PRZYCZEPA
Dziś wieczorem znowu złapałam się na tym, jak bardzo miałam już dosyć przypadkowych spotkań i przelotnych romansów.
Gdy poznałam Piotra zwyczajnego, dowcipnego, a przy tym bystrego faceta poczułam, że nareszcie pojawiło się coś sensownego.
Umówiliśmy się na kawę w kawiarni przy Piłsudskiego, potem posłuchaliśmy ulicznych muzyków grających pod Sukiennicami, rozmawialiśmy o jego sukcesach w pracy i o mojej pasji do nowoczesnej poezji.
Kiedy wyszło na jaw, że oboje wolimy sałatkę jarzynową z jabłkiem, wiedziałam już trzeba iść dalej.
Zaprosiłam Piotra na kolację do siebie na osiedle w Krakowie.
On przyszedł w najlepszej koszuli, ogolony na błysk, nauczył się nawet kilku wersów Grochowiaka mojego ulubionego poety, przyniósł wino i kwiaty.
Wydawał się pewny siebie i tak wyluzowany, jak mój kot, który z automatyczną gracją dobiera się do miski piętnaście razy na dzień.
Wieczór zapowiadał się spokojnie i przewidywalnie a przynajmniej tak myślałam, dopóki nie otworzyły się drzwi i nie usłyszałam obcego głosu z przedpokoju:
Dobry wieczór, jestem Staszek.
Mama jeszcze się kąpie, może pan wejść.
Zamarł.
Wielka, szeroka twarz niby dziecięca, ale już męska wpatrywała się w niego jak sowa.
Chłopak wyciągnął do Piotra ogromną dłoń, pewnie mogłaby objąć całą jego głowę.
Przez moment Piotr był przekonany, że pomylił drzwi, ale kiedy Staszek głośno i zabawnie kichnął akurat tak, jak robiłam to ja nie było wątpliwości.
Nastrój piął się ostro w dół, kwiaty zwiędły w rękach, a wino jakby zaczęło cierpnąć w butelce.
Gdy już przekroczył próg, pierwsze co zobaczył, to buty Staszka stojące przy drzwiach spokojnie mógłby je włożyć na własne, wciąż byłyby za duże.
Sama sięgałam synowi ledwie do klatki piersiowej.
Przemknęło mi przez myśl, że szkoda, iż kobiety nie potrafią tak samo mnożyć złota dasz pierścionek, a po dziesięciu latach masz już obrączkę.
Rozmyślając nad finansową alchemią, wyciągnęłam kiełbasę z lodówki i zaczęłam kroić warzywa na sałatkę, a Staszek bez żadnego krzesła zmieniał zasłony.
Pięć minut i wyjdę!
zawołałam z łazienki.
Poprawka: pięć razy po pięć minut.
Wreszcie, w sukience i z makijażem na twarzy, pojawiłam się w kuchni, gdzie Piotr siedział z miną a la zawsze wszystko przewidziałem, ale tego nie.
Gość pod nosem przeklinał chwilę, gapiąc się na talerz, a ja, przeczuwając, co się święci, powoli nalewam wino i zaczynam sama jeść.
Czemu nie powiedziałaś, że masz syna?
spytał w końcu, z nutą wyrzutu.
Przestraszyłeś się przyczepy?
rzuciłam smutno.
To nie przyczepa, to cały skład wagonów.
No duży, przyznaję.
Dorósł po tacie.
Ojciec był spod Zakopanego, jeszcze wyższy niż Staszek.
Bez problemu łapał pstrągi gołymi rękami.
A gdzie on teraz?
wyjąkał Piotr, niezręcznie szukając kontaktu wzrokowego.
W trasie.
Scena jest ważniejsza niż rodzina.
Czasem wysyła SMS-a, ale ze stylu pisania wynika, że raczej to jego pies do nas pisze więcej w tym zgryzoty niż skruchy.
Ile Staszek ma lat?
zapytał nieśmiało.
Czternaście.
Odebrał niedawno dowód.
Siłą?
Bardzo śmieszne.
Zjedliśmy resztę w milczeniu.
Rozmowa nie kleiła się zupełnie.
Mogę dostać jeszcze mięsa?
Piotr wyciągnął talerz.
Smakuje?
Pewnie!
Nigdy w życiu nie jadłem tak dobrego.
To co to?
Dziczyzna.
Staszek upolował i sam przyrządził.
O, to talent.
Ma po tacie.
Razem z nim odziedziczył starą książkę kucharską, zestaw noży, kilka spławików i ponton.
Ponton?
Piotr przełknął ślinę.
Tak, trzymamy go w piwnicy.
Syn to zapalony wędkarz.
Telefon zawibrował nagle na blacie.
Przeprosiłam i poszłam odebrać, zostawiając Piotra samego z myślami o tym, jak szybko można wyjść z tej sytuacji.
Słuchaj, Piotr wróciłam roztrzęsiona po telefonie w pracy awaria, muszę natychmiast jechać.
Czy mógłbyś zostać tu ze Staszkiem przez dwie godziny?
Ja?
Z nim?
Po co?
No wiesz, niepełnoletni chłopak, a teraz różni ludzie kręcą się po blokach
Obawiasz się, że ktoś go ukradnie?
Dam ci za to stówkę i za zmarnowany wieczór, a potem już się do ciebie nie odezwę, ok?
Ale co ja mam z nim robić?
Jesteście facetami dogadacie się, pogadajcie o czym chcecie.
Muszę lecieć.
Zanim zdołał protestować, już mnie nie było.
Piotr przesiedział jeszcze chwilę w kuchni, rozładowując telefon, dojadając mięso i popijając wino, Staszek nie wychodził ze swojego pokoju.
W końcu poszedł pod jego drzwi usłyszał znajome dźwięki.
Otwarte.
Wszedł niepewnie.
Uderzyła go obecność wielkiej drewnianej tarczy, w którą wbite były noże i strzały.
Ściany zero dziur.
Na stole: adapter, z którego cicho grał Iron Maiden.
Sam Staszek majstrował przy sprzęcie wędkarskim.
W kącie stały puchary, z sufitu zwisał worek bokserski, przy telewizorze nowiutki Xbox.
No, powodzi ci się!
gwizdnął Piotr z zazdrością.
Sam marzył kiedyś o takim pokoju.
Latem pracuję rzucił Staszek i Piotrowi nagle zrobiło się głupio.
Przestał widzieć w chłopaku czyjeś zobowiązanie, raczej kogoś, kto sam świetnie sobie radzi.
Masz może ładowarkę do telefonu?
spytał.
Tam, przy makiecie kolei.
Kolejka?
aż zaniemówił Piotr, dostrzegając kolejowy kompleks z torami, mostami i parowozami.
Sam złożyłem.
Ciągle coś dokupuję.
Planuję dobudować jeszcze drugi poziom.
Mogę spróbować?
wyszeptał.
Jasne odpowiedział chłopak i po chwili już razem sterowali pociągiem po makiecie.
***
Wróciłam godzinę później przekonana, że Piotr to już tylko wspomnienie.
Weszłam do pokoju Staszka i zobaczyłam ich obu nachylonych nad kolejką, ciężko odróżnić, który z nich bardziej zajęty.
Piotrze, już późno, pora do domu powiedziałam cicho.
Mamo Ojej!
A która godzina?
Pół do jedenastej ziewnęłam, z trudem powstrzymując się od snu.
Jutro od białego rana znowu muszę jechać do pracy.
Zaprowadziłam Piotra do drzwi, podałam kopertę ze 100 zł.
Od kobiet nie biorę pieniędzy skrzywił się obrażony.
Dziękuję, że przypilnowałeś mojego przyczepa uśmiechnęłam się.
Odpowiedział krótkim uśmiechem i wyszedł.
***
Cześć, słuchaj, chciałbym znowu do was zajrzeć zadzwonił po kilku dniach Piotr.
Wiesz, teraz mam totalny sajgon w pracy, nie mam głowy do związków, a ostatnie spotkanie
Ale mogę spotkać się ze Staszkiem?
Ze Staszkiem?
spytałam zdumiona.
Tak.
Może trzeba z nim posiedzieć, pójść na spacer?
Sama nie wiem muszę spytać jego.
Już napisałem.
Odpisał, że zaprasza.
Kupiłem mu nową grę na Xboxa, pobawimy się cicho, a ty spokojnie popracujesz.
Dobrze, wpadaj dziś.
Tego wieczoru Piotr przyszedł zupełnie odmieniony: żadnej koszuli, żadnego wina, żadnych zalotnych spojrzeń.
Zwykła czarna koszulka z logo jego ulubionego zespołu, plecak wypchany chipsami i colą, na twarzy szczera, dziecięca radość.
Tylko bądźcie cicho, mam za chwilę dwugodzinną wideokonferencję uprzedziłam, wchodząc do kuchni w szlafroku i z maseczką na twarzy.
Pachniałam cebulą, nie perfumami.
Piotr skinął głową i zamknął się w pokoju Staszka.
Wieczorem zadzwoniłam do drzwi ich pokoju, by wyciągnąć ich od ekranu.
Zażarcie dyskutowali o twórczości Smarzowskiego i Tarantino.
Ustalili już seans filmowy i właściwie tylko przekonałam ich, że obaj mają fatalny gust, po czym wypchnęłam Piotra do wyjścia.
Nie zapomnij kupić zanęty na sobotę!
zawołał Staszek z pokoju.
Zanęta?
rzuciłam podejrzliwie.
Idziemy na szczupaka.
Opowiadałem Staszkowi o jednym sklepie w Nowej Hucie, gdzie mają super przynęty.
Tyle lat nie byłem na rybach.
No, widzę, że się zaprzyjaźniliście.
A ze mną nie chcesz spędzić czasu?
Możesz pójść z nami, pokroisz kanapki.
Super, nie mam nic lepszego do roboty zaśmiałam się, odprawiając go.
Chociaż przynajmniej syn zajęty.
***
Minął miesiąc.
Praktycznie nie miałam głowy do czegokolwiek poza robotą.
O relacjach nawet nie myślałam.
Tymczasem Piotr razem ze Staszkiem w końcu zbudowali pełny tor kolejowy, pojechali po raki do Zalipia, nastawili kwas chlebowy według przepisu z babcinej książki.
Staszek uczył Piotra orientacji w terenie, a Piotr młodego podstaw flirtowania nawet pomógł umówić go z Małgosią z sąsiedniej klasy.
Wszystko układało się spokojnie, aż pewnego wieczoru tak ktoś zapukał do drzwi, że z sufitowych lamp posypały się żarówki.
Otworzyłam.
W progu stanął mój były mąż ojciec Staszka.
Pachniało od niego dziczyzną.
Już wiem, co straciłem rzucił, klękając na kolano.
Nawet tak był wyższy ode mnie.
Mamy dość z Potapem tułaczki.
Zebrałem kasę, zabieram was do rodzinnej wsi.
Będziesz mogła rzucić pracę.
Ze Staszkiem pójdziemy na ryby, na polowanie.
Rodzina razem, spokój.
No nie wierzę.
Dziesięć lat cię nie było i nagle objawienie!
A co z twoim niedźwiedziem-towarzyszem?
Podpisał kontrakt z filmowcami.
Zostawił mnie zabolało go.
Aha, czyli ktoś cię wykiwał założyłam ręce na piersi.
Czyli wcale nie rodzina, tylko urażona duma.
Nie dokończył, bo z pokoju wyszedł Piotr w mojej za dużej koszulce.
Mamo, zabrałem twoją koszulkę, bo własną ubrudziłem przy malowaniu parowozu
Czy w tym domu ktoś dokończy kiedyś zdanie?
wybuchłam.
A to kto?
były skierował wielką pięść w stronę Piotra.
To zawahałam się, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
Z pokoju wystrzelił Staszek.
Chwycił ojca za rękę, przygniótł go do ściany, aż tamten jęknął.
To jest przyczepa!
wysyczał.
Staszek!
Synu!
Przecież to ja, twój ojciec!
Jaka przyczepa?
Zwykła przyczepa.
Pomaga nam z mamą wywozić wszystko, co po tobie zostało rzucił chłopak.
Przecież ja wam niczego nie zostawiłem powiedział ojciec, i sam usłyszał pustkę tych słów.
W korytarzu scena jak z westernu.
Z Piotrem przycupniętym koło mnie.
Dobra, koniec, daj mi rękę sapnął ojciec i Staszek puścił.
Jesteś twardy, wyciągnąłeś to po mnie.
To może wpadnę jutro i pójdziemy razem na polowanie?
Pogadamy jak tata z synem.
Może naprawimy coś między nami?
Spojrzałam raz na męża, raz na Piotra.
Sama nie wiedziałam, co zrobić.
Jasne, rozumiem mruknął Piotr i wybiegł.
Przepraszam
***
Rano ojciec z synem zniknęli na cały dzień.
Wrócił tylko Staszek, wieczorem.
A ojciec?
Pojechał.
Jak to, pojechał?
Tak po prostu?
Niezupełnie pokręcił głową.
Pojechał z dzikiem.
Załadował go do przyczepy i jedzie go tresować.
Znalazł sobie nowego towarzysza.
Odwiózł mnie do miasta i tyle go widziałem.
Boże, jaka ja jestem naiwna Muszę zadzwonić do Piotra sięgałam już po telefon.
Nie musisz, właśnie się z nim żegnałem.
Odwiózł mnie do domu.
Obiecał, że jutro wpadnie.
Ale nie miałeś telefonu!
Skąd wiedział, gdzie cię odbierać?
Powiedział, że śledził nas dla pewności.
Chciał zobaczyć, czy wszystko u nas gra.
Naprawdę to powiedział?
Tak.
I jeszcze że chyba już się do nas przyczepił na dobre i nie potrafi się oderwać.


