Przygoda w Sylwestra

PRZYGODA W SYLWESTRA

Do domu wcale mi się nie spieszyło. Ostatni dzień pracy, 31 grudnia, był krótki wszystkie koleżanki z biura już dawno rozbiegły się do swoich rodzin, mężów i dzieci, do sałatki jarzynowej i karpia. Radosne, rozpromienione, z naręczami mandarynek i butelką szampana, który każda dostała w prezencie od pana Jana Ilicza.

A na mnie nikt w domu nie czekał. I nawet nie miałem dla kogo szykować sylwestrowego stołu. Spojrzałem na górkę mandarynek w foliowej siatce na swoim biurku i westchnąłem.

Nie, to nie jest dzień, żeby wracać do pustego mieszkania. Zabierałem się więc za raport, żeby nie myśleć.

Po chwili w drzwiach pojawił się lekkim truchtem pan Jan Ilicz, jedyny mężczyzna w naszym zespole i przy okazji szef, w rozpiętej, ciepłej kurtce i czapce z futrem.

O, a ty co, jeszcze tu? Wyobraź sobie, że prezentu dla żony zapomniałem, rzucił na jednym oddechu i zniknął w swoim pokoju.

Po kilku minutach wrócił.
No naprawdę, dlaczego jeszcze tu siedzisz? Nie idziesz do domu?
Bo i w domu też będę sam, panie Janie.
Szef, już z torbą w ręce, jakby na chwilę się zatrzymał. Popatrzył na mnie poważnie i przysiadł przy moim biurku. Przez chwilę patrzył z troską.
Tomek, skończ z tym smęceniem. Jest Sylwester, czas się cieszyć, świętować, a nie tak siedzieć. Z taką miną to jeszcze długo będziesz sam! Mężczyzny też dotyczy od kobiet różnimy się niewiele! Uśmiechnij się. No! po tych słowach zaczął zbierać papiery z mojego biurka do jednego stosu i poganiać: Ja wszystkich już puściłem, a ty tu się zasiedziałeś.
Panie Janie, proszę się nie przejmować, zaraz idę. Pan lepiej jedzie do żony. Wszystko posprzątam i zamknę biuro.
Na pewno? zapytał z podejrzliwym uśmiechem.
Oczywiście!
No to w takim razie szczęśliwego Nowego Roku!
Westchnąłem jeszcze raz. Rzeczywiście, nie wypada w biurze przesiadywać. Trzeba iść.

“Może zamówić pizzę?” pomyślałem. Ale czy pizzerie jeszcze pracują?

Pierwszy numer nie odebrał wcale. Zadzwoniłem na drugi miła dziewczyna poinformowała, że zamykają dziś o osiemnastej i życzyła mi wszystkiego najlepszego. Spojrzałem na zegarek 18:05. Jeszcze jeden numer, postanowiłem że ostatni. O dziwo, zamówienie przyjęto.

Spakowałem papiery, ubrałem się, zabrałem mandarynki i szampana, po czym wyszedłem z biura.

Od razu poczułem, jak cudownie jest na dworze. Mroźne powietrze szczypało w policzki, pod butami przyjemnie trzaskał śnieg. Lampy świeciły jasno, a wszędzie migały kolorowe światełka. Ludzie gnali do domów z pełnymi torbami i pudełkami. Sklepy jeszcze były otwarte, a ci, co na ostatnią chwilę zostawili zakupy, nerwowo wybierali prezenty.

Zrobiło mi się lżej, ten cały gwar miasta, pośpiech, świąteczna bieganina wciągała.

“A co ja tak stoję!” skarciłem się i wszedłem do supermarketu.

Już w domu rozpakowywałem zakupy na kuchennym stole.
“Oby ziemniaki się zdążyły ugotować” pomyślałem.

Włączyłem telewizor, zawiesiłem nowo kupioną kolorową girlandę na okno. Wesoła świetlna serpentyna zamigała. Zrobiłem krótki taneczny ruch, podnosząc ręce do góry i postanowiłem, że ten wieczór będzie tylko dla mnie.

“Bo dlaczego nie, trzeba świętować dla siebie!”

Gdy ziemniaki na sałatkę jarzynową studziły się na balkonie, na stole pojawiły się kanapki z łososiem, z ikrą, talerz z delikatnymi wędlinami, kostki żółtego sera, ananas, miska mandarynek od pana Jana Ilicza.

Po pół godzinie był już gotowy i ulubiony polski “jarzynowa” oraz na patelni skwierczały pałki z kurczaka. Przeciągnąłem ławę pod kanapę, przykryłem ją piękną serwetą, rozłożyłem talerze, nóż, widelec, kieliszek i szklankę na sok. Ustawiłem się na kilka kroków od stołu, zupełnie jakbym czekał na gości.

O 23:30 poszedłem otworzyć szampana, gdy nagle zadzwonił domofon.

Zamawiał pan pizzę? rozległ się energiczny męski głos.

“Boże, całkiem zapomniałem!”
Oczywiście, proszę wejść, nacisnąłem przycisk.

Proszę bardzo. Ile jestem winny? spytałem młodego, sympatycznego faceta z dużym kartonem w rękach.

Nic a nic. Może pan wziąć tak po prostu. To prezent.

Miał wesoły, szczery uśmiech.

Ale nie mogę Przecież panu odliczą z pensji!

Nie odliczą, zapewniam. To taka rekompensata za późny kurs. Proszę przyjąć pizzę już, naprawdę.

Zauważyłem, że wciąż trzymam butelkę szampana w ręku.

Proszę, przytrzyma pan szampana? podałem mu butelkę, sam odbierając karton z pizzą. Zaraz tylko odłożę do kuchni.

Wie pan co, nie wygląda pan na kuriera powiedziałem po powrocie.

Bo nie jestem odparł z uśmiechem jestem właścicielem tej pizzerii. Wypuściłem pracowników wcześniej do rodzin. No wie pan Sylwester. Patrzę, a tu jedno zamówienie zostało niewykonane. Pomyślałem, że sam zawiozę. Nikogo na mnie nie czeka, a pizza czekała. Tylko złapałem małe opóźnienie.

Zostało dziesięć minut! wykrzyknąłem, otwieraj pan szampana! Musimy jeszcze uczcić stary rok!

O, żaden problem. Ma pan kieliszki?

Gdy wróciłem z kieliszkami, rozległ się głośny wystrzał korka.

Za stary rok!

Za stary rok!

Stuknęliśmy się lekko i wypiliśmy buchający bąbelkami napój duszkiem.

Oj, co ja zrobiłem!

Co się stało? zapytał zdziwiony.

No jak to, przecież pan prowadzi!

Ano prowadzę, znów szeroki uśmiech. Ale już dziś nie pojadę! Zostaję tutaj, nie mam już jak wracać.

Taksówki i tak nie zamówimy

No właśnie. skinął głową z rozbawieniem.

To niech pan szybko ściąga buty i wchodzi, bo Sylwestra spędzimy w korytarzu!

Łał, ale pan tu przytulnie ma.

Proszę nalewać, zaraz prezydent przemówi!

No to, szczęśliwego Nowego Roku … emmm

Tomek, pomogłem mu z uśmiechem.

Szczęśliwego Nowego Roku, Tomku! Ja jestem Arek.

Szczęśliwego Nowego Roku, Arku! Spróbuj tej sałatki, sam robiłem. Mam tylko jeden komplet sztućców, zaraz przyniosę więcej a zresztą jedz pan prosto z miski! gadałem bez przerwy, bo aż było mi wesoło.

Polubiłem tego Arka, lepiej przy nim po prostu czułem się dobrze.

Bez porównania lepiej smakuje prosto z miski. Masz tu może kawałek czarnego chleba? Głodny jestem jak wilk!

Jasne, że mam!

Gdy wróciłem z chlebem, Arek miał już po pałce kurczaka w każdej ręce.

Przepraszam, nie wytrzymałem, wysapał z pełnymi ustami. Ale pyszne, Tomek, gotujesz pan!

Jak się cieszę, Arku. Myślałem, że wszystko się zmarnuje tyle naszykowałem, a sam nigdy bym nie zjadł.

Sam? Ze mną nie zostaniesz sam! Pomogę!

Pomoże pan koniecznie!

Sam nagle poczułem głód. Jedliśmy sałatkę jarzynową, popijaliśmy szampanem, oglądaliśmy sylwestrowy program w tv i gawędziliśmy o drobiazgach.

To już koniec szampana!

W aucie mam jeszcze jedną!

Zaraz, idę z panem!

Ale powietrze cudowne! rozpostarłem ręce, łapiąc mroźny oddech.

Staliśmy przy aucie Arka. Dookoła wybuchały fajerwerki, niebo rozbłyskiwało kolorami.

Wiesz co, Tomek? Ożeń się ze mną! No dobra, nie od razu. Za rok! Poznajmy się lepiej.
Żartujesz chyba?!
Ani trochę!
No to obiecuję się zastanowić!
To co, wracamy świętować?

Uśmiechnąłem się szeroko, Arek sięgnął po kolejną butelkę, i razem wróciliśmy do świętowania.

Ta noc uświadomiła mi, że czasem wystarczy otworzyć się na życie, a ono potrafi nas mile zaskoczyć. Nawet jeśli na początku wydaje się, że stoimy zupełnie sami.

Rate article
Fajna Tajna
Przygoda w Sylwestra