SAMA SOBIE PREZENT
Grażyna Nowak atrakcyjna, niebieskooka szatynka po pięćdziesiątce, o kobiecych kształtach (choć już lekko przy tuszy), stoi przy oknie luksusowego apartamentu w pięciogwiazdkowym hotelu i popija orzechowy likier, rozmyślając:
“No i doczekałam się… Rozwódka w średnim wieku, sama, w hotelu dla zakochanych. Dobrze chociaż, że mam apartament, a nie pokój z widokiem na parking to już byłaby zupełna kompromitacja.”
Grażyna jest przekonana: romantyzm skończył się gdzieś dwadzieścia lat temu, razem z trzaskającymi drzwiami i nastoletnimi buntami dzieci. Mężczyźni pojawiali się od czasu do czasu, ale kończyło się to zwykle na rozczarowaniu ocierającym się o depresję, więc zdecydowała, że związki to jednak nie jej bajka.
A potem poznała Jego internetowego wielbiciela. Pisał takie wiadomości, że jej policzki nabierały rumieńców, a Grażyna nagle prostowała się niczym uczennica przy tablicy. Te SMS-y można by było wydrukować i powiesić na lodówce by z jednej strony sobie poprawiać humor, a z drugiej: nie zaglądać tam za często. Czasem Grażyna podejrzewała, że jej adorator albo chodzi do jakiegoś kółka literackiego, albo ma za dużo wolnego czasu.
Znowu stała się Grażynką. Kupiła sukienkę, o której koleżanki z pracy mówiły z zaciśniętymi szczękami z zazdrości, biustonosz w cenie tanich lotów do Hiszpanii, a nawet zapisała się na siłownię. Robiła przysiady z taką determinacją, jakby od tego zależał los całego świata.
“Jak padnę jutro od tych przysiadów, pochowajcie mnie w tej sukience. Niech były z zazdrości palce gryzie,” żartowała ponuro koleżankom.
Spotkanie się odbyło. Było udane. O szczegółach nie wypada opowiadać. Wystarczy powiedzieć, że po nim Grażyna patrzy w lustro z przyjemnością widzi w nim odmłodzoną i szczęśliwą Grażynkę.
Niestety, drugie spotkanie nie wypaliło. Umówili się w urokliwym nadmorskim miasteczku nad Bałtykiem, dla pełni romantyzmu. Grażyna planowała, szykowała się, trochę się denerwowała, aż tu nagle on na dzień przed wyjazdem dostał ataku nadciśnienia i koniec końców została sama, w hotelu, w obcym mieście. Widać, takich stresów już organizm nie wytrzymuje. Los wyraźnie mrugnął: “Dziewczyno, nie przesadzaj.”
Grażyna usiadła przy oknie z kieliszkiem likieru i próbowała podejść do sprawy racjonalnie:
“No trudno. I co powiem wnukom? ‘Babciu, a jak znalazłaś drugą młodość?’ ‘Na parkingu pod lotniskiem, czekając na typa z ciśnieniomierzem.’ Jakie romantyczne!”
Następnego ranka poszła do spa i postanowiła: “Dość, kochana. Od teraz święto robię sobie samej. Bawię się na całego.” W spa zapewnili ją, że jej cera jest promienna. Grażyna spojrzała krytycznie w lustro: promienie była, choć raczej od olejku niż od młodości.
Wycieczka po miasteczku była wyśmienita. Przewodnik wysoki, siwy, o głosie jak aksamit. Obok paplała jakaś babcia w dresie, ale Grażyna słuchała tylko jego. Opowiadał o średniowiecznych bitwach, a Grażyna rozmyślała: mężczyźni od wieków walczą o miasta, kobiety o uwagę. Równowaga w przyrodzie zachowana.
Koniecznie proszę spróbować szarlotki! namawiał przewodnik, prowadząc grupę do najlepszej cukierni w mieście i patrząc na nią wymownie.
Szarlotka okazała się boska. Tak pyszna, że Grażyna prawie się zakochała ale w cieście z jabłkami. “W końcu na szarlotce, w przeciwieństwie do mężczyzn, zawsze można polegać,” mruknęła do siebie.
Później wybrała się na zakupy: bursztynowy wisiorek i turkusową sukienkę, która opinała biust tak śmiało, że Grażyna sama puściła sobie oko w lustrze. Sukienka była tak odważna, że nie była pewna, czy kiedykolwiek zdecyduje się ją założyć. Ale jakoś ją to nie powstrzymało.
W samolocie spojrzała przez okienko miasto powoli znikało z widoku, a razem z nim rozwiewały się jej romantyczne oczekiwania.
No cóż… może jeszcze się spotkają, a może nie. Na szczęście życie na tym się nie kończy.
Przed nią nowa szafa, kilka urlopów i być może jeszcze jedna szarlotka. Z mężczyzną albo bez.
“A jeśli bez, to przynajmniej z kulką lodów waniliowych,” uśmiechnęła się do siebie, przymykając oczy i odprężając się przed powrotem.



