dwójkę. Nie czekał na nas tłum wujków i cioć, nikt nie robił zdjęć, nie wręczał kwiatów. Zresztą, dawanie kwiatów facetowi Dziwnie by to wyglądało.
Nie, mama była zdrowa, żyła i miała się dobrze. Po prostu dziecko wcale nie było jej potrzebne. Powiedziała mi to wprost, nie kryjąc niczego. Ja jednak nie ustępowałem prosiłem, błagałem, a nawet groziłem trochę, żartobliwie. W końcu mam już prawie czterdzieści lat i dzieci jeszcze się nie dorobiłem. A może to była ostatnia szansa?
Umówiliśmy się, że urodzi, a potem się rozstaniemy. I rzeczywiście po narodzinach córki rozwiedliśmy się niemal natychmiast, a była żona zgodziła się bez problemu płacić alimenty. Początkowo myślałem, żeby z nich zrezygnować, bo duma mi nie pozwalała. Ale ona powiedziała:
Życie jest długie, różnie bywa. Ty już młody nie jesteś, ja dużo młodsza. Dziecka może nie chcę, ale przecież ono jest też moje, więc potraktuj to jak pewną poduszkę bezpieczeństwa na wszelki wypadek.
Zaczęły się dni pełne niepokoju, ale nie poddawałem się. W końcu tyle samotnych matek daje radę! Dlaczego ja, ojciec, miałbym być gorszy? Przecież tyle jest dzieci adoptowanych Nie widziałem większego problemu w końcu dziecku w męskich rękach nie stanie się nic złego.
Mała Jagódka rosła, przybierała na wadze i była bardzo pogodnym dzieckiem. Ale kiedy podrosła, zaczęły się pytania o mamę. A jak tu dziecku powiedzieć, że mama go nie chciała? Jakoś się wykręciłem:
Znalazłem cię w piwnicy.
W której?
No w tej, co obok naszego bloku.
Od tej pory piwnica fascynowała i przyciągała Jagódkę jak magnes. Podczas spacerów, wymykając się mojej uwadze, zaglądała w kratki wentylacyjne, cichutko wołała mamo!. Ale w odpowiedzi słyszała tylko ciszę
Aż pewnego dnia coś naprawdę usłyszała! Małe serduszko prawie się zatrzymało, a potem łomotało tak mocno, że Jagódka nie słyszała już niczego, oprócz własnego bicia serca.
Drzwi do klatki były uchylone, więc popędziła do piwnicy. Na początku panowała tam zupełna ciemność, ale oczy szybko się przyzwyczaiły. Jagódka szła coraz głębiej, próbowała krzyczeć i zawołać. Ale gardło ścisnęło jej wzruszenie i mogła już tylko łkać:
Mamo, mamusiu, jesteś tam? To ja, Jagódka Przyszłam po ciebie!!!
Ale mama się nie odzywała. Stanęła w miejscu, znów zaszlochała i próbowała nasłuchiwać. Z kątka dobiegł cichy szmer. Otarła łzy brudną piąstką i poszła za odgłosem.
Może mamie jest bardzo źle, może jest chora. Przecież gdyby mogła, dawno by się znalazła. Ale nic to sama ją znajdzie, i wtedy mama będzie się bardzo cieszyć!
Szła w stronę dźwięku, płakała i uśmiechała się przez łzy. W końcu każda koleżanka miała mamę, teraz ona też będzie miała. Ale w kącie, na stercie szmat, czekał na nią tylko kot. Kot patrzył ostrożnie na nieproszonego gościa i starał się ukryć pod sobą małego kociaka.
Mamo?
Rozczarowanie prawie ją złamało, nogi się rozjechały i osunęła się na podłogę. Potem podniosła głowę i jeszcze raz spojrzała na kota
Mając pięć lat, myśli się inaczej. Logika ma w tym wieku szczególny sens czasami uczciwszy i prostszy od dorosłych.
Jagódka patrzyła na kota i rozmyślała Przypomniała sobie Zosię z przedszkola ta przez cały tydzień opowiadała, że jej tata jest centaurem. A Kuba twierdził, że jego ojciec to kosmita. Więc dlaczego ona nie może mieć mamy-kotki?
Kot zrozumiał, że ta dziewczynka nie zrobi mu krzywdy, nie ruszy jego ani kociaka. Powoli zbliżył się i trącił Jagódkę łebkiem w dłoń.
To ty jesteś moją mamą?
Z takim pragnieniem zadała to pytanie, że sama uwierzyła w swoją fantazję. Zagryzłaby język każdemu, kto by śmiał powiedzieć, że jest inaczej. Uściskała kota, a on odpowiedział mruczeniem i przylgnięciem.
Nie od razu zauważyłem brak córki. Gdy się zorientowałem, zacząłem wołać:
Jagódka! Jagódka, gdzie jesteś?! Jaga!
Minuty ciągnęły się w nieskończoność, przybyło mi przez nie siwych włosów. Po chwili z piwnicy wyszła Jagódka.
Szła powoli, przytulając kota z kociakiem. Podbiegłem do niej, a ona wyjaśniła:
Znalazłam mamę. I to chyba moja siostrzyczka Były w piwnicy, tam gdzie mnie znalazłeś.
Stanąłem jak wryty. Powiedzieć jej prawdę? Ale jak? Zgodziłem się więc na jej wersję.
A skąd wiesz, że to ona?
Jagódka wzruszyła ramionami:
Po prostu wiem Tak na mnie patrzyła! Tato, chodźmy do domu. Mama chyba jest zmęczona.
Jagódka była szczęśliwa. Mama się odnalazła! I nic, że z siostrzyczki zrobił się braciszek to nawet lepiej. Będzie można razem bawić się jak chłopaki, a wieczorem mama zamruczy im bajeczkę do snu.
W przedszkolu bardzo ją wspierali. A co z tego, że mama jest kotką? Franek twierdził, że jego tata jest samolotem i miał na to zdjęcie!
Długo wahałem się, jak zacząć rozmowę z córką i jak jej wyjaśnić, jak to jest naprawdę. Ale patrząc na szczęśliwą Jagódkę, dałem sobie spokój samo się jakoś ułoży.
Od tego czasu w domu zaczął się cyrk. Jagódka ganiała z kotami po mieszkaniu, rozrabiali wszyscy troje kotka była jeszcze młoda i bardzo chętnie się z nimi bawiła.
Zwariowaliście, czy co?! pomstowałem, układając rzeczy na miejsce.
Jagódka, z kotkiem w jednej ręce i sznurkiem w drugiej, spojrzała na mnie, potem na kota, potem na kociaka Wzruszyli ramionami i od razu popędzili rozrabiać dalej. A wszystko dlatego, że mama im przecież pozwoliła!
Patrząc dziś na moją córkę, zrozumiałem jedną rzecz czasem lepiej dostosować się do wyobraźni dziecka, niż brutalnie zderzyć je z dorosłą rzeczywistością. Szczęśliwe serce dziecka warte jest wszystkiego, nawet jeśli czasem trzeba je wesprzeć odrobiną bajki.



