Niepiękna

Brzydka

Karina wygodnie usiadła na kanapie w swojej ulubionej kawiarni w centrum Krakowa, czekając na zamówienie. Często tu wpadała na latte i pączka z różą, żeby odrobinę podnieść sobie nastrój przed pracą.

Za oknem padał śnieg, skrząc się w świetle latarni. Karina z przyjemnością upiła łyk gorącej kawy. Przy stoliku naprzeciwko siedziały dwa dziewczyny. Wyglądały na dobre przyjaciółki.

Wiesz co, ostatnio spotkałam nową dziewczynę mojego byłego. Bez urazy, ale… ani urody, ani sylwetki! Co on w niej widzi?

Może pierogi robi lepsze od twoich? Albo w sypialni cuda wyprawia? zaśmiała się druga.

Daj spokój, zobacz jej zdjęcie na Facebooku. O urodzie tam trudno mówić.

Dziewczyny wybuchnęły śmiechem, a Karina zamarła. Przypomniały jej się słowa mamy, które usłyszała jako siedmioletnia dziewczynka, podsłuchując rozmowę rodziców. Nasza Karinka to nie uroda, twarzy nie wyssała po mnie, niech się stara dobrymi czynami zabłysnąć.

Dorosła Karina bardzo dbała o swój wygląd, lecz mimo wysiłków zawsze czuła się mniej atrakcyjna niż inne. Mama powtarzała: Głowa do góry, córeczko! Nie jesteś zbyt piękna, ale masz rozum. Ucz się, staraj, żebyś nie została sama.

W szkole wstydziła się swojej chudej figury i dużych stóp. Na studiach nauczyła się dobrze dobierać ubrania i delikatnie malować. Nawet chłopaka miała. Ale potrafił sobie żartować z jej płaskich pleców i stop jak łopaty. Karina zrozumiała, że nawet mądrość nie sprawi, że ktoś ją pokocha. Pogodziła się z tym i żyła dalej.

Po skończonej kawie i pączku pognała do pracy. W południe miała zajrzeć do koleżanki, żeby nakarmić kota i podlać kwiaty. Basia wyjechała na dwa tygodnie do Zakopanego, a mąż rzadko bywał w domu. Jak się przypadkiem spotkają, to nawet nie zwróci na Karinę uwagi pomyślała Basia przed wyjazdem i spokojnie ruszyła na urlop.

W mieszkaniu przyjaciółki Karina najpierw wsypała karmę śpiącej Pusi, potem zajęła się kwiatami. Z sąsiedniego mieszkania dobiegała muzyka. Karina rozpoznała piosenkę i zaczęła nucić: Świeci gwiazda nieznana, znowu jesteśmy daleko od domu Nagle poczuła się niewytłumaczalnie dobrze. Od tej melodii, wśród kwiatów była lekka, radosna. Nim się obejrzała, zaczęła podrygiwać, patrząc na rośliny i… siebie w lustrze.

Nagle usłyszała głosy.

Odwróciła się i zobaczyła dwóch mężczyzn. Adam! Mąż Basi. I jeszcze jeden, wyglądający na jego kolegę. Oboje byli wyraźnie zaskoczeni. Ale wstyd! przemknęło Karinie przez głowę.

Cześć, Karina. To mój przyjaciel Tomek. Wpadliśmy tylko po dokumenty. Tańczyłaś tak pięknie, że nie mogliśmy oderwać wzroku. Przepraszamy, że przeszkodziliśmy!

Ja mnie Basia poprosiła

W niedbałym pośpiechu Karina ruszyła do drzwi, nie zauważając kota pod nogami. Potknęła się i runęła na podłogę. Zrobiło się jej ciemno przed oczami.

Ocknęła się w szpitalnej sali.

Dzień dobry. Jak się pani czuje? Jestem Zosia, pana sąsiadka z sali. Miała pani lekkie wstrząśnienie mózgu, ale lekarz mówił, że wszystko w porządku. Był u pani kurier i jakiś młody mężczyzna z kwiatami uśmiechnęła się.

Dziękuję Karina zdołała tylko szepnąć.

Ostrożnie podeszła do okna i otworzyła torbę. W środku były owoce, sok i jej ukochane pączki z różą. Pewnie od Basi i jej męża.

Sięgnęła po kwiaty i dostrzegła kartkę. Karinko, wracaj szybko do zdrowia. Tak ładnej dziewczynie nie przystoi leżeć w szpitalu. Zapraszam na wystawę tulipanów. Odpowiedzi odmownej nie przyjmuję. Tomek.

Karina wtuliła twarz w białe chryzantemy, zamknęła oczy ze szczęścia i popędziła uściskać Zosię…

Uroda nie zawsze musi być oczywista i rzucać się w oczy. Każda dziewczyna ma swoją własną. Czasem to ciepło, które bije ze środka.

Rate article
Fajna Tajna
Niepiękna