Po co takiemu przystojnemu i odnoszącemu sukcesy facetowi jak ja brać ślub? – zastanawiał się on. – Kiedy wreszcie doczekamy się wnuków? – martwili się rodzice.

Po co taki przystojny i odniesiony sukcesami chłopak jak ja miałby się żenić? rozmyślał sobie Mateusz. Kiedy my wreszcie doczekamy się wnuków? myśleli z kolei rodzice.

Mateusz odwiózł swoją koleżankę do domu i wrócił do własnego mieszkania.

Zrobił sobie jajecznicę z szynką. Siadł do stołu, włączył telefon, który przez całą noc był wyłączony, i zaczął przeglądać nieodebrane połączenia.

O, mama dzwoniła mruknął pod nosem Mateusz. Pewnie znowu będzie mi wytykać, jaki to ze mnie nieudacznik

Nieudacznikiem Mateusz, oczywiście, nie był. Porządna praca, dwupokojowe mieszkanie w Warszawie i samochód raczej zaprzeczenie nieudacznika. Tylko że miał już dwadzieścia pięć lat, a o oświadczynach i ślubie to na razie mógł czytać co najwyżej w horoskopie.

Po co taki przystojny i ustawiony chłopak jak ja miałby się żenić? rozważał życiowy filozof w skarpetkach.

Kiedy my wreszcie wnuki zobaczymy? zgryźliwie marzyli rodzice.

Mateusz wybrał numer do mamy:

Cześć mamo! Jak zdrowie?

A normalnie, co ma być. A tata? Też żyje.

Może byś do nas zajrzał? Samochodem to przecież z Warszawy do Piaseczna pół godziny, a my cię widujemy raz na kwartał. Tata się szykuje do przekopania działki, pora ziemniaki sadzić. Dobrze by było, żebyś pomógł.

Mamo, dziś nie dam rady. Ale następnym weekendem na pewno przyjadę.

Tyle to już razy obiecywałeś! I żebyś wreszcie przyjechał z jakąś dziewczyną!

Dobrze, mamo, następnym razem przyjadę z dziewczyną, słowo daję! wyrwało mu się niespodziewanie.

Z narzeczoną?!

Jeszcze nie, ale… kto wie.

Synku, cieszę się! W przyszłą sobotę czekamy. Ugotuję ci gołąbki, szarlotkę, placki ziemniaczane, co tam jeszcze lubisz!

Po rozmowie z mamą Mateusz miał solidnego kaca moralnego:

Po co mi to było!? Kogo ja jej pod sunę?! Może Martę? Chociaż, takim rodzicom na pewno nie przypadnie do gustu. Poza tym Marta i wiejski klimat To się nie uda. Ale na gościnę mogę ją zabrać. Pomyślę jutro.

Zostawił patelnię z resztkami jajecznicy na stole i padł do sypialni.

Wyspawszy się po królewsku, przypomniał sobie o obietnicy mamie i zadzwonił do Marty.

Cześć, piękna! powiedział do telefonu.

Cześć, Mateusz chłodna jak polski listopad.

Marto, nie wyspałaś się? Wpadam zaraz.

Mateusz, nie powinniśmy się już spotykać. Zmieniły mi się plany na życie.

Jakie znowu plany? zaczęło go irytować.

Wychodzę za mąż.

Już jadę, to wyjaśnię ci i twojemu narzeczonemu

Rozmowę ucięto bez sentymentów.

Mateusz rzucił telefon na kanapę. Zawsze to on kończył relacje, a tu taki zwrot akcji!

Poszedł do łazienki, potem na kuchnię. Zrobił kawę i z filozoficznym spokojem zamyślił się:

Kogo ja teraz przedstawię rodzicom?! Może którąś z dawnych znajomych… Ale one zaraz myślą, że oświadczyny na dniach.

Nie zdążył dopić kawy, kiedy alarm w aucie się odezwał. Mateusz rzucił się do okna. Z tyłu bloku, gdzie trzymał auto (może nie był to najlepszy parking, ale przynajmniej wszystko widział), kręcił się podejrzany typ koło jego samochodu, wiek typowy wujek na rodzinnym grillu.

Kto to znowu? wycedził Mateusz.

Wciągnął adidasy i pognał na dół. Podszedł do auta.

Proszę pana, coś się stało?

Słuchaj, chłopaku zaczął obcy ze świętym przekonaniem Jeszcze raz zobaczę cię przy Marcie, to będziesz miał problem!

No chyba cię pogięło…

Zdążył jeszcze zobaczyć kolegę typa o posturze byka, a potem zrobiło mu się ciemno przed oczami

Mateuszu! Mateuszu!

Nad nim pochylała się szara myszka, którą kojarzył z widzenia. Przez sekundę próbował sobie przypomnieć

Słyszysz mnie? Wzywać karetkę?

Spokojnie, wszystko mam w samochodzie w każdym aucie u Polaka jest apteczka. Poradzisz sobie?

Tak, skończyłam medycynę, bez przesady.

Mateusz uważnie spojrzał i przypomniał sobie: sąsiadka z klatki obok, zawsze się wita, a on jakoś myślał, że to jeszcze licealistka.

Jestem Ola, mieszkam obok dodała dziewczyna, widząc jego konsternację.

To siadaj, apteczka z tyłu odparł uprzejmie.

Dziewczyna wszystko opatrzyła.

Nic poważnego oznajmiła.

Dzięki wielkie!

Spojrzał na nią w lusterku. Jej spojrzenie pytało: I co, mam już iść?

Chodź, zrobimy sobie kawę, i tak nie zdążyłem zjeść śniadania.

Tak o, w dresie i t-shircie?

Sam też w dresie. Luz, to nie ślub!

Niee, ja muszę się przebrać.

To dawaj, przebierzemy się.

Po pół godzinie Ola wyszła w sukience, z delikatnym makijażem za pięć złotych. Nagle Mateuszowi odechciało się auta.

Ola, może spacer po parku?

Jasne! i nieśmiało złapała go pod rękę.

Ola trajkotała całą drogę. Weszli do przytulnej kawiarni i usiedli przy oknie. Mateusz podsunął Olce kartę.

Zamawiaj, na co masz ochotę!

Ola długo studiowała menu, bardziej patrząc na ceny niż potrawy. Mateusz, widząc, że dziewczyna raczej nie bywa w takich miejscach, ruchem ręki zawołał kelnera.

Proszę przynieść jakieś naprawdę pyszne ciastko i kawę dla pani!

A panu?

Mnie kawę.

Mamy świeże serniczki.

To poproszę!

Po kawiarni odprowadzili się do domu, rozeszli pod jej klatką.

Minął tydzień roboczy. W piątek Mateusz wrócił z pracy.

Przecież ja mam JUTRO z kimś odwiedzić rodziców i co teraz?

Zrobił sobie herbatę, kanapki, i rozważając poważne sprawy rodzinne, doznał olśnienia!

A jakbym pojechał z Olką?! Zresztą, od niedzieli się nie widzieliśmy Powiem, że pracowałem.

Zjadł błyskawicznie, ogolił się, ubrał w koszulę i poszedł pod sąsiedni blok. Tu była zagwozdka: 15 mieszkań, a o Oldze wiedział tylko, że ma na imię Ola.

Stał tak pod oknami, aż drzwi się otworzyły i wystrzeliła ona w dresie i starej koszulce. Widocznie widziała go z okna.

Cześć, Olu!

Cześć, Mateusz! cała się rozpromieniła.

Może pójdziemy na spacer?

Ale jestem nieubrana

Poczekam, pół godziny ci wystarczy?

Jasne! Ola poleciała do mieszkania.

Córciu, co się dzieje? spytała wystraszona mama.

Mamo, idę na spacer.

Znowu z Mateuszem?

Tak.

Po co ci ten przystojniak?

Mamo, mam już dwadzieścia lat! odpowiedziała nieśmiało.

Przecież widzisz, jakie do niego dziewczyny przychodzą!

No co ty, nie przesadzaj!

Ehhh, wymyśliłaś!

Ale Ola już leciała do swojego pokoju. Wiedziała, że teraz cała klatka będzie miała temat do plotek: Mateusz i ona? Do tej pory była ta spokojna, teraz będzie ta, co się z Mateuszem zadaje. Trudno.

Wyszła na dół, zdeterminowana, czując czułe spojrzenie mamy z okna. Złapała Mateusza pod rękę.

Gdzie idziemy?

Na spacer do parku, potem do kawiarni, a potem może pod księżycem?

Poprzechadzali się po parku, popili kawę, dłużej niż zamierzali przytulali się pod księżycem. Aż zadzwoniła mama Oli.

Olu, jest pierwsza w nocy!

Już idę, mamo! spojrzała przepraszająco na Mateusza. Muszę lecieć.

Mateusz odprowadził ją i pod klatką, już totalnie bez kokieterii, rzucił:

Jutro jedziemy do moich rodziców na wieś!

Wiktorze! krzyknęła żona, gdy zobaczyła auto syna. Mateusz przyjeżdża!

Naprawdę sobie o nas przypomniał?

I to z dziewczyną! westchnęła matka. Poleciała na podwórko.

Jak przystało na polską mamę, najpierw uściskała syna, a potem łypała okiem na towarzyszkę.

Podeszła do dziewczyny:

A ty jak się nazywasz, kochanie?

Ola Ola zarumieniła się jak burak.

Ja jestem ciocia Barbara, wejdźcie, wejdźcie!

Dziękuję!

Ojciec, który właśnie kończył wyplatać kosze na kartofle, podszedł i ścisnął dłoń Oldze.

Wreszcie Mateusz przyprowadził fajną dziewczynę! Ola? Miło poznać, jestem Wiktor. Wołaj mnie wujek Wiktor.

Ola zdębiała. Wyobrażała sobie nadąsane twarze rodziców chłopaka a tu ciepełko, śmiechy-chichy, i jeszcze pytania o dzieciństwo.

Weszli do domu i Ola stanęła jak wryta.

Stół zastawiony jak na wesele.

Przy obiedzie pytania sypały się jak z rękawa. Ola była z zupełnie zwyczajnej rodziny i była przekonana, że rodzice Mateusza to jakieś nadęte miejskie szychy, a tu zwykli ludzie. Jeszcze dumni z prostoty!

Po obiedzie Mateusz z ojcem poszli orać ogród, a Ola dołączyła do Barbary.

Ciociu Basiu, pomogę zmywać.

Zmywamy we dwie! aż się uśmiechnęła gospodyni.

Po orce wszyscy wspólnie sadzili ziemniaki.

Kiedy z kartoflami było już z grubsza ogarnięte, Ola powiedziała lekko smutno:

Muszę wracać, bo mama się będzie zamartwiać.

Ależ Oleńko podeszła Barbara. O czym ty mówisz! Zaraz kolacja, przenocuj u nas. Pokoje oddzielne, nie bój się.

Ja nie wiem było widać, że się waha, ale chętnie by została.

Dzwoń do mamy! zdecydowała Barbara.

Ola wyciągnęła telefon, wybrała numer:

Mamo, mogę zostać na noc?

Córeczko, umowa była, że wrócisz na noc!

Jak twoja mamusia ma na imię? spytała Barbara i przejęła słuchawkę.

Pola.

Dzień dobry, pani Polu, tu Barbara, mama Mateusza. To ja biorę Oldzię na noc pod opiekę, będą spać osobno, spokojnie! Dom wielki, wszystkiego dopilnuję.

Sama nie wiem, co powiedzieć

Oleńka jest cudną dziewczyną Naprawdę

Długo jeszcze rozmawiały.

Dopiero następnego dnia popołudniu zaczęli się zbierać do wyjazdu. Barbara zrobiła wikt ze spiżarki i rozdawała torby:

Ten worek dla Mateusza, a ten i ten dla was dwojga.

Ciociu Basiu, po co tyle jedzenia?!

W mieście wiadomo, co wy tam jecie, to i Ola taka chudziutka.

Potem zwróciła się do syna, który rozmawiał z ojcem:

Złożyliście już papiery do Urzędu Stanu Cywilnego?

Mamo, jakie papiery! My się jeszcze nie oświadczaliśmy!

To przemyśl to szybko, chłopcze!

Mamo, porozmawiamy

Jeszcze przegapisz taką dziewczynę! pokręciła palcem. Innej mi nie przyprowadzaj!

Jak tylko samochód ruszył, Barbara wyciągnęła telefon:

Polu, już ich puściłam, wszystko w porządku. Wysłałam ci tam domowe smakołyki przez Olę.

Basia, po co tyle tego!

Spokojnie. Może niedługo będziemy mieć wspólne wnuki?

Dobrze ci się mówi! ale w głosie Poli było wyczuwalne zadowolenie.

On już dwadzieścia pięć ma, mieszkanie, samochód Czego mu brakować? A Ola? Taka zaradna, bystra…

A jak! Ona mi dom ogarnia, gotować umie, z głową w chmurach od tej twojej miłości.

Jeśli nie my, to kto ich nauczy rozumu! Barbara była gotowa wziąć ślub syna we własne ręce.

Twój Mateusz to naprawdę porządny chłopak

A twoja Ola to skarb!

A Mateusz jechał autem do Warszawy i uśmiechał się konspiracyjnie. Ola nie wytrzymała:

Z czego się śmiejesz?

Spodobałaś się moim rodzicom!

Dobre sobie

Mama kazała mi cię nie stracić.

I?

Nie stracę!

Spojrzeli na siebie, w oczy rozpromienione od miłości Jakby całego świata już nie było.

Zostaw komentarz i serduszko, jeśli rozgrzało ci się serce!

Rate article
Fajna Tajna
Po co takiemu przystojnemu i odnoszącemu sukcesy facetowi jak ja brać ślub? – zastanawiał się on. – Kiedy wreszcie doczekamy się wnuków? – martwili się rodzice.