Wyszli ze szpitala tylko we dwóch. Nikogo nie było, kto by na nich czekał, nikt nie robił zdjęć, nie wręczał kwiatów. Zresztą, dziwnie by to wyglądało kwiaty dla mężczyzny…
Nie, mama żyje, wszystko z nią w porządku. Po prostu, dziecko nie było jej potrzebne. Zupełnie. I powiedziała o tym mężowi otwarcie, bez ogródek. On nalegał, prosił, czasem nawet posuwał się do drobnych gróźb.
Przecież ma już prawie czterdzieści lat, a dzieci dotąd się nie doczekał. Może to jego jedyna szansa na własną rodzinę, na ciągłość. Ustalili… Żona urodziła, natychmiast się rozwiedli, a ona bez oporów zgodziła się płacić alimenty.
Na początku Wojciech chciał zrezygnować, duma mu nie pozwalała przyjąć pieniędzy. Ale była żona powiedziała:
Życie jest długie. Różne rzeczy mogą się zdarzyć. Już nie jesteś młodzieniaszkiem, a ja wciąż sporo młodsza. Nie chcę tego dziecka, ale jest moje, więc niech przynajmniej będziecie mieli jakiś bufor bezpieczeństwa. Na później
Rozpoczęły się niespokojne dni, ale Wojciech nie tracił hartu ducha. Przecież samotnych matek jest wokół mnóstwo! Czemu on miałby być gorszy? Dzieci wychowywane przez samotnych ojców też są szczęśliwe Więc Wojtek nie widział problemu jakby to tylko w męskich rękach dziecko miało więdnąć. Nie, Dominik Wojciechowicz rósł zdrowo, przybierał na wadze i był naprawdę szczęśliwym maluchem.
Ale kiedy mały Domek trochę podrósł, zaczęły się pytania o mamę. Jak można dziecku wytłumaczyć, że mama wcale go nie chciała? Wojciech wykombinował coś naprędce:
Znalazłem cię w piwnicy.
W jakiej?
W tej, co jest w sąsiednim bloku.
Od tego momentu piwnica zaczęła przyciągać Domka jak magnes. Na spacerze, kiedy tylko wymknął się ojcu spod opieki, zaglądał w kratki wentylacyjne, szeptem wołał mamę. Ale odpowiedź zawsze była ta sama cisza…
Aż pewnego dnia… nagle usłyszał jakiś dźwięk! Małe serduszko stanęło, a potem zaczęło bić tak mocno, że Domek nic już nie słyszał oprócz dudnienia w swojej piersi.
Drzwi do klatki schodowej były uchylone, więc Dominik pognał do piwnicy. Najpierw było ciemno, ale oczy szybko się przyzwyczaiły. Chłopiec przedzierał się coraz dalej, próbując krzyczeć i wzywać mamę. Ale gardło zacisnął mocny skurcz, więc mógł tylko szepnąć przez łzy:
Mamo, mamuś, jesteś tu? To ja, Domek… przyszedłem po ciebie!!!
Ale mama nie odpowiadała. Dominik zatrzymał się, zaszlochał raz jeszcze i starał się nasłuchiwać. Cichy szelest odezwał się w rogu, więc chłopiec, otarłszy łzy brudną piąstką, ruszył w tamtym kierunku.
Pewnie mamie bardzo źle, może jest chora. Inaczej już by wyszła i go znalazła. Ale nic, teraz sam ją znajdzie i mama się tak ucieszy, tak go przytuli!!!
Szło mu się trudno, płakał, ale uśmiechał się co chwilę. Przecież u wszystkich dzieci, których zna, jest mama teraz i jemu się poszczęści! Ale w kącie, na stercie szmat, zamiast mamy czekała tylko kotka. Kotka, która czujnie obserwowała nieznanego gościa i starała się schować pod sobą malutkie kociątko.
Mamo?
Rozczarowanie niemal postawiło go na równe nogi z bezsilności, aż legł ciężko na podłodze. Po chwili jednak podniósł głowę i znowu spojrzał na kotkę
Gdy masz pięć lat, myślisz zupełnie inaczej. Logika nabiera innego sensu, czasem bardziej szczerego i prostszego od dorosłej. Dominik patrzył na kotkę i rozważał Przypomniał sobie Jagodę z przedszkola. Przecież chełpiąc się pięknymi włosami, twierdziła, że jej tata jest centaurem. A Tomek przekonywał wszystkich, że jego ojciec to kosmita. Więc czemu on nie może mieć mamy-kotki?
Kotka dostrzegła, że ten chłopiec nie zrobi jej krzywdy, nie tknie jej ani kociaka. Podeszła ostrożnie i łagodnie szturchnęła uszkiem jego małą dłoń.
To ty jesteś moją mamą?
Dominik z taką wiarą to zapytał i tak bardzo chciał w to wierzyć, że sam uwierzył. Nie pozwoliłby nikomu temu zaprzeczyć. Chwycił kotkę i przytulił, a ona w odpowiedzi również się tuliła
Wojciech nie od razu zauważył nieobecność syna, ale gdy tylko spostrzegł, zaczął wołać. Domek nie odpowiadał. Wojtek biegał wokół placu zabaw, zaglądał pod krzaki, nawoływał syna.
Domkuuu! Domek, wyłaź! Domeczku, gdzie jesteś?
Minęło kilka nerwowych minut, które dodały Wojtkowi kilka siwych włosów, aż w końcu z piwnicy wyszedł Dominik.
Szło mu się wolno, tulił do siebie kotkę z kociątkiem. Podbiegającym ojcu powiedział:
Znalazłem mamę. I to chyba moja siostrzyczka Były w tej piwnicy, gdzie mnie znalazłeś.
Wojciech zamarł i zupełnie nie wiedział, co powiedzieć. Jak ma wyznać synowi całą prawdę? I jak to powiedzieć? Musiał więc przytaknąć.
A jak się zorientowałeś, że to ona?
Dominik wzruszył ramionami.
Po prostu wiedziałem Patrzyła na mnie jak mama! Tato, chodźmy do domu. Chyba mama jest zmęczona.
Dominik był w siódmym niebie. Mama się znalazła! I nawet dobrze, że siostra okazała się bratem w końcu w poważne, chłopięce zabawy można się bawić razem, a na noc mama zamruczy im bajkę.
W przedszkolu dzieci go wsparły. No i co z tego, że mama jest kotką! Przecież Kacpra tata to samolot, nawet pokazał wszystkim zdjęcie.
Wojciech długo martwił się, jak rozmówić się z synem, jak łagodnie wytłumaczyć, że takie rzeczy się nie zdarzają. Ale patrząc na szczęśliwego Domka, machnął ręką. Wszystko się jakoś ułoży
A w domu zaczęła się istna rewia. Dominik z kotami fikał po całym mieszkaniu w trójkę przewracali wszystko do góry nogami. Kotka była jeszcze młoda i bardzo chętna do zabawy.
Zwariujecie mnie kiedyś! narzekał Wojtek, ustawiając rzeczy na miejsce.
Dominik, trzymając w ręce sznurek, kociak i kotka zatrzymali się. Spojrzeli na Wojciecha, potem na siebie… Wzruszyli ramionami i pobiegli dalej wariować ojca. A wszystko dlatego, że mama im na to pozwoliła!



